wtorek, 30 lipca 2013

Rozdział 23 - Chcę zacząć nowe życie... z Tobą...


Karolina

Dlaczego przywiązujemy się do tego, do czego nie powinniśmy? Dlaczego każdy z nas ma jakieś swoje słabości? Dlaczego te słabości to często ludzie, którzy powinni być tylko znajomymi? Dlaczego są zawsze w trudnych dla nas chwilach? Przecież tak nie powinno być... Przecież każdy człowiek powinien być silny, niezależny, nieustępliwy, a jednak coś sprawia, że tracimy pewność siebie. Tracimy ją przeważnie przy jednej osobie... tracimy ją przy kimś, kto nie jest nam obojętny.

Powoli otwieram oczy... Jesteś obok. Śpisz tuż za mną, a twoja ręka spoczywa na mojej talii. Jesteś tak przyjemnie ciepły... Tak przyjemnie ogrzewasz moje plecy leżąc bardzo blisko mnie... Czy jest to krępujące? Chyba dla mnie już nie. Przyzwyczaiłam się do tego ciepła, dotyku, głosu, zapachu... Przyzwyczaiłam się do ciebie, a wiem, że nie powinnam. Nie powinna pragnąć twojego dotyku, tych czułych pocałunków na powitanie, twojego zapachu, gdy obejmujesz mnie, jak leżymy na kanapie i oglądamy film, tak jak było to w Spale... 

- Hej... Długo nie śpisz? - obudziłeś się. Nie zabierasz jednak swojej reki, lecz nachylasz się nade mną i sięgasz zegarek, a przy okazji muskasz mój policzek pocałunkiem. - Dziesiąta piętnaście... Nieźle sobie pospaliśmy - śmiejesz się. Zamykasz oczy i kładziesz się z powrotem, tyle że na plecach. Twoje usta są lekko rozchylone, uśmiechasz się. 
- Mariusz, gdzie ty byłeś kilka lat temu, co?
- Daleko od ciebie... niestety... Jesteś pierwszą dziewczyną, z którą mogę od tak spać w jednym łóżku, rozmawiać, śmiać się... - siadasz obok mnie - A dodatkowo jesteś taka piękna... - gładzisz mój policzek kciukiem. - Karolina, podobasz mi się... - wypowiadasz te słowa i przybliżasz się do mnie. Przymykam oczy i już po chwili czuję Twoje wargi na swoich. Delikatnie muskasz moje usta. - Podobasz mi się od tego momentu, kiedy razem szukaliśmy Michała i Weroniki... 
- Ale...
- Nie przepraszam, przesadziłem - oddalasz się i wstajesz z łóżka. - Zapomniałem ci powiedzieć o tym, że na dole czeka na ciebie kosmetyczka, więc jeśli masz ochotę, to leć się robić na bóstwo - uśmiechasz się delikatnie, chcąc chyba delikatnie ocieplić atmosferę i muszę przyznać, że ci się to udało.
- No to lecę - wyskakuję z łóżka i pędzę do łazienki.
- Ale ja byłem pierwszy - słyszę Twoje lamenty, ale niestety będziesz musiał czekać.

Następne trzy godziny spędzam na dole ze wszystkimi kobietami u kosmetyczek, fryzjerów i wszystkich innych specjalistów od urody. Efekt zadziwił nawet mnie samą. Chyba pierwszy raz czuję się jak prawdziwa kobieta, mimo że mam na sobie dresy i adidasy. gdy wchodzę do pokoju, słyszę tylko dźwięki spadających kropli wody z łazienki. Uśmiecham się sama do siebie, przypominając sobie dzisiejszy poranek. Zamykam się w sypialni, delikatnie poprawiam makijaż, ubieram się i jestem gotowa. Kiedy otwieram drzwi siedzisz już gotowy na małej sofie i wlepiasz swój wzrok we mnie.

- Jesteś piękna - podchodzisz i lekko muskasz moje usta. - Możemy już iść?

Kiwam głową. Ubieramy się ciepło, wychodzimy z budynku i ruszamy do Kościoła. Znajdujemy miejsce dla siebie gdzieś z tyłu i obserwujemy ceremonię. Gdy Państwo Młodzi wypowiadają słowa przysięgi małżeńskiej, widzę, że stajesz się smutniejszy, ale jednocześnie Twoje oczy wyrażają radość, że Ewa jest szczęśliwa. Po ceremonii wszyscy zgodnie z tradycją składają życzenia, by następnie udać się do hotelu na przyjęcie.

- Tu się schowałaś - mówisz, podchodząc do mnie, kiedy stoję przy barierce na pietrze sali, skąd jest najlepszy widok na wszystko.
- Chciałam troszeczkę odpocząć, bo strasznie mnie już wymęczyłeś - uśmiecham się delikatnie.
- Jestem aż tak złym tancerzem - smutniejesz.
- Nie wręcz przeciwnie. Jesteś wyśmienity... Jestem po prostu zmęczona... - opieram głowę o Twój tors. - Po co mi szpilki, skoro i tak jestem sporo niższa od ciebie - śmieję się.
- Wracamy?

Tańczymy, śpiewamy razem z zespołem, wygłupiamy się z innymi gośćmi, jemy, pijemy... Tak po prostu jesteśmy razem. Tu i teraz, ale czy za chwilę również tak będzie?




Weronika 

- Ej a może by 6 wrzesień 2008? Po Igrzyskach akurat - proponujesz, gdy leżymy razem w łóżku w Twoim mieszkaniu w Bełchatowie. - Co ty na to?
- Michał, ty na prawdę chcesz się ze mną ożenić? 
- Kocham Cię, szaleję za Tobą, pragnę Cię i chcę się z Tobą zestarzeć... Czy jeśli czuję to wszystko, to mógłbym nie chcieć zostać Twoim mężem? - wpatrujesz się we mnie tymi niebieskimi tęczówkami, siedząc naprzeciwko mnie. - Weronika, zrozum, że ja tego chcę. Chcę żyć już tylko z Tobą... - delikatnie mnie całujesz, przyciągając do siebie. - Chcę dzielić wszystko z Tobą na pół. Chcę, żebyś była, gdy będę na szczycie, jak i wtedy, gdy nic mi nie będzie szło... Chcę mieć z Tobą dzieci, wychować je, patrzeć jak dorastają, jak zakładają własne rodziny, jak mają własne dzieci... Chcę przeżyć całe swoje życie właśnie z Tobą.
- Michał...
- Hmm?
- Kocham Cię jak wariatka - rzucam się na ciebie, ale już po chwili to ty jesteś na górze.
- Ej, tylko mi w psychiatryku nie wyląduj, bo nie dałbym sobie tu rady.
- Poszedłbyś ze mną. 


Paweł

Wieczór. Kolacja. Wino. Kobieta. Ja. Ty. My. Dziś. Czy można chcieć jeszcze czegoś więcej? Oczywiście że tak. Ja chcę dobrego kucharza, który by ugotował tą kolację barmana, który serwowałby drinki, więcej czasu na prysznic i zdecydowanie więcej pewności siebie, która pewnie za chwilę pójdzie sobie na spacer, jak zwykle zresztą, gdy mamy się spotkać.

- Witaj - mówisz, gdy otwieram drzwi przepasany jedynie ręcznikiem. - Dobrze trafiłam? Paweł? - śmiejesz się.
- Cześć, wchodź - całuję cię na powitanie. - Rozgość się w salonie, a ja się tylko ogarnę...
- nie musisz się ogarniać... - podchodzisz do mnie. - Tak też mi się podobasz, a nawet bardziej - uśmiechasz się figlarnie, a Twoje dłonie zjeżdżają do supełka ręcznika. - Chyba to nie będzie nam potrzebne, prawda Kotku? - zatrzaskujesz drzwi, ściągasz kurtkę, i ciągnąc mnie za ręce idziesz w tak dobrze znanym ci kierunku.
- Znowu w sypialni - zatrzymuję cię i przypieram do ściany. - To staje się powoli monotonne, Skarbie.
- Więc wykaż się Kotku - uśmiechasz się zalotnie i zachłannie mnie całujesz.

Rozsuwam zamek Twojej sukienki, a gdy opada już swobodnie w dół, biorę Cię na ręce i niosę do salonu...


Agnieszka

Do końca życia zapamiętam te święta. Nie dość, że pierwszy raz od dawna spędziłam je w dużym gronie, a nie tak jak wcześnie, sama w mieszkaniu przy telewizorze. Te święta zostaną mi w pamięci również z tego powodu, że pogodziłam się z Marcinem. Pogodziłam się z osobą, którą kocham nad życie. W zasadzie to chyba już nie wyobrażam sobie życia bez niego, nie wyobrażam już sobie ani sekundy bez niego. Nie myślę teraz o jego wyjazdach podróżach  o tych godzinach, które, czy chce czy nie, będę musiała spędzić sama. 

- Marcin, jeszcze ci mało? - pytam, gdy twoje ręce i usta znowu zaczynają dziką wędrówkę po moim ciele. - Nie jesteś zmęczony?
- Zmęczenie przy Tobie się nie liczy - śmiejesz się prosto w moje piersi. - Wystarczy mi to, że jesteś obok - przybliżasz swoją twarz do mojej i delikatnie całujesz moje wargi.
- A głodny nie jesteś, bo ja bardzo? Wiesz nie jadłam nic od wczoraj, bo mnie z łóżka nie wypuszczasz.
- Owszem jestem głodny, ale Ciebie.

Nie pozwalasz mi już wydobyć z siebie ani jednego słowa, oprócz jęków zadowolenia,bo Twoje wargi napierają na moje. Co z tego, że kochamy się już któryś raz z kolei bez przerwy, jak mi i tak nadal brakuje Twojego dotyku, pocałunków, głosu, ciepła... 




Mariusz

Czy są na świecie osoby, które mają wszystko, czego zapragną? Czy są ludzie, którzy zawsze wiedzą, co zrobić, żeby dostać to, co chcą? Czy są ludzie bez uczuć, a jedynie kierujący się w życiu żądzą władzy i przyjemnościami? Czy kiedy sobie coś postanowią, to tak musi się stać? Jeszcze niedawno sam taki byłem. Nie liczyli się kibice, fani, zwykli ludzie. Od zawsze liczyła się tylko gra, przyjemności, przyjaciele i rodzina. Nic innego nie miało dla mnie sensu.

Teraz jej inaczej. Zmieniło się od tego momentu, gdy pierwszy raz zobaczyłem Ciebie, mimo że miałem dziewczynę, ty byłaś w mojej głowie. Każdy dzień spędzony z Tobą w Spale jest głęboko zakuty w mojej pamięci. Każdy Twój uśmiech, spojrzenie, rozmowa. Nasza pierwsza wspólna noc, gdy usnęliśmy razem na moim małym łóżku. Ja pamiętam to wszystko bardzo dobrze, a Ty?

- Dziękujemy bardzo za zaproszenie - żegnamy się z Parą Młodą, która chce już też zostać wreszcie sama, jako jedni z ostatnich, bo dosłownie straciliśmy poczucie czasu.
- To nam jest ogromnie miło, że przyjechaliście, no i że ja osobiście mogłam poznać Twoją dziewczynę - Ewa uśmiechnęła się przyjaźnie, pożegnaliśmy się i wyszliśmy z sami.

Sam nie wiem dlaczego, ale chwyciłem Cię za rękę, ,jakbyśmy byli parą i nie puściłem do samego pokoju. Po przekroczeniu progu od razu zrzucasz szpilki i siadasz na kanapie pod oknem. Zamykasz oczy, rękoma wyciągasz z włosów wsuwki i kładziesz się na boku, podkurczając nogi. Wyglądasz jak anioł, tylko że z ciemnymi włosami. Podchodzę do ciebie, siadam obok i delikatnie gładzę Twoje nogi. Biorę je na kolana i delikatnie masuję stopy. Kładziesz się na plecach i cicho pomrukujesz. Teraz, gdy masz rozpuszczone włosy, wyglądasz jeszcze piękniej niż wcześniej. Jesteś taka delikatna, zmysłowa, kobieca. Czuję, że teraz właśnie jesteś sobą... 

Przekładam Twoje nogi i kładę się obok Ciebie. Delikatnie odgarniam włosy z Twojej szyi, wdycham zapach Twoich perfum, opuszkami palców muskam Twoją aksamitną skórę. Nieruchomiejesz. Otwierasz oczy i wpatrujesz się głęboko w moje oczy, tak jakbyś się czegoś bała. Delikatnie przesuwam dłoń od końca Twojej sukienki na udzie do ramion. Docierając do ust, zerkam w Twoje oczy. Nadal jesteś wystraszona. zbliżam się i powoli łączę nasze usta w czułym pocałunku. Nie reagujesz. pozwalasz mi na więcej przekręcając się w moją stronę i chwytając moją twarz w swoje drobne dłonie..

- Powiedz tylko słowo  a przestanę, ale proszę zrób to teraz, bo później nie dam już rady - szepczę w Twoje włosy, gdy niosę Cię do sypialni.
- Mariusz, chcę tego... Chcę zaryzykować i  zaufać Ci... Chcę zacząć nowe życie... z Tobą...

Już kilka minut późnej leżymy nadzy na łóżku, a wszystko inne przestaje mieć znaczenie. Nie liczy się wschodzące słońce, budzący się inni goście hotelu, granie zespołu... Liczysz się tylko Ty i nasza wspólna przyjemność. Jednocześnie wpijam się w Twoje usta, jak i łączę nasz ciała, a ty cicho pomrukujesz przy każdym moim ruchu. ruszam biodrami w przód i tył, wdychając zapach Twojego jaśminowego szamponu do włosów, a ty zaciskasz paznokcie na moich plecach.

Jesteśmy My. Tak blisko siebie. Zrozumiałem, że wreszcie nie czuję się sam na tym świecie. Zrozumiałem, że warto zaryzykować wszystko, by być z Tobą szczęśliwy. Zrozumiałem, ,że od tej chwili już nie będę potrafił istnieć bez ciebie, bo po co mi życie, bez ciebie obok. Wierzę w to, że może być dobrze, że wszystko może się ułożyć po naszej myśli. Wierz w to, że dzięki Tobie stanę się innym człowiekiem. Innym człowiekiem...

- Karolina...
- Cii... Po prostu bądź... proszę...


~*~*~
Przepraszam, że tak długo nic nie było oraz za to, co powstało na górze. 
Postanowiłam, że ten blog będę traktować jako taką wizję dla was, jak się zmieniam jako "pisarka", jeśli można mnie tak nazwać.
Nie wiem kiedy pojawi się coś nowego, ale mam nadzieję, że za tydzień :)
Pozdrawiam, całuję, ściskam,
Dzuzeppe :*

piątek, 12 lipca 2013

Rozdział 22 - "Taki mężczyzna trafia się tylko raz na całe życie"


Karolina 

Święta, święta i już po świętach, a to co po nich zostało, to przepełniona lodówka, trafione zazwyczaj prezenty i kilka kilogramów więcej. Czy zostało coś jeszcze? Oczywiście, że tak. Zostały wspaniałe wspomnienia, bo jeszcze nigdy święty Mikołaj nie przyniósł mi tortu pod choinkę, a dodatkowo na dworze pojawił się mój pierwszy własny samochód. Wspomnienia, które zostanę, to również zaręczyny Weroniki i Miśka, oraz ta bransoletka, która spoczywa na moim nadgarstku.


Już za parę minut spotkam się z Mariuszem, bo na siłę chce mnie wyciągnąć na zakupy. Jestem tylko ciekawa, kto tu niby jest kobietą, bo na pewno nie ja. Ubieram się, lekko maluję i jestem już gotowa. W domu nadal są dziadkowie, którzy zostają, aż do samego Sylwestra, którego spędzą razem z rodzicami na balu sylwestrowym. W domu rozlega się dźwięk dzwonka do drzwi. Biegnę, więc na złamanie karku, żeby tylko być pierwsza, ale niestety nie udaje mi się i otwiera babcia.

- A młodzieniec to do kogo? - pyta, ale za bardzo nie wiesz, co odpowiedzieć.
- Do mnie babciu - ratuję Cię z opresji. - Właściwie to my już wychodzimy - uśmiechnęłam się do niej słodko, a ona tylko puściła mi oczko.
- Ach dzieci, dzieci... Wszyscy na około zakochani, a ja ciągle przy tym samym mężczyźnie... Świat wariuje na punkcie miłości - po chwili znika już za drzwiami do kuchni, a my wychodzimy z domu.
- Twoi rodzice wiedzą, że zabieram im Ciebie na Sylwestra? - pytasz, a ja zdaję sobie sprawę, że nie wiedzą.
- Jeszcze nie, ale dziś im powiem - markotniejesz. - Ej, chłopie, czyżbyś ty bał się moich rodziców i tego co powiedzą? Zapewniam cię, że na pewno nie będą mieli ci tego za złe - uśmiecham się, ty po chwili również. -  To gdzie jedziemy?
- Do centrum handlowego - rzucasz uradowany i ruszamy w drogę.

Nigdy nie uśmiechało mi się łażenie po sklepach i przebieranie w promocjach czy sklepowych wystawach, Zawszę wyznawałam zasadę, że po co chodzić, jak to samo można kupić w pierwszym lepszym sklepie. Z Tobą chodzę już ponad trzy godziny i wcale nie narzekam na nudę, czy ból nóg. Wręcz przeciwnie. Najpierw szukaliśmy dla ciebie garnituru, a jak już znaleźliśmy odpowiedni, kupiliśmy go. Następnie z chęcią buszuję razem z Tobą pośród półek i wybieram sukienki, które mogą się nadać i na sam ślub, jak i poprawiny, które jednocześnie będą zabawą sylwestrową. Obładowani ruszamy do przymierzalni. To znaczy ja ruszam, a ty tylko oceniasz kreacje, siedząc wygodnie w fotelu.

- Mariusz, a może ta. Ładnie się układa, nie jest za krótka, kolor mi odpowiada. Co ty na to?
- Nie podoba mi się. Przymierz może następną, co?
- Ale ja mam już dosyć przymierzania, zdejmują ją i wracam do domu, a na to Twoje wesele to w końcu w starej kiecce pójdę, albo w ogóle nie pójdę! - obróciłam się na pięcie, o mało co nie potrącając pani sprzedawczyni i ruszyłam do przebieralni. Gdy nie miałam już na sobie sukienki i stałam w samej bieliźnie, zasłona nagle się odsunęła i wślizgnąłeś się do środka. - Co ty tu do cholery robisz, co?! - krzyknęłam, próbując cokolwiek zakryć, ale i tak widzisz wszystko.
- Przepraszam, ale musiałem ci je pokazać. Przymierz tą.
- A może chociaż byś wyszedł, co?
- Oj tam... jak chcesz to mogę się odwrócić, a potem pomogę ci się zapiąć - nie zwracając za bardzo na Ciebie uwagi zaczęłam ją zakładać. Pomagasz mi tylko z zamkiem. - No i chyba mamy już sukienką na Sylwestra - uśmiechasz się. - Bierzemy ją. Pójdę z nią do kasy, a ty przymierz jeszcze tą i mi się w niej pokaż.
- Tak jest, panie sierżancie... - chwyciłam się za brzuch, bo czułam, że coś mi się chyba cofa.
- Ej, coś jest nie tak?
- Nie, wszystko jest w porządku, tylko trochę mi niedobrze po tych świętach. Chyba się czymś zatrułam. Dobra wychodź, .a ja się przebieram.

Ostatnia sukienka spodobała się nam obojgu i została wyróżniona, jako strój na ślub i wesele. Za sukienki zapłaciłeś, nawet nie dając mi dojść do głosu. W tym samym sklepie dobraliśmy jeszcze moje dodatki i krawat dla ciebie, za które już ja płaciłam. Odszedłeś na chwilę, bo ktoś do ciebie dzwonił.

- Ile płacę? - pytam się grzecznie kasjerki w starszym wieku.
- 257 złoty... Ma pani ogromne szczęście... Taki mężczyzna trafia się tylko raz na całe życie. Ma pani wspaniałego męża...
- Ale my nie jesteśmy nawet razem - mówię, chowając resztę do portfela.
- Ale będziecie... Mówię pani, a ja się na ludziach znam - uśmiecha się, a ja pospiesznie wychodzę ze sklepu.
- Karolina! Zaczekaj na mnie! - podbiegasz do mnie - Co się stało?
- Nic... Po prostu mam ochotę na coś do jedzenia. Jedziemy do mnie?
- Jasne, że tak.


Agnieszka

Te święta zapamiętam do końca życia. Pierwszy raz przeszłam taką metamorfozę mentalną przez te kilka godzin. Ale co dobre, szybko się zazwyczaj kończy i trzeba wracać do rzeczywistości, czyli do wykładów i nauki. W końcu sesja nieuchronnie się zbliża, a ja muszę się nią zając, bo inaczej to nici z mojej kariery psychologa.


Wczoraj, czyli w czwartek, Marcin wyleciał już do Londynu, a ja nie mogłam lecieć z nim. Myślę, że to nawet dobrze, bo taka lekka przerwa dobrze nam zrobi. Odpoczniemy od siebie, zatęsknimy i poczujemy smak samotności. Na lotnisku dosłownie nie mogliśmy się od siebie oderwać, a udało się to tylko dzięki dziewczyną, które nas pospieszały i pilnowały, żeby się nie spóźnił. Punktualnie o 14.00 był już w powietrzu, a my z dziewczynami wpadłyśmy na pomysł, żeby zrobić sobie taki całkowicie babski wieczór z winem i dobrymi filmami.

Wina było zdecydowanie za dużo, bo dziś wszystkie, lekko mówiąc, zdychamy. Kac morderca męczy, jak gdyby to było dla niego wyzwanie, żeby zatruć nam doszczętnie radość życia. Leżymy wszystkie na kanapie i zastanawiamy się, kto był taki mądry, że wymyślił coś takiego, jak alkohol, bo na pewno jego iloraz inteligencji musiał być znikomy. 

- Dziewczyny, nigdy więcej nie tknę procentów - wzdycha Weronika.
- A ja to chyba nawet dobrze nie wytrzeźwieję, a będę drugie pić... - Karolina przeciągnęła się i miała zamiar wstać, ale od razu złapała się za głowę i z powrotem się położyła.
- O czym ty mówisz? - obie spojrzałyśmy na nią podejrzliwie.
- A to nie mówiłam Wam? - kręcimy przecząco głowami. - Mariusz zaprosił mnie na wesele swojej przyjaciółki jako osobę towarzysząca... No i się zgodziłam i w sobotę idę się bawić, a właściwie to jadę, bo to w Zielonej Górze będzie...
- I teraz mi to mówisz?! Przecież ciebie na Sylwestra w domu nie będzie, a z Michałem chcieliśmy zaprosić ciebie, Mariusza, Agę, Pawła i Lenkę, a teraz to nici... Ale może nawet to dobrze - już widzę ten błysk w oku Weroniki, co jest spowodowane tym, że coś wymyśliła. - Będziecie mieli więcej czasu tylko dla siebie...
- Zamknij się waria... - nie dokończyła, bo przerwał jej telefon, który zaczął dzwonić. - Tak, słucham. ... Ale na co gotowa? ... O kurwa. Mariusz ja jestem u Agi w mieszkaniu, weź po mnie przyjedź, pojedziemy do domu, spakuję się i już ruszamy, dobra? ... To czekam, już na ciebie. ... No pa... - zakończyła rozmowę. - Dziewczyny ja się będą zbierać. Mariusz już jedzie. Aguś mogę z łazienki skorzystać? 
- Jasne, że tak. Chcesz może jakieś ciuchy na zmianę?
- Czytasz mi w myślach, normalnie was kocham dziewczyny - krzyknęła już z łazienki, a nam na twarz wkradł się uśmiech.
- Myślisz, że z tej dwójki, to może być coś więcej?
- Jeśli Mariusz zrobi jej choć malutką krzywdę, to zabiję. Jeśli oni nie będą razem, to mi tu - wskazała na swoją dłoń - kaktus wyrośnie - zaśmiała się.
- No popatrz, co ta miłość z człowiekiem robi. Pamiętasz jak w kwietniu całe nasze życie, to było jedno wielkie bagno? A teraz wszystkie jesteśmy szczęśliwe.
- Mamy po prostu cholerne szczęście, Aguś...


Mariusz

Trafienie pod właściwy adres mieszkania Agi trochę mi zajęło, ale na szczęście nie musiałaś na mnie czekać. Szybko pojechaliśmy do Ciebie, spakowałaś się i ruszyliśmy w drogę do Zielonej góry. Przez pierwszą godzinę byłaś wesoła i cały czas się śmieliśmy z opowiadanym historii. Było mi tak dobrze, jak jeszcze z nikim, a zazwyczaj nie lubię jeździć z kimś, bo ma jakieś zastrzeżenia do prędkości, z którą jadę, ale ty nie masz żadnych. Ufasz mi...

Przed chwilę zasnęłaś. Wyglądasz tak słodko, delikatnie. Nie rozumiem, jak Twój były już na szczęście chłopak mógł Cię skrzywdzić? Jak mógł zmuszać Cię do czegoś, czego nie chciałaś? JA mógł  być takim padalcem i wypuścić Cię ze swoich rąk? Ja nigdy bym tak nie postąpił, gdyby taka dziewczyna jak ty, mnie kochała. Starałbym się o ciebie cały czas. A na pewno bym Cię w taki sposób nie skrzywdził, ale przecież, nie jesteśmy razem, żebym mógł tak myśleć...

Kilka godzin później, po małym postoju na stacji, jesteśmy już pod hotelem, w którym wszyscy przyjezdni goście będą mieszkać oraz odbędzie się tutaj całe przyjęcie weselne. Budynek nie wygląda na zwykły hotel, lecz na jakiś kilku gwiazdkowy. Ale co się dziwić. W końcu rodzice Ewy wszystko muszą mieć najlepsze, a że stać ich na to, więc starają się jej dogodzić wszystkim. Ona jednak nie zmieniła się pod wpływem pieniędzy, lecz pozostała taka, jaką ją poznałem.

- Karolina, budzimy się... Jesteśmy już na miejscu.
- Już...  - przeciągasz się i oboje wychodzimy z samochodu. - Yyy... Ta Twoja była to chyba bogatych rodziców ma, nie? Kurcze, chyba pierwszy raz jestem w takim hotelu. Mariusz, imponujesz mi - śmiejesz się.
- Dobra idź już, a ja wezmę nasze walizki - biorę bagaże i wchodzę za Tobą do wielkiego holu. podchodzimy do recepcji. Witamy się z ładną blondyneczką, która tu pracuje i prosimy o klucze do naszych pokoi.
- Klucze? Mam tutaj napisane, że na nazwisko Wlazły ma być tylko jeden apartament - odpowiada niejaka Kasia, przynajmniej tak ma napisane na plakietce.
- Apartament? Ale łóżka dwa w tym apartamencie są, prawda? - pytasz się jej.
- Jest tylko jedno dwuosobowe... Czy zaszła jakaś pomyłka? Przykro mi, ale tak nam pani Ewa z panem Markiem wszystko podali. Przepraszam, ale nie mogę nic na to poradzić.
- Dobrze, niech już będzie, najwyżej będziesz na podłodze spał...- śmiejesz się ze mnie - Niech nas pani zamelduje.

Od teraz już wszystko poszło bez problemów. Wjechaliśmy windą na trzecie piętro, dotarliśmy pod odpowiedni 36 numer pokoju i weszliśmy do niego. Gdy tylko zdążyłem postawić nasze walizki, Ty już znałaś całe nasze cztery kąty na ten weekend na pamięć. Położyłem się na naszym wspólnym łóżku i patrzyłem na ciebie, na to jak krzątasz się, rozpakowując swoje rzeczy. Cały czas się śmiejesz, a mi się cholernie to podoba.

- Długo ci jeszcze z tym zejdzie - pytam.
- Nie... Właściwie to już skończyłam - mówisz chowając walizkę.
- No to super. Chodź zejdziemy do restauracji na kolacje rodzinną.
- Kolacje rodzinną? A co to niby jest? Przecież ani ja ani ty nie jesteśmy rodziną dla pary młodej.
- Tak się tylko mówi. Będą tam wszyscy goście, którzy są już na miejscu. Idźmy już, bo głodny jestem - łapię Cię za rękę i schodzimy na dół.

Tak jak myślałem, wszyscy już są, oprócz przyszłej pary młodej. Siadamy na nasze miejsca, które umieszczone są przy krzesłach moich rodziców. Dlaczego zostali zaproszeni? Od zawsze przyjaźnili się z rodzicami Ewy, a dla niej byli jak ciocia i wujek, a nawet po naszym zerwaniu postanowili utrzymać dobry kontakt. Przedstawiłem Cie im, na co zareagowali bardzo pozytywnie. Spytali od kiedy jesteśmy razem.

- Właściwie to... - przerywasz mi o mówisz.
- ... jesteśmy ze sobą od świąt - uśmiechasz się grzecznie do rodziców.

Od tego momentu atmosfera się ociepla i schodzi ze mnie stres. Co chwilę wybuchamy śmiechem, tak że parę osób patrzy na nas jak na dziwnych ludzi, ale nas to nie obchodzi. Po dwóch godzinach wracamy już do pokoju. Ja postanawiam obejrzeć telewizję, a ty bierzesz kąpiel, która trwa już blisko dwie godziny. Gdy wreszcie wychodzisz, biorę szybki prysznic i zmierzam do sypialni.

- A ty gdzie? Przecież powiedziałam, że będziesz na podłodze spał.
- Myślałem, że żartujesz...
- Nie żartuje... Patrz nawet Ci już koc i poduszę ułożyłam - wskazujesz rękę na miejsce pod szafą.
- Karolina...
- Dobranoc.

Nie pozostaje mi nic innego, jak położyć się chociaż na kanapie, byleby tylko się chwilę przespać i być na jutro wypoczęty. Gdy już prawie śpię, słyszę Twoje kroki i cichy głos.

- Mariusz, ja żartowałam... - otwieram oczy. -  Chodź do łóżka, przecież zmieścimy się oboje - śmiejesz się. Chwytasz mnie za rękę i ciągniesz do sypialni, sama kładziesz się po jednej stronie, a mi każesz po drugiej.
- Chyba należy mi się jakieś przepraszam, nie? - mówię, leżąc już w łóżku.
- Przepraszam - mówisz szeptem i przysuwasz się do mnie.
- O nie. Tak dobrze to nie ma. Tutaj poproszę - wskazuję na swój policzek, w który już po chwili mnie całujesz i układasz się blisko mnie, kładąc głowę na mojej klatce piersiowej. Zaskakujesz mnie tym, ale nic nie mówię, tylko obejmuję cię ramieniem. - Dziękuję za to, że powiedziałaś rodzicom, że jesteśmy razem, nawet jeśli to kłamstwo.
- Nie ma za co... Mariusz ja na prawdę lubię z Tobą gadać, ale teraz proszę, zamknij się już i śpij!


~*~*~
Powoli sama się zawodzę tym opowiadaniem :( Przepraszam, że dopiero teraz, ale jakoś tak mi się nie chce już tego pisać i dlatego takie opóźnienia. Zdecydowanie inaczej jest z To tylko siedem dni, Kotku gdzie pojawił się już 2 rozdział oraz z Przeszłością gdzie pojawił się 15 rozdział. Nie wiem czy sobie tego nie odpuścić i zająć się czymś innym, bo chyba porwałam się z motyką na słońce, biorąc się za taką historię.
Być może zauważyłyście, że zmienił się trochę wygląd tego bloga. W tle jest mój własny rysunek, który wykonałam już dawno temu, a że teraz chciałam coiś zmienić, to oto znalazł się na blogu. :D Być może zmieni się jeszcze coś, ale wolę nie zapeszać :p
A tak na poważnie, to zapraszam Was serdecznie na Opowiadania o blogi o sportowcach Dziewczyny robią dobrą robotę i nic za to nie chcą :D
Pozdrawiam serdecznie,
Dzuzeppe :*
Mam nadzieję, że za tydzień znowu się tu zobaczymy :)

wtorek, 2 lipca 2013

Rozdział 21 - "O patrzcie, to ten chłopak, z którym się pieprze kilka razy w tygodniu i jest mi z nim cholernie dobrze."


Karolina

Nienawidzę siebie za to, że przez te prawie cztery lata dawałam się tak oszukiwać i manipulować. Nienawidzę swojego ciała, bo dotykał je Filip. Nienawidzę tych wspólnie spędzonych chwil. Nienawidzę własnej głupoty, bo przecież wszyscy wokoło mówili mi, żebym już dawno to skończyła, a ja nadal mu wierzyłam. Ufałam jak nikomu na świecie. Byłam pieprzniętą, zakochaną po uszy idiotką...

Dziś są moje urodziny. Dwudziesty trzeci grudzień. To właśnie dziś kończę dwadzieścia dwa lata, a moje życie to jedna wielka pomyłka. Co roku ten dzień był dla mnie jednym z najszczęśliwszych, ale teraz mam ochotę iść na jakiś most i się z niego rzucić. Wiem, że to dziecinne, ale chyba tego właśnie mi potrzeba. chcę znowu być dzieckiem i nie mieć tych problemów.

- Karolina, dziecko, zejdź chociaż na obiad, wszyscy czekamy tylko na ciebie - do mojego pokoju wchodzi mama i siada przy mnie na łóżku.
- Nie jestem głodna...
- Dziecko, musisz coś jeść... Ja wiem, że nie jest Ci łatwo, ale musisz żyć normalnie...
- Mamuś, ale to tak strasznie boli... Nienawidzę samej siebie, że pozwoliłam, żeby to tak długo trwało...
- Poradzisz sobie, bo jesteś silna, słyszysz... A Twoją bronią jesteśmy my wszyscy...
- Dziękuję - przytulam się do niej i po chwili obie schodzimy na dół.

W domu jest pełno ludzi. W końcu Weronika i Michał się zaręczyli, a nasi i jego rodzice nawet się nie znają, więc to odpowiednia okazja, żeby się poznać. Przyjechali na całe święta i zajmują pokój Marcina, który oczywiście nie może przyjechać, bo liga angielska nie ma przerw. Jest z nami również siostra Michała, Lena, którą już poznałam. Razem z Weroniką złapałyśmy z nią bardzo dobry kontakt. Mamy nawet obie razem pokój, bo gościnny zajmują dziadkowie z Krakowa. 

Obiad upływa w miłej, radosnej atmosferze. Państwo Winiarscy również załapali świetny kontakt z naszymi rodzicami, więc i Michał i Weronika chodzą w skowronkach i co chwilę się miziają, a ja mam przy tych wszystkich słodkościach odruch wymiotny. Z resztą nie jest to pierwszy raz, kiedy się tak właśnie czuję. Dziwi mnie jedynie to, że chyba wszyscy zapomnieli o moich urodzinach. 

Następnie wszystkie kobiety znikają w kuchni, by przyrządzać to całe jedzenie na następne kilka, a nawet kilkanaście dni. Panowi natomiast dwoma samochodami udają się do szkółki leśnej, żeby kupić ładną dorodną choinkę. Ja w nic się nie angażuję.  Zaszywam się w pokoju i słucham muzyki na maksa. Odpływam... Ale ktoś uparcie mi to uniemożliwia, bo dobija się do mnie, dzwoniąc.

- Halo.
- Cześć, tu Mariusz. Masz może czas, żeby się spotkać, bo mam dla ciebie propozycję?
- Cześć... No ale dziś?
- Tak, bo to ważne.
- No dobra. To bądź u mnie za pół godziny.

Szybko przebrałam się w bardziej wyjściowe ciuchy, bo przecież nie wypada przyjmować gości w starym, poprzecieranym dresie. Dokładnie pół godziny później otwieram już drzwi i witam się z Tobą. Oczywiście wzbudza to sensację wśród całej żeńskiej części rodziny. Witasz się z nimi i udajemy się do mojego pokoju.

- No więc o czym chciałeś pogadać? Co to za propozycja?
- Chodzi o to, że za tydzień moja przyjaciółka, a zarazem była dziewczyna wychodzi za mąż i chciałbym Cię poprosić, żebyś pojechała razem ze mną do Zielonej Góry i poszła ze mną na ten ślub i wesele. Zgodzisz się?
- Mariusz, ale ja? Wiesz, że czuję się okropnie... Popsuje Ci tylko imprezę...
- Nie popsujesz. Będzie wspaniale. Przyjadę w środę to pójdziemy na jakieś zakupy, bo jeszcze nawet garnituru nie mam i Tobie jakąś sukienkę wybrać trzeba będzie - uśmiechasz się zadowolony, bo chyba właśnie zdecydowałeś za mnie. - Dobra to ja już się będą zbierać... - całujesz mnie w policzek. - A tak w ogóle, to wszystkiego najlepszego z okazji urodzin - wręczasz mi jeszcze mały prezent.
- Skąd wiedziałeś?
- Weronika, Michał i wszystkiego się dowiedzieć można - jeszcze raz się uśmiechasz. - Dobra, to ja lecę. Do zobaczenia.

Wychodzisz, a ja zostają zdumiona w pokoju. Znamy się tak krótko, a pamiętałeś o tym, co powiedziała Ci moja siostra. Odpakowuję prezent, a moim oczom ukazuje się srebrna bransoletka z zawieszką w kształcie piłki do siatkówki. 

- Zaczynam Cię coraz bardziej lubić, Wlazły...




Agnieszka

Dziś Wigilia, jeden z najważniejszych dni w życiu każdego człowieka. Podobno w nocy tego dnie dzieją się cuda, ale ja chyba przestaję w takie rzeczy wierzyć, bo cuda w prawdziwym życiu się nie zdarzają. Przynajmniej nie w moim. Już od prawie miesiąca nie widziałam się z Marcinem, nie rozmawiałam z nim. Nie odpisuję już na jego wiadomości, które codziennie wysyła na moją pocztę. Nie będę wyciągać do niego ręki. Niech się trochę namęczy. Ja już wiem, że mu wybaczyłam, ale on nie musi tego jeszcze wiedzieć. Niech nie myśli, że będzie mu tak łatwo przez całe życie.

W tym roku Wigilię spędzamy w domu Wojciechowskich. Sama nie wiem, czy powinnam tam iść, bo przecież oficjalnie jeszcze się z Tobą nie pogodziliśmy, ale przecież mam chyba prawo spędzić święta w dobrej atmosferze, wiedząc, że przecież nie wrócisz do domu, bo masz mecze, a kariera jest bardzo wysoko w Twojej hierarchii życia. Nie możesz pozwolić na to, żeby ktoś wygryzł Cię z pierwszego składu. Jesteś profesjonalistą.

Ubrana w granatową sukienkę do kolan z dłuższymi rękawami, schodzę na dół, gdzie wszyscy czekają już tylko na mnie. Tata i Paweł ubrani w najlepsze garnitury oraz mama w ciemno brązowej sukience. Ubieramy się w kurtki i wychodzimy z domu, udając się już na kolację Wigilijną.

Jak to już zwykle bywa u Pani Ani i Pana Tadeusza ich dom prawie, że pęka w szwach, ale to właśnie mi się podoba. Sama tak bardzo chcę, by urządzić kiedyś takie duże święta w rodzinnym gronie, żeby wszystko wyglądało tak jak tutaj. Każdy chodzi uśmiechnięty i zadowolony. Poznaliśmy już rodziców Michała, którzy są naprawdę miłymi i otwartymi ludźmi. Brakuje jeszcze tylko siostry Miśka, Karoliny i Weroniki. Po chwili i one się zjawiają.

Siadamy wszyscy do strasznie wielkiego stołu, który mieści prawie trzydzieści osób. Jest strasznie głośno, bo nie dość, że jest nas tyle, to jeszcze w około biegają dzieci. Zauważyłam  że Paweł zaniemówił na widok Leny, czyli siostry Michała. Chyba mu się spodobała, bo teraz również nie spuszcza z niej oczu. Po podzieleniu się opłatkiem ze wszystkimi, co zajęło prawię godzinę, zaczęliśmy zajadać się tymi wszystkimi potrawami. Nagle rozległ się dzwonek, więc pani Ania idzie otworzyć.

- Synku, jednak jesteś - słychać jej szczęśliwy głos. - Jak ja się cieszę, że jesteś... Chodź szybko...
- Dobry wieczór - mówisz do wszystkich, ale patrzysz się prosto w moje oczy. - Przepraszam, że zakłócam, ale mam mało czasu... Aga, możemy pogadać?
- A mamy o czym? - mówię to przy wszystkich, a przecież niektórzy nie wiedzą, że się pokłóciliśmy. - Przepraszam wszystkich... Może chodźmy się przejść? - proponuję, ale szybko wybierasz inną opcję.
- Nie... Chodź na górę, bo nie mam czasu na jego marnowanie... - łapiesz mnie za rękę i prowadzisz do swojego pokoju. Puszczasz ją dopiero w momencie, gdy zamykasz pokój na klucz. - Aga, nie będę owijał w bawełne, bo dłużej już nie wytrzymam... Kocham cię i nie pozwolę nam na to, byśmy marnowali czas na głupie kłótnie - gwałtownie wpijasz się w moje usta. Próbuję Cię odepchnąć od siebie, ale czy tego właśnie chcę? Nie. Ja chcę, żeby ta chwila trwała wiecznie. - Aga, powiedz, że mi wybaczasz...
- Już dawno Ci wybaczyłam, głupku - teraz to ja wpijam się w Twoje usta i nie mogę przestać...




Paweł

Lena... Przecież ja przez tę dziewczynę oszaleję. Codziennie myślę tylko o niej, o tym, żeby z nią rozmawiać, spędzać z nią jak najwięcej czasu, żeby całować jej ciało. Teraz jeszcze spędzę z nią święta. Czy może spotkać mnie jeszcze większe szczęście, niż to, które mnie spotkało, stawiając mi ją na drodze. Przecież gdyby wtedy, w sierpni nie wpadła na mnie, gdybym nie usłyszał jej krzyków, to nie poznalibyśmy się wcześniej.

Cały czas ją obserwuję, a ona nie zwraca na mnie uwagi, tylko zajmuje się gośćmi lub bawi się z małymi dziećmi. Zachowuje się tak, jakbyśmy się w ogóle nie znali, a przecież znamy się znakomicie, można by powiedzieć, że nawet dogłębnie. Widzę, że ma doskonały kontakt z bratem, bo rozmawiając ze sobą co chwilę wybuchają śmiechem. Równie dobrze dogaduje się z dziewczynami, a przecież dopiero dziś je poznała.

Kiedy widzę, że wychodzisz z salonu i wchodzisz na górę, idę za Tobą i czekam, aż wyjdziesz z łazienki. Stoję pod drzwiami od małego pomieszczenia i zastanawiam się co tak na prawdę mogę Ci powiedzieć? Cześć, jak tam leci? albo Dobrze się bawisz? Nie wiem co powiedzieć i czuję, że coraz bardziej zżera mnie strach. Nagle drzwi się otwierają, a ty wychodzisz na korytarz i wpadasz na mnie.

- Co tu robisz? Szedłeś za mną? - pytasz się mnie, a mi brakuje języka w ustach. - Paweł, czego chcesz?
- Dlaczego... - chyba powoli odzyskuję mowę. - Dlaczego udajesz, że się nie znamy?
- A co mam niby im wszystkim powiedzieć? O patrzcie, to ten chłopak, z którym się pieprze kilka razy w tygodniu i jest mi z nim cholernie dobrze. Tak mam im powiedzieć?
- Nie... Przepraszam...
- Nie musisz... Chodź, wejdziemy do jakiegoś pokoju, bo tutaj każdy może nas usłyszeć - łapiesz mnie za rękę i ciągniesz do pokoju Weroniki. - Tutaj możemy spokojnie porozmawiać.
- Lena, nie musimy im mówić, że się spotykamy, bo oboje wiemy na jakich zasadach, ale proszę, nie udawaj, że się nie znamy.
- Dobrze, ale ty również masz mi coś obiecać.
- Dobrze, ale powiedz mi tylko co.
- Masz obiecać mi, że nigdy się we mnie nie zakochasz - tylko nie to. 

I co ja mam ci odpowiedzieć? Przecież obiecałem już to, nawet nie wiedząc, czego chcesz. Przecież ja już się w Tobie zakochałem, więc już wiem, że wypełnię obietnicę, bo przecież od teraz już się nie zakocham, to już trwa. 

- Obiecuję - mówię, a w Twoich oczach pojawia się nić smutku, tylko z jakiego powodu, skoro to ty nie chcesz się angażować, więc powinno być ci to na rękę.
- Chodźmy już na dół, bo wszyscy się chyba zastanawiają, co się stało.

Po powrocie zachowujemy się już z goła inaczej niż przedtem. Rozmawiamy, śmiejemy się i wreszcie nie muszę ukrywać tego, że mi się podobasz, bo chyba wszyscy już to widzą. Każdy zerka na nas z uśmiechami i cicho coś szepcze od osoby siedzącej obok. To jednak nie koniec dobrych nowin na dzisiejszy wieczór. Chwilę po nas do salonu wchodzą, również uśmiechnięci i zadowoleni, Aga i Marcin.

- Wyjaśniliście już sobie wszystko? - pytam ich, a oni tylko się uśmiechają i przytulają do siebie.
- Teraz już tak - odpowiada mi siostra. Po chwili siedzimy już wszyscy przy stole i rozmawiamy czy jemy coś. Widać po każdym, że te święta na prawdę można zaliczyć do udanych.


~*~*~
Hej Wam :)
Przepraszam, że dodaje dopiero dziś, ale co z tego, że zaczęły się wakacje, jak ja nadal nie mam czasu. W piątek zakończenie, więc trochę czasu w szkole no a potem ognisko klasowe, na którym nie wypadało nie być. Sobota to dzień poświęcony sprzątaniu. A niedziela to już piknik rodzinny i pierwszy turniej w tenisie stołowym od czasu kontuzji. Konkurencja na początku marna, ale potem byli już najlepsi i myślę, że drugie miejsce po tak długiej przerwie to i tak dobry wynik :D
Przede wszystkim to chciałabym życzyć Wam wspaniałych udanych wakacji i wreszcie chwili odpoczynku :)
Zapraszam również na 13 rozdział na Przeszłość.
Pozdrawiam serdecznie,
Dzuzeppe :*

poniedziałek, 24 czerwca 2013

Rozdział 20 - "Bądź ze mną... Tak po prostu bądź..."


Karolina

Już dziś s powrotem będę w Polsce. Wreszcie będę mogła zobaczyć się z rodzicami i wybadać tą sprawę Agi i Marcina. Jemu należy się porządny opieprz, za to co zrobił, a jej reprymenda, że zachowuje się jak gówniara i powinna chociaż z nim porozmawiać w cztery oczy. Nie wyrobie już z nimi. Michał już cały czas mi świruje, że się z Weroniką zobaczy, Igła cieszy się jak dziecko, bo się z Sebkiem i Iwoną spotka, inni też rozweseleni, a ja się tak na prawdę wcale nie cieszę.


W końcu będę musiała pogadać z Filipem, a nie widzieliśmy się już od ponad trzech tygodni i jakoś mi do niego niespiesznie. Zdecydowanie wolałabym teraz pojechać gdzie z Mariuszem i przegadać z nim cały czas czy po prostu pomilczeć. Sama nie wiem, dlaczego chcę właśnie tego, ale chyba jego osoba nie jest mi już całkowicie obojętna. Jest aż za bardzo nieobojętna.

- O czym tak myślisz? - z rozmyślań wyrywa mnie nie kto inny jak właśnie ty, Mariuszu. Na dodatek dziwnym trafem w samolocie siedzisz obok mnie.
- Tak sobie myślę, jak to teraz wszystko będzie, bo zapewne dużo się zmieni - odpowiadam najspokojniej w świecie, bo przecież nie mogę powiedzieć, że myślę o Tobie.
- Filozof się znalazł. Normalnie drugi Winiarski, tylko, że tamten to snuje plany na przyszłość z Twoją siostrą w roli głównej - oboje się zaśmialiśmy.
- Pamiętasz, jak w sierpniu mówiłam, że najlepiej będzie, jeśli nigdy się już nie spotkają - kiwasz głową, a ja kontynuuję - Myliłam się i to bardzo. Oboje są dla siebie chyba stworzeni, bo jeszcze nigdy Weronika nie przegadała ze mną tylu godzin o jednym chłopaku.
- Czyli co, kibicujemy im?
- Oczywiście, że tak - przybijamy "piątki" - Przepraszam Cię teraz, ale chyba się zdrzemnę - uśmiecham się delikatnie.
- A proszę, w razie potrzeby służę ramieniem.

Zasnęłam od razu i nawet nie zdałam sobie sprawy, że przespałam prawie sześć godzin na Twoim ramieniu. Wiem to z tego, że gdy się obudziła, twoja głowa spoczywała oparta lekko na mojej. Pp chwili i ty się budzisz, więc mogę spokojnie podnieść się do pozycji siedzącej, ale moje kości chyba z lekka za tym nie przepadają.

- Mam Wasze zdjęcia, jak sobie ładnie razem śpicie - zagadał Michał - Od razu chyba je Weronice pokaże.
- Od razu to ty się na nią rzucisz i z łóżka nie wyjdziecie przez tydzień - odpyskowałam mu, pokazując język.
- Ej, szwagierka, bo ci zmarszczki na nosie wyskoczą - zaśmiał się tylko i wrócił do swoich zajęć.

Dwie godziny później lądowaliśmy już w Warszawie. Na lotnisku powitały nas ogromne tłumy. Dobrze chociaż, że nie wyszłam głównym wyjściem, tylko wypuścili nas z innymi pasażerami lotu i w spokoju mogłam przywitać się z Filipem.

- Wreszcie jesteś - Całuje mnie prosto w usta - Zbieraj się szybko, zabieram Cię już stąd - uśmiechnął się przyjaźnie, lecz ja wcale tego tak nie odebrałam.
- Dobrze, weź moje walizki, a ja się jeszcze pożegnam i możemy jechać.
- Nic się nie stanie, jak się nie pożegnasz.
- Filip, ale ja mam obowiązki...
- Nie obchodzą mnie żadne Twoje obowiązki - Filip chwyta mnie za łokieć i ciągnie w stronę parkingu, w drugiej ręce trzymając walizkę.

Nie potrafię się mu przeciwstawić, nie mam na to po prostu siły. Jestem zmęczona po podróży, jestem zmęczona sytuacją Agi i Marcina, jestem zmęczona tym chorym układem między mną a Filipem. Dlaczego czuję się przy nim całkowicie obco? Dlaczego, gdy mnie całował, miałam ochotę go odepchnąć, a sama ulokować się w innym miejscu? Dlaczego nie jest już taki, jaki był kilka lat temu?

Całą drogę do mieszkania nie zamieniliśmy ze sobą ani jednego słowa. Dlaczego ja nic nie mówiłam? Po prostu bałam się odezwać, bo przerażała mnie jego domniemana reakcja na moje poczynania. W aucie słychać było tylko piosenki lecące z radia.



To nic nie znaczyło
To nie była miłość

- Wysiadaj - powiedział dość ostro, więc się dostosowałam i ruszyłam w drogę do klatki - A twoja walizka, to myślisz, że sama się na górę zaniesie myślisz - minął mnie nawet na mnie nie patrząc. W głowie zaczęła mi się tlić myśl, żeby uciec, ale gdzie? Przecież ja nikogo nie mam w Warszawie, a jak niby mam się dostać do Łodzi... Chwyciłam więc swoje bagaże w jakoś wgramoliłam się na czwarte piętro.

Mieszkanie nie wygląda najlepiej. Panuje tu okropny bałagan, a po podłodze walają się puste butelki i puszki. Dodatkowo wszędzie porozrzucane są ubrania Filipa oraz gdzieniegdzie również i moja, ale z jakiej racji? Nie zaczynam nawet rozpakowywać walizki, bo mam przeczucie, że jeszcze mi się przyda. Od razu wchodzę do łazienki i biorę prysznic. Po odświeżeniu się wchodzę do kuchni i zastają Filipa w dziwnej pozycji. Siedząc na krześle, nachyla się nad stołem i chyba coś wciąga, ale nie widzę dokładnie, bo stoję za nim. Udaję, że tego nie widzę i ujawniam się dopiero po chwili. Nalewam wody do czajnika i wstawiam go na kuchenkę.

- Mam na ciebie ochotę - słyszę jego głos tuż przy uchu, a ręce czuję na biodrach.
- Ale ja nie mam ochoty - odpowiadam i próbuję się jakoś wyrwać, ale mi się to nie udaje.
- A mnie to wcale nie obchodzi... Jesteś moją dziewczyną i seks to twój zasrany obowiązek.

Nie lubię tego uczucia, gdy nic nie zależy ode mnie. Nie lubię gdy ktoś przejmuję kontrole nad moim i tak po papranym doszczętnie życiem. Nienawidzę tego uczucia, gdy nie mogę nic zrobić, bo ktoś jest ode mnie silniejszy. Nie lubię, gdy coś dzieje się przeciwko mnie. A tak właśnie teraz jest. Nie mogę nic zrobić, więc zostaje mi jedynie czekanie na to, aż Filip skończy i zaśnie.

Po chwili tak również się dzieje, a ja zaczynam płakać. Rozklejam się całkowicie, bo nic przecież nie mogłam zrobić i tak bym mu nie dała rady. Jestem pewna, że coś wziął. Przecież on się tak nie zachowuje normalnie. A może on właśnie pokazuje, jaki jest na prawdę? Nie wiem...

Pod prysznicem próbuję zmyć z siebie jego dotyk, jak i te wspomnienia, które już na zawsze zostaną w mojej głowie. Ubieram się szybko w co popadnie i niewiele myśląc chwytam walizkę i po cichu wychodzę z mieszkania. Pozostaje mi tylko jedno wyjście. Wybieram, więc dobrze znany mi numer i czekam aż odbierzesz.

- Halooo - mówisz zaspanym głosem, a ja nie wiem, co właściwie powiedzieć - No słucham... No super żart, ale ludzie jest trzecia w nocy...
- Mariusz, przyjedź po mnie, proszę...




Michał

Strasznie się cieszę, że Lozano pozwolił mi już dziś wrócić do domu. No może nie wrócę do swojego domu, no ale przecież może kiedyś dom Wojciechowskich, będzie kiedyś domem rodzinnym mojej żony. Oddałbym wszystko, żeby tak właśnie było, ale to nie zależy już tylko ode mnie, a również od właśnie Ciebie, Weroniko.

Wsuwam po raz kolejny już tegoż dnia rękę do kieszeni spodni, by sprawdzić, czy nadal znajduje się tam małe czerwone pudełeczko w kształcie serca, a w nim pierścionek. Nie wiem tylko czy to odpowiedni moment na taki duży ruch, przecież jesteśmy ze sobą dopiero miesiąc, ale ja już wiem, że to właśnie ta jedyna, tylko czy Ty również myślisz podobnie?

Parkuję samochód pod domem Twoich rodziców i udaję się do drzwi. Pukam i chwilę czekam, zanim otworzysz i rzucisz się mi w ramiona.

- Dlaczego nie zadzwoniłeś, że będziesz już dziś - pytasz z lekkim wyrzutem, gdy odrywasz się od moich ust i zamykasz za mną drzwi - Przyjechałabym po ciebie, albo chociaż bym coś z mamą ugotowała...
- Nie potrzebuję nic do jedzenia - uśmiecham się i dodaje cicho - Wolę ciebie - teraz to ja wpijam się w Twoje usta.
- Dzieci, dzieci... - kręci głową z uśmiechem Twój tato - Jak już się tak za sobą stęskniliście, to chociaż dajcie się nam przywitać, a potem to już zmykajcie na górę - podaje mi rękę - Michał, gratuluje.
- Właśnie Michałku wielkie gratulacje - Twoja mama za to ściska mnie i całuje w policzek - Może ja ci coś do jedzenie zrobię?
- Nie, dziękuję bardzo...
- Oj Aniu... Przecież jakbym Michał był głodny, to Weronika powinna mu coś do jedzenia zrobić... Chyba się do Michalskich wybierzemy, co? A wy się tu nacieszcie sobą...
- Ale...
- Kochanie, dajmy im trochę prywatności...

Zaszywamy się w Twoim pokoju. Siedzimy razem w ciszy i napawamy się nią, bo po co mamy ją przerywać, skoro jest nam tak dobrze. Po co psuć coś, co sprawie, że oboje jesteśmy szczęśliwi. Leżysz obok mnie i patrzysz się prosto w moje oczy. Wiem nawet, co w nich możesz widzieć. Jest to Twoje odbicie, bo już od dawna tylko ty zaprzątasz mi sobą głowę. już od dawna jesteś tylko ty, a ja chcę żeby tak już zostało na zawsze.

- Kocham Cię Misiek - mówisz, a ja zdaję sobie sprawę, że to odpowiedni moment.
- Weronika, wiem, że to za wcześnie, że mamy całą młodość jeszcze przed sobą, że wszystko może się jeszcze zmienić, ale moje uczucia się nie zmienią... Chcę być z Tobą już na zawsze... Chcę codziennie już zasypiać i budzić się przy Tobie... Chcę codziennie całować Cię na dobranoc i dzień dobry - wyjmuję wreszcie to małe pudełeczko i klękam przed łóżkiem, na którym siedzisz - Weronika, czy wyjdziesz za mnie i sprawisz, że będę najszczęśliwszym facetem na ziemi? - jedna sekunda, potem druga i trzecia, a ty milczysz, wpatrując się co raz to we mnie i pierścionek.


Swoje miejsce znajdź 
I nie pytaj czy taki układ ma jakiś sens 
Słuchaj co twe ciało mówi 

W miłosnej studni już nie utoniesz



Nadal milczysz, lecz teraz klęczysz razem ze mną i wpatrujesz się w moje oczy, jakbyś chciała coś z nich odczytać, ale co? To czy mówię szczerze? Albo czy na prawdę tego chce? Nawet nie wiesz jak bardzo tego chce... To jedyna sprawa, o którą zawszę będę zawzięcie do upadłego walczył... Zawszę będę walczył o Ciebie i Twoją miłość...

- Michał... tak... wyjdę za ciebie - wreszcie wypowiadasz te magiczne słowa, a ja czuję, że teraz jestem spełniony, że dopiero teraz wiem, co to prawdziwe szczęście. 

Kochaj mnie
Kochaj mnie
Kochaj mnie nieprzytomnie
Jak zapalniczka płomień
Jak sucha studnia wodę

Po woli wsuwam na twój palec pierścionek. Bez głębszego zastanowienia wpijam się w Twoje usta i nie potrafię się od nich oderwać. Delikatnie pozbywam się twojej koszulki i rzucam ją w kąt Twojego pokoju. Po chwili i ty pozbawiasz mnie górnej części garderoby. Odsuwam się na chwilę od ciebie i przyglądam się Tobie. 

- Jesteś taka piękna, a na dodatek moja... - znowu przysysam się do Twoich warg, które są tak samo spragnione bliskości, jak moje.

Aż w jedną krótką chwilę 
Pojmiesz po co żyjesz

Pozbawiamy się reszty zbędnych ubrań i kładziemy się na łóżku, które jest dla mnie lekko za krótkie, ale co to teraz znaczy... Teraz liczysz się tylko Ty i ja... My. Całuję każdy skrawek Twoje idealnego ciała, zostawiając na nim mokre ślady. Łączymy się w jedno. Oboje cicho pojękujemy, ale często nie jest to nawet możliwe, bo przeszkadzamy sobie w tym wzajemnie, cały czas się całując. Po chwili oboje się spełniamy, a w mojej głowie widnieją już plany na przyszłość... Nasz wspólną przyszłość...


Mariusz


Twój telefon obudził mnie w środku nocy, a już po pięciu minutach siedzę w samochodzie i pędzę pod wskazany przez ciebie adres. Dobrze, że chociaż ulice Warszawy są teraz puste i nic mnie nie spowalnia. Martwi mnie jedynie to, że z nieba strumieniami leje się rzęsisty deszcz. Parkuję pod jakimś blokiem i zaczynam się rozglądać wokoło, gdzie jesteś. 

Dostrzegam Cię dopiero po chwili, jak skulona siedzisz na ławce pod jakimś drzewem. Podbiegam do ciebie, ale nawet nie reagujesz. Siadam przy Tobie i obejmuję ramieniem, w które od razu się wtulasz. Płaczesz... Widzę to mimo tego, że przecież pada deszcz. Nie wiem, ile czasu już u siedzisz i mokniesz, ale wiem jedno, że jeśli za chwilę się nie rozgrzejesz, będzie z Tobą źle.

- Karolina, chodź do samochodu... Zabieram Cię do hotelu.

Posłusznie idziesz za mną, a ja ciągnę Twoją przemokniętą walizkę. Wsiadasz do auta, a ja pakuję do bagażnika Twoją walizkę. Po chwili jedziemy już s powrotem do hotelu, w którym do jutra mieszkają jeszcze siatkarze, którzy muszą iść na spotkanie z prezydentem. Nikomu to nie jest na rękę, ale prezes płaci, prezes wymaga. Przynajmniej pokoje nam dobre zarezerwowali z myślą, że nie będziemy sami. Teraz się to przyda. Od razu po przekroczeniu progu mojego apartamentu idziesz do łazienki i zamykasz się w niej na godzinę. 

- Mariusz - wchodzisz do sypialni w samym ręczniku - Dasz mi jakąś koszulkę, bo wszystkie moje ubrania są przemoczone.
- Tak, już...  - szybko podaję Ci swój podkoszulek. Idziesz się ubrać, a już po chwili wracasz do mnie. - Karolina, powiedz mi, co się stało, proszę...
- On... Filip... - zaczynasz płakać - Mariusz, on mnie wykorzystał... Słyszysz, czuję się, jakbym została zgwałcona przez własnego faceta...
- Co? On Cię zgwałcił?! - mam ochotę znaleźć go nawet w podziemiach i ostro obić mu morde tak, żeby wylądował na intensywnej terapii. - Karolina, zapamiętaj sobie jedno, facet, który nie potrafi uszanować słowa nie wypowiedzianego przez kobietę, nie jest facetem, a tylko pieprzonym skurwysynem, który powinien zgnić w pierdlu... Boli Cię coś? - obejmuję Cię.
- Fizycznie nie, ale gorzej z moją głową.
- Pomogę Ci z tego wyjść, obiecuję - całuję Cię w czubek głowy - Połóż się, a ja będę spać na kanapie...
- Mariusz, dziękuję - przytulasz się jeszcze mocniej do mnie - Nie idź nigdzie, proszę...
- Dobrze - zdejmuję spodnie i podkoszulek i już po chwili leżę obok ciebie - Karolina, dlaczego ty w ogóle z nim jesteś?
- Właśnie... Mariusz, ja... Ja postanowiłam, że to koniec... Nie zniosę dłużej już jego humorów zazdrości... Mam dość...
- Ci... Pomogę ci, obiecuję - składam delikatny pocałunek na Twoich ustach. Nie czuję tego, że się wyrywasz, czy masz takie zamiary. Jesteś zaskoczona? Ja też, że się na taki krok zdecydowałem. - Przepraszam...
- Nie przepraszaj... - mówisz i wtulasz się we mnie, a ja mocno Cię obejmuję - Bądź ze mną... Tak po prostu bądź...


~*~*~
Jestem z lekkim opóźnieniem, ale no jestem :-)
Filip to zło, ale jeszcze nie raz pojawi się w życiu Karoliny i naprzykrzy jeszcze wiele w nim. To co do tej pory pokazał, to jeszcze nic z tym co stanie się później, ale no nie będę nic jeszcze zdradzać :p
Jak myślicie, nie za wcześnie na te oświadczyny? Czy może cieszycie się, że oboje są szczęśliwi?
A Mariusz to na prawdę taki dobry duszek:)

Jest mi okropnie przykro z powodu dwóch porażek siatkarzy, ale wierzę, że jeszcze pokażą na co ich stać i będzie to na ME :) Co do sędziowania to się nie będę wypowiadać, bo byłoby to bardzo niecenzuralne, więc powiem tak. Panom sędziom to chyba upał mózgi i oczy trochę przegrzał.

Dziękuję Wam wszystkim za ponad 10 000 wyświetleń :* jesteście wspaniałe :D
Całuję, ściskam, pozdrawiam i wszystko inne :D,
Dzuzeppe :*

niedziela, 16 czerwca 2013

Rozdział 19 - "...nigdy nie będziesz mną i nie będziesz tak głupio zakochany w kimś, kto tak strasznie rani..."

Agnieszka

Smutek, rozgoryczenie, żal, ścisk w klatce piersiowej, tysiące myśli na sekundę, miliony na minutę... A to wszystko w momencie gdy zobaczyłam Marcina z tą dziwką. Wszystko się posypało, rozlazło na drobniutkie kawałki. Dlaczego teraz, jak wreszcie niedawno mu s powrotem zaufałam, musiał zrobić coś takiego? Dlaczego po raz któryś już musiał wszystko zepsuć?

Nie rozmawiałam z nim już od prawie tygodnia, mino że prawie codziennie wybieram jego numer, który znam przecież na pamięć, ale nie potrafię nacisnąć zielonego przycisku. Całe noce przepłakuję, leżąc w swoim łóżku oglądając nasze wspólne zdjęcia. Nie mieszkam nawet u siebie w mieszkaniu, tylko u rodziców, bo tu przynajmniej mam się do kogo odezwać.

Najbardziej pomógł mi chyba Paweł, bo to on siedział przy mnie całą noc, gdy tu przyjechałam. Przytulał mnie, głaskał po głowie i mówił, że wszystko to pewnie jakieś nieporozumienie i że się wszystko jeszcze ułoży. Że będę jeszcze szczęśliwą żoną Marcina, że moje wszystkie marzenia się spełnią. Jeśli Wojciechowskiego nie będzie przy mnie, to już nigdy nie będę szczęśliwa. Taka jest prawda...

Codziennie spotykałam się z z Weroniką i jej rodzicami na meczach reprezentacji. Półfinał zagrali koncertowo, dlatego to właśnie dziś wszyscy razem kibicujemy im w wielkim finale w domu Wojciechowskich. Staram się zachowywać normalnie, naturalnie, tak jakby, ta sytuacja z Londynu nie miała miejsca, ale nie wychodzi mi to za dobrze. Czuję się nieswojo w obecności pani Ani i pana Tadeusza, bo oni nie znają całej prawdy o tym, co się wydarzyło. Wiedzą tylko, że się pokłóciliśmy.

- Aga, możemy pogadać? - z rozmyśleń wyrywa mnie Weronika, wskazując gestami, żebyśmy udały się do jej pokoju na piętrze. Zgadzam się i właśnie tam idziemy - Aga, rozmawiałam dziś z Marcinem....
- Nie chcę nic o nim słyszeć - przerywam jej.
- Proszę cię, wysłuchaj mnie chociaż... Ja nie chcę go w żaden sposób bronić. Chcę ci jedynie powiedzieć, że on żałuje i to bardzo... Aga, Marcin zdaje sobie sprawę, że wszystko spieprzył tym incydentem, ale ma nadzieję, że mu wybaczysz... On nie odpuści i będzie o ciebie walczył za wszelką cenę... On czeka tylko na jakiś Twój znak, że chcesz poznać to, jak on widział tę sytuację. Chce się wytłumaczyć, choć wie, że pewnie i tak nic nie wskóra, ale chce i prosi cię, byś chociaż odpisała mu na maila. Aga, ja widzę przecież, że i ty za nim tęsknisz, tak jak on za Tobą... Daj mu szansę, proszę...
- To nie jest takie łatwe... Skąd mogę mieć pewność, że nie zdradzał mnie już kiedyś, gdy mnie nie było przy nim, a ten pocałunek nie był pierwszy?
- Nie ufasz mu...
- Może i nie, ale to tylko jego zasługa...

Nie wytrzymuję i wychodzę nie tylko z jej pokoju, ale także z z ich domu. Idę przed siebie i myślę o przyszłości, o samej sobie, o Marcinie... Sama nie wiem, dlaczego powiedziałam, że nie mam pewności, że już mnie kiedyż czasem zdradził. Przecież mówił, że mnie kocha, że jestem dla niego najważniejsza, więc chybaby nie mógł... Nie on... Nie teraz, gdy było nam ze sobą dobrze... Nie teraz, gdy zostałam jego narzeczoną...

Godzinę później jestem w domu rodziców. Nie wiem, co mną kieruje, ale od razu po przekroczeniu progu korytarza, kieruję się po laptopa i siadam z nim w salonie. Loguję się i sprawdzam pocztę. Reklama, reklama, zaproszenie, reklama, Marcin, reklama... Więc jednak to prawda, że napisał...

Aguś,
Dziękuję, że jednak dałaś się przekonać Weronice i czytasz ten list. To dla mnie to bardzo ważne, bo chce ci to wszystko wyjaśnić i choć w drobnym stopniu zapewnić, że bardzo tego żałuję. Moja wersja zdarzeń niewiele różni się od tej Twojej. Przecież byłaś przy mnie wtedy i widziałaś wszystko, co tamta dziewczyna robiła. Widziałaś, że była pijana i że się do mnie przylepiała co chwilę. Widziałaś również, że nie byłem z tego powodu zadowolony, a wręcz przeciwnie, przeszkadzało mi to. Dała mi jednak spokój i bawiliśmy się razem. Pamiętasz, że potem poszłaś do toalety a ja zostałem, bo podszedł do mnie ktoś ważny dla klubu i musiałem z nim gadać. Po skończonej rozmowie dosiadła się do mnie ta cała Judy i zaczęła gadać, że się jej podobam i że chce się ze mną przespać. Nie reagowałem na to, bo przecież była pijana, a z pijanymi się nie wdaje w dyskusje. Byłem bierny, ale dla niej to był chyba sygnał, że może działać. Wlazła mi na kolana i pocałowała... Wtedy to wszystko zobaczyłaś i usiekłaś... Aga, ja przysięgam, że od razu wybiegłem za Tobą, ale już Cię nie było... To wszystko chyba, bo dalej wróciłem do mieszkania i dostałem od ciebie SMS-a. Ja wiem, że pewnie mnie znowu znienawidziłaś, ale to była tylko i wyłącznie jej inicjatywa, a ja byłem bierny. nie zdajesz sobie sprawy, jak bardzo żałuję, że od razu nie powiedziałem jej, żeby się od nas odpieprzyła. Może nic by się nie wydarzyło, a między nami nic by się nie zmieniło... Przepraszam miło wszystko, bo wiem, że po części to moja wina... Mogłem się przecież zachować inaczej...
Proszę wybacz mi,
Marcin

Więc jednak nie chciał tego zrobić. Tylko czy ja mogę mu wierzyć? Czy jestem zdolna do tego by zaufać mu ponownie?

Marcin,
Nie wiem, czy jeszcze będę potrafiła Ci s powrotem zaufać. Nie wiesz, co to takiego, zobaczyć najważniejszą osobę w życiu z kimś innym. Nie wiesz, jak coś takiego cholernie boli. Nie wiesz jaki zostawia ślady na bardzo długo. Nie wiesz, bo ja zawsze byłam Ci wierna. Nigdy nie będziesz tego wiedział, bo nigdy nie będziesz mną i nie będziesz tak głupio zakochany w kimś, kto tak strasznie rani... Nigdy...
Mam do ciebie tylko jedno pytanie, od którego zależy bardzo wiele... Czy kiedykolwiek mnie zdradziłeś? Czy wykorzystałeś kiedyś sytuację, że mnie nie ma i przespałeś się z inną? Czy byłbyś do tego zdolny?
Aga




Weronika

Ta chora sytuacja już mnie dobija. Aga nie chce znać Marcina, a ten prosi, żebym ją przekonała do tego, żeby dała mu się wytłumaczyć. Mam już tego dosyć. Najchętniej zamknęłabym się gdzieś daleko tylko w obecności Michała i nie pokazywała się już światu. Chcę zostać już tylko z nim i nie opuszczać jego ramion, które sprawiają, że wszystko co złe przestaje istnieć.

Ale niestety nie wydarzy się to przez najbliższe dni, bo przecież w najgorszym wypadku będą vice mistrzami świata i będą mieć swoje medialne obowiązki. Już za chwilę zaczyna się finał, więc w naszym domu zaczyna się zabawa. Śpiewamy w piętkę hymn, jak na prawdziwych kibiców przystało, mając na sobie biało czerwone barwy. Czuję się, jakbym naprawdę była teraz w Japonii i patrzyła jak chłopaki grają. Jak Michał zdobywa kolejne punktu, jak reszta gra z całych sił.

To jednak nic nie daje, bo Brazylijczycy grają jeszcze lepiej i to oni zwycięsko wychodzą z tego meczu. Po pierwszych dwóch przegranych setach myślałam, że będzie tak, jak było w meczu z Rosję, że wygrają w piątym secie, ale tak jednak się nie dzieje. Z moich oczu zaczynają cieknąć łzy, a w całym domu wszystko milknie. Słychać tylko głos komentatora, który stara się dodać kibicom otuchy. Mówi, że przecież siatkarze mają srebro na MŚ, ale chyba sam jest smutny, bo po chwili ucicha, a na ekranie migają cieszący się Brazylijczycy i płaczący Polacy.

Potem zaczyna się dekoracja. Na trzecim miejscu melduję się Bułgarzy, którzy swój medal wywalczyli mocno się trudząc. Są uśmiechnięci, rozweseleni. Następnie spiker wyczytuje, że drugie miejsce zajmują Polacy. Chłopaki powoli wchodzą na podest. Nie są może tak weseli jak ich poprzednicy, ale chyba dotarło do nich, że też coś wygrali. Kamera przez chwilę pokazuję Michała. Widzę jego zapuchnięte, czerwone od płaczu oczy. Jest smutny, ale kiedyś uwierzy, że to jego sukces. Gdy ktoś zaczyna udawać się do nich, by wręczyć medale, chłopaki robię coś dziwnego. Zdejmują swoje bluzy, a całemu światu ukazuje się koszulka z numerem 16 i nazwiskiem GOŁAŚ na plecach każdego z zawodników. Dopiero teraz i Michał się uśmiecha. Wywalczył medal dla przyjaciela...

- Weronisiu, ty go na prawdę musisz bardzo mocno kochać - mówi mama, gdy razem siedzimy już po meczu w kuchni i plotkujemy z panią Marzeną - Cały czas śledziłaś za nim wzrokiem, cieszyłaś się tylko, gdy to właśnie Michał zdobywał punktu, płakałaś i cieszyłaś się zależnie od tego, co on miał na twarzy... Moje dziecko wreszcie się zakochało.
- Mamo... Ja... Ja sama nie wiem, czy go już kocham, czy po prostu tylko mi się podoba...
- Najważniejsze, że my już z Twoją mamą wiemy, że tak właśnie jest - wtrąca pani Marzenka - Masz szczęście Weronisiu, ogromne szczęście...
- Marzenko, między Agusią i Marcinem też się wszystko ułoży. Zobaczysz, że za jakiś czas się będziemy na ich weselu razem bawić, a potem będą nam dzieci podrzucać, jak będą chcieli gdzieś wyjechać czy coś takiego - mama przytuliła przyjaciółkę, a ja poszłam do siebie do pokoju.

Mam ochotę, żeby zadzwonić do Michała i pogratulować, a zarazem pocieszyć go jakoś, ale kompletnie nie wiem, czy powinnam. Przecież pewnie jest teraz zmęczony, albo świętuje z kolegami z reprezentacji lub innymi siatkarzami zakończenie turnieju. Nie mogę mu się narzucać. Przecież teraz powinien być z najbliższymi... Leżę w łóżku i myślę, kim tak na prawdę dla niego jestem? Znamy się już ponad pół roku, ale jesteśmy ze sobą dopiero niecały miesiąc. Co dla niego znaczę? Słyszę dzwonek, oznajmujący, że dostałam SMS-a.

"Weronika, ten medal jest dla ciebie. Kocham Cię najmocniej na świecie i już nie mogę doczekać się chwili, gdy będę mógł znów cię przytulić, pocałować... Przepraszam, że napisałem dopiero teraz, ale musiałem jakoś do siebie dojść. Jesteś dla mnie najważniejsza, pamiętaj. Michał :* 
Ps. Jak dobrze pójdzie to już jutro wieczorem będę tylko Twój :)"

Więc jednak jestem dla niego kimś ważnym... Kimś kogo kocha... Teraz już to wiem, że to właśnie takiej osoby jak Michał potrzebuję. To właśnie on sprawia, że moje życie napełnia się szczęściem.



Lena

Mój brat został wicemistrzem świata, a przyjaciel jednym z trzech najbardziej wartościowych graczy. Jak tu się nie cieszyć i im nie gratulować. Niestety wszystko musiało się zmieścić w jednej wczorajszej rozmowie, bo już dziś jestem w Łodzi, ale nie w mieszkaniu Babci, lecz w hotelu. To właśnie na dzisiejszy wieczór jestem umówiona z Pawłem. Muszę mu to wszystko wyjaśnić. Powiedzieć co tak na prawdę czuję i czego chcę, bo inaczej sumienie zeżre mnie od środka.

Właściwie, to jeszcze sama nie wiem, co ja mogę mu powiedzieć. Przecież to, że się w nim zauroczyłam jeszcze niczego nie znaczy. Przecież ja nie mogłam się w nim od tak zakochać, to niemożliwe. Pamiętam, co mówił mi Michał, ale ja nie potrafię przyznać się do czegoś, czego nie jestem w 100 % pewna, a tego, że kocham Pawła, nie jestem pewna nawet w 10 %.

Jedyne jest pewne: muszę dobrze wyglądać, dlatego już od godziny siedzę w łazience i szykuję się na wieczór. Postanowiłam, że spotkamy się w restauracji, gdzie nie będziemy sami w razie czego. Wychodzę z małego pomieszczenia i udaję się do sypialni, gdzie leży już moja dzisiejsza kreacja. Zwykła czarna sukienka z dłuższym rękawem. Wiem, że może trochę przesadzam z ubiorem, jeśli to ma być tylko spotkanie towarzyskie, ale coś mi mów, że tak będzie idealnie.

Godzinę później wychodzę z pokoju i wchodzę pewnym krokiem do hotelowej restauracji. Jest strasznie zatłoczona, że nigdzie chyba już człowieka nie wetkniesz. Dobrze, że ten stolik zamówiłam tydzień temu. Od razu dostrzegam Twoją sylwetkę. Uśmiechasz się na mój widok i podchodzisz do mnie.

- Miło, że jesteś - całujesz mnie w policzek - Siadajmy.
- Zamówiłeś już coś? - pytam z grzeczności.
- Nie, czekałem na ciebie. To co bierzemy? - mówisz i zagłębiasz się w karcie dań - Masz ochotę na coś włoskiego?
- Paweł, na prawdę chcesz teraz coś jeść? - pytam, bo mi wcale nie potrzeba teraz posiłku, a szczerej rozmowy.
- Nie chcę... Chcę z Tobą porozmawiać na osobności, a nie tak przy ludziach...
- Ja właśnie też... Mieszkam tu... Idziemy na górę? - bez słowa zawahania zgadzasz się na moją propozycję i już 10 min później jesteśmy już w moim apartamencie. - Dobra... Mogę zacząć... Więc na początku chcę przeprosić, że wywaliłam Cię wtedy z mieszkania, nie dając powiedzieć ani słowa, ale ja już taka porywcza jestem.
- Przyzwyczaiłem się - na Twojej twarzy wreszcie gości uśmiech - Ja też chciałem Cię przeprosić za to, że wszystko działo się tak szybko, ale nie mogłem się powstrzymać... Pragnąłem Cię wtedy - podchodzisz do mnie i stajesz na przeciwko tak, że muszę patrzeć prosto w Twoje oczy - Z resztą teraz też Cię pragnę - Czuję, że Twoje ręce spoczywają na mojej talii - Dlaczego jesteś taka piękna? - nie odpowiadam, nie ruszam si z miejsca - Gdybyś tylko chciała, to... - milkniesz. Co masz na myśli już się nie dowiem. Nie zmuszę Cię przecież do tego.
- Ja muszę Ci coś jeszcze powiedzieć... - teraz to ty, jak zahipnotyzowany patrzysz w moje oczy - Podobasz mi się... Ja też chyba Cię pragnę... Wtedy, w mieszkaniu to dzięki Tobie się przełamałam... Dzięki Tobie znowu jestem taka, jaka byłam przed tym pseudo gwałtem... Dziękuję - składam delikatny pocałunek na Twoim policzku, potem następny bliżej ust, aż w końcu docieram i do nich - Skoro oboje się sobie podobamy, to po co mamy się produkować, jak ten czas możemy spędzić znaczniej przyjemniej... Ale pamiętaj, to tylko dobra zabawa bez żadnych zobowiązań i babrania się w uczucia... Powtórz... To tylko zabawa... - nic nie mówisz, tylko zaczynasz błądzić ustami po mojej szyi - Powtórz - mocno chwytam Cię za włosy, karcąc spojrzeniem.
- To tylko zabawa bez babrania się w uczucia... - mówisz, a Twoja głowa wraca na swoje wcześniejsze miejsce.
- Grzeczny chłopczyk - moje ręce starają się znaleźć zapięcie Twojego paska od spodni, ale chyba nie jest im to pisane.
- Spokojniej - chwytasz w swoje dłonie moje ręce i delikatnie pokazujesz jak powinnam była zrobić to za pierwszym razem - Zapamiętaj, jak się to robi, przyda Ci się to.

Uśmiechasz się figlarnie, by już po chwili zachłannie całować moje usta, a rękoma błądzić w okolicy suwaka sukienki, która już po chwili bezwładnie opada na podłogę. Podobnie dzieje się również z Twoją marynarką i koszulą, tylko że za sprawą moich sprawnych dłoni. W tym już mi nie musisz pomagać, bo robię to z zamkniętymi oczami. Kierujesz nasze ciała do sypialni, gdzie najpierw pozbawiasz nas oboje bielizny, a potem ze mną na rękach kładziesz się na łóżku.

Po chwili łączymy się w jedność. Oboje patrzymy sobie w oczy, jakby były parami lampek, które tak zawzięcie świecą i nie chcą zgasnąć. Podoba mi się uczucie, gdy leżysz na mnie, rękoma błądząc w okolicy moich piersi, a językiem kreślisz wzory na szyi. Cholernie mi się to podoba...

~*~*~
Witam Was wszystkie bardzo serdecznie :)
Kristen - Marcin nie jest taki zły. On po prostu był w nieodpowiednim miejscu, o nieodpowiedniej godzinie, w towarzystwie nieodpowiednich ludzi i to dlatego popełnił błąd.
Anna J - We wcześniejszym komentarzu napisałaś, cytuję "Więc niech lepiej żeby się rozstali". Czyli jesteś za tym, żeby Marcin i Aga nie byli ze sobą?

A teraz trochę prywaty:)
Wycieczka się skończyła i jestem z niej bardzo zadowolona. Może było trochę dużo chodzenia, ale granie w siatkówkę plażową, tylko że w drużynach sześcioosobowych, rekompensuje wszystko. Szczególnie jak się wygrywa po tie breaku z drużyną, w której gra nauczycielka od W-F, która rozwala wszystkich zagrywką, która, jak już jest nad siatką to zmienia kierunek (udało mi się nawet kilka razu to poprawnie nad siebie przyjąć :D, ale kilka poleciało też poza boisko :( i traciliśmy punkt). Ale ogólnie jestem bardzo zadowolona, bo w pobliżu ośrodka mieliśmy jezioro z wielką plażą (polecam wszystkim miejscowość Przyjezierze ), a już na terenie ośrodka samo boisko. 
Dobra koniec, bo się rozpisałam :)
Zapraszam również serdecznie na 11 rozdział na Przeszłość :)
Wszelkie zaległości postaram się uzupełnić jutro, a w zasadzie to już dziś :D i przez cały następny tydzień, bo wreszcie mi się trochę zluzuje i będę mieć więcej czasu.
Pozdrawiam,
Dzuzeppe :*