środa, 13 marca 2013

Rozdział 8


Aga

Cały dzisiejszy dzień był zwariowany. Z samego rana zadzwonił Marcin z prośbą o spotkanie. Zgodziłam się i jesteśmy umówieni na wieczór. Prosił, żebyśmy się spotkali w domu u moich rodziców. Od razu więc wsiadłam w samochód i jeszcze przed południem zjawiłam się tam. Cieszę się, że calutkie święta tam spędzę. Gdy tylko weszłam mama zaciągnęła mnie i Pawła, który przyjechał wczoraj grzecznie do sprzątania. W zasadzie to prosiła tylko mnie o pomoc, a ja wciągnęłam w to mojego braciszka. Nie był specjalnie zadowolony, ale też nie protestował, więc oboje zajęliśmy się pracą.

Po upływie kilku godzin dom był wysprzątany na błysk. Nieźle się bawiliśmy sprzątając. Na początku nie szło nam to najlepiej, bo strasznie się wygłupialiśmy, ale udało się. Czułam się jak małe dziecko, spędziliśmy ze sobą wspaniałe kilka godzin. Było tak, jak jeszcze kilka lat temu. Jestem strasznie zmęczona. Biorę właśnie prysznic. Lada moment ma zjawić się Marcin. Ubrałam zwykłe szorty i podkoszulek Pawła, który przywłaszczyłam sobie jakiś czas temu, wysuszyłam włosy i udałam się do salonu z tabliczką czekolady i zajęłam się oglądaniem telewizji.

Po chwili usłyszałam dzwonek do drzwi. Zerwałam się z kanapy, krzyknęłam, że otworze i pognałam otworzyć. Czułam się jak małolata, która umówiła się z chłopakiem i potajemnie chce wyrwać się z domu. Spojrzałam w lustro. Nie jest tak tragicznie.

Już jesteś. Cześć – przywitałam go całusem w policzek – Rozpłaszczaj się.
- Cześć – powoli zdjął kurtkę i własnymi siłami, za pomocą kuli zaczął kierować się w głąb korytarza - Dobry wieczór pani Marzeno, jak zdrowie, praca?
- Dobry wieczór. A wszystko dobrze. Jak ja cię dawno nie widziałam. Dobra nie będę wam przeszkadzać, idę na górę do taty Agniesiu. Marcinku pozdrów rodziców. To dobranoc.
- Dobranoc.
- Może chodźmy do gabinetu taty – zaproponowałam.
- Jasne.
- Chcesz coś do picia może?
- Nie, dziękuję – weszliśmy do środka. Ja usiadłam na biurku, a piłkarz stanął przede mną – Dobra nie będę owijał w bawełnę. Zacznę prosto z mostu... Aga, chcę ci powiedzieć, że... Ja chyba nadal coś do ciebie czuję... Wiem, to jest dziwne – zbierałam się żeby coś powiedzieć – Proszę nie przerywaj mi... Byliśmy ze sobą prawie 5 lat temu i powinienem już się z ciebie wyleczyć, ale nie potrafię...Ja chyba nigdy nie przestałe cię kochać... Każda dziewczyna po tobie nie była tobą... Teraz wiem, że były tylko próbą zapomnienia o tobie, próbą stłumienia tego uczucia... Każdą porównywałem do ciebie, lecz żadna nie była choć w połowie taka jak ty... Nie miała tak pięknego uśmiechu, tak lśniących długich włosów, tak obłędnie zielonych oczu... Aga, ja cię kocham, nigdy nie przestałem... Wiem, że teraz mogłabyś mnie wywalić na zbity pysk, ale proszę cię o jedno...Aga nie chcę cię stracić... Nie będzie nam łatwo kontaktować się, spotykać, ale... Czy my... Czy moglibyśmy jeszcze kiedyś być razem? Czy mogę mieć nadzieję na to, że mi to wszystko wybaczysz? - zatkało mnie. 

Pierwszy raz od dawna zabrakło mi języka w ustach. Tylko przy nim zdarzały mi się takie sytuacje, tylko w jego obecności byłam potulna, spokojna. Tak długo czekałam na tę chwilę, żeby dowiedzieć się co on myśli na ten temat, czy mnie kocha, a gdy już wszystko wiem, to boję się powiedzieć co sama czuję. 

 - Aguś, powiedz coś – podszedł do mnie, chwytając moją twarz w dłonie i zmuszając do patrzenie prosto w jego oczy – Aga... proszę...
- Marcin... To wszystko jest takie pogmatwane... Ja nie wiem co mam ci odpowiedzieć... Ja chyba też coś do ciebie czuję, ale... My... Marcin, ty przecież lada moment musisz lecieć do Londynu, ja mam tu studia... Jak ty sobie wyobrażasz cokolwiek między nami, skoro nie będziemy się prawie widzieć?
- Normalnie, jest Internet, telefony... Aga ja w to wierze... Wierzę bo Cię kocham nad życie...

Mówiąc to cały czas patrzył głęboko w moje oczy.  Widziałam w nich niepewność, ale zarazem wielką siłę woli. Powoli zaczął zbliżać swoją twarz w moją stronę. Zamknął oczy i pocałował mnie tak czule, a zarazem stanowczo. Przez ten pocałunek przepłynęło całe jego uczucie do mojej osoby. W tym momencie poczułam, że to wszystko może się udać, że możemy być szczęśliwi. Zdałam sobie sprawę, że to nie będzie łatwe, ale że za wszelką cenę chcę walczyć o własne szczęście. Wież, ze chcę tego spróbować i nie biję się tego zrobić. Marcin niestety nie pobył długo u mnie w domu. Musiał się szybko zbierać. Mówił mi, że mają przyjechać do nich na święta jacyś krewni i musi jeszcze pomóc dziewczyną pomóc w sprzątaniu.


Karolina

Weronika miała bardzo dobry pomysł aby do sprzątania zaciągnąć Marcina i tatę. Obaj rzetelnie zajmowali się swoimi obowiązkami bez zbędnego gadania, a my obie miałyśmy trochę mnie pracy i mogłyśmy wszystko dokładniej posprzątać. Marcin się tylko na godzinkę gdzieś wybrał, ale gdy tylko wrócił to sprzątał ze zdwojoną siłą, jakby wstąpiły w niego nadprzyrodzone moce. Ciekawe co go tak mocno zmotywowało?

Nasi świąteczni zaczęli zjeżdżać się już około osiemnastej, a o dwudziestej byli już wszyscy. We cztery, z Gośką (17 lat) i Justyną (18 lat) zamknęłyśmy się w pokoju Weroniki, która miała na czas świąt robić za naszą sypialnię. Mój pokój został przeznaczony na sypialnie cioci Zosi i wujka Tomka ( brat mamy), rodziców Małgosi i Wojtka (19 lat). Rodzice Justyny i Bartka (20 lat), ciocia Marta (siostra mamy) i wujek Andrzej mają spać w gościnnym na piętrze. W pokoju mojego braciszka mają spać chłopaki. Pewnie całą noc będą na komputerze grać zamiast spać. Gabinet taty zajęli rodzice mamy, babcia Basia i dziadek Staszek. Dobrze, że wujek Krzysiek (brat taty) i ciocia Monika też mieszkają w Łodzi to zgodzili się przenocować rodziców taty, babcie Jadzie i dziadka Mateusza.

Zaczęłyśmy gadać z dziewczynami o wszystkim. Od zawsze miałyśmy ze sobą bardzo dobry kontakt, mimo tego, że dzielą nas kilometry i różnica wieku, odwrotnie niż z Agą (25 lat), Łukaszem (27 lat) i Piotrkiem (30 lat), którzy są na miejscu. Poruszyłyśmy temat miłości i związków.

- Właśnie, Weronika, weź nam się pochwal, jak tam ci się z Tomkiem układa? Ostatnio nic o Was nie słychać – zapytała Gośka.
- Nic szczególnego... Nie rozmawiałam z nim od prawie dwóch tygodni... Ani ja, ani tym bardziej on nie kwapimy się, żeby do siebie zadzwonić... Wszystko się popieprzyło... Nic mi się ostatnio nie układa...
- Weronika, pamiętasz, że rano obiecałaś mi rozmowę na temat togo, co się stało wtedy u Agi, ale jeśli nie chcesz w obecności dziewczyn to zrozumiem – powiedziałam, a dziewczyny zaczęły się zbierać. Nie, nie wychodźcie... Nie chcę mieć przed Wami tajemnic... Powiem Wam wszystko... Otóż dwa tygodnie temu dostałam zaproszenie na spędzenie kilku dni u naszej sąsiadki w jej mieszkaniu. Zapomniałam powiedzieć o tym Tomkowi i pokłóciliśmy się... Powiedział mi, że wolę spotykać się ze znajomymi niż spędzić z nim miłej nocy... Oboje powiedzieliśmy trochę za dużo... U niej w mieszkaniu czułam się tak swobodnie, zwyczajnie... Wieczorem we trzy poszłyśmy do kluby... Bawiłyśmy się naprawdę świetnie... Spodobał mi się pewien chłopak.... Był zabójczo przystojny, a w jego oczach można było utonąć... Na dodatek był strasznie wysoki i te jego hipnotyzujące oczy... Miałam po prostu na niego ochotę, może tylko dlatego, że chciałam odreagować... Sama już nie wiem... W klubie gadało nam się super, a jeszcze lepiej tańczyło... Potem poszliśmy do niego do mieszkania... Piliśmy jakieś wino... A potem to już wszystko samo poszło... - Weronika zamknęła oczy, a na jej usta wkradł się uśmiech – Powiem tak... My się kochaliśmy, to nie był zwykły seks... To było coś cudownego... Cały on był cudowny... Resztę nocy spaliśmy przytuleni do siebie... Rano nie wyszłam od razu z jego mieszkania, zostałam tam... Obudził mnie pocałunkiem... Po prostu rozmawialiśmy, a potem znowu kochaliśmy się... Wzięłam prysznic, przegrzebałam wszystkie szafki w kuchni w poszukiwaniu czegoś do jedzenia... Gdy siedziałam na stole jedząc płatki, wszedł do kuchni i objął mnie całując w kark... Powiedział, że cieszy się, że tam jestem... Pokłóciliśmy się, bo dla niego to wszystko znaczyło coś więcej, a ja bałam mu się powiedzieć, że dla mnie chyba też... - w tym momencie zaczęła płakać, więc przytuliłam ją – Wykrzyczał mi, że ma nadzieję, że jak wróci spod prysznica to mnie już tam nie będzie... - cała zaczęła się trzęś – Ubrałam się, zebrałam swoje rzeczy i wyszłam... Nie wiedziałam nawet gdzie jestem... Szłam przed siebie... Mijałam park, gdzie był mały staw... Ja... Miałam myśli, żeby się zabić...
- Weronika, ci spokojnie... - jeszcze mocniej tuliłam ją do siebie.
- Może jednak wyjdziemy... Justyna, chodź, pomożemy cioci Ani w kuchni... - obie wyszły. Po chwili Weronika trochę się uspokoiła.
- Karolina, co ja ma robić?
- Nie wiem... Czujesz coś do tego chłopaka?
- Nie ma zielonego pojęcia... On, to znaczy Michał... Ja przecież go nie znam... Ale, czuję się przy nim bezpiecznie, cudownie... Karolina, on jest cudowny... no wiesz... w łóżku – obie wybuchłyśmy głośnym śmiechem – Dobrze wiesz, że z Tomkiem jestem na pokaz... Jest fajnie, ale nie ma tego czegoś... Tego przyciągania... Nawet nie wiesz jak mi wtedy było trudno wyjść z jego mieszkania... Jego słowa tak bardzo mnie zabolały... Imponuje mi tym, że jest taki silny, stanowczy... Karolina, ja nie mogę go kochać... Jestem w nim zauroczona...
- Czuje, że chyba jednak cię wzięło... Skoro nie kochasz tomka, jest to związek na pokaz, to... Weronika, zerwij z nim i daj sobie szansę na szczęście...
- Muszę się nad tym wszystkim zastanowić...

Zawołałyśmy dziewczyny i dalej gadałyśmy, wygłupiałyśmy się, a nawet urządziłyśmy sobie bitwę na poduszki. Skończyła się wtedy, gdy do pokoju wtargnęli chłopaki. Posiedzieliśmy trochę razem i pograliśmy w karty. Położyłyśmy się koło dwunastej w nocy, żeby się jako tako wyspać i wyglądać normalnie rano na śniadaniu. Ledwo się pomieściłyśmy, ale było warto trochę się pomęczyć i podziękować im za ten wieczór.

Mariusz

Jak fajnie sobie tak po prostu przez tydzień poleniuchować. Poleżeć bezczynnie w ciepłym słońcu. W takich warunkach to można odpocząć, zregenerować siły i naładować się pozytywną energią. Za trzy tygodnie zaczyna się kadra. Pewnie znowu będziemy mieć z Winiarem pokój. Ciekawe jakie numery przygotował, żeby wykręcić na zgrupowaniu.

Dzisiejszy wieczór będzie wyjątkowy, zarazem kończy nasze wspólne wakacje z Ewą i zaczyna, mam zadzieję nowy rozdział w naszym życiu. Przez te dni świetnie się razem bawiliśmy. Byliśmy nawet w wesołym miasteczku. Zrobiliśmy mnóstwo zdjęć podczas naszego pobytu w Barcelonie. Jesteśmy ty już tyle czasu, a ja ten najważniejszy moment ciągle odkładam na później. Nie mam odwagi zadać jej tego najważniejszego pytania, od którego zależy całe moje dalsze życie.

Pierścionek kupiłem już jakiś miesiąc temu, ale cały czas czekam na odpowiedni moment, który nadszedł na dziś. Jeszcze przed przyjazdem zarezerwowałem stolik na plaży. Mam nadzieję, że spodoba jej się. Gdy tylko powiedziałem jej, że wieczorem gdzieś wychodzimy to od razu poleciała się szykować. Od godziny okupuje łazienkę, a ja spokojnie sobie na nią czekam. Wreszcie wyszła.

- Możemy iść.
- Wyglądasz cudownie – pocałowałem ją w policzek.

Wzięła torebkę i jakiś sweterek i wyszliśmy. Gdy rozmawiała z recepcjonistką szybko sprawdziłem czy mam małe czerwone pudełeczko. Było na miejscu w kieszeni moich spodni. Wyszliśmy trzymając się za ręce z hotelu, wsiedliśmy do taksówki i ruszyliśmy w drogę do restauracji.

Na miejscu poprosiłem ją, żeby zamknęła oczy lub żebym zawiązał je jej apaszką. Chwyciłem jej drobną dłoń i powoli prowadziłem w stronę stolika. Gdy weszliśmy na plaże zdjęła szpilki i szła na boso. Będąc już przy stoliku, powoli, całując ją delikatnie, ciągnąłem delikatny materiał z jej oczu.

- Mariusz, tu jest cudownie... - powiedziała po rozejrzeniu się wokół.

Przy stoliku od razu pojawił się kelner. Zapisał masze zamówienie, bo po chwili już je nam podawać. Ewa cały czas nie mogła wyjść z podziwu nad tym miejscem.

- Kotku, nie dość, że tu jest przepięknie, to jeszcze mają przepyszne jedzenie – oboje skończyliśmy masze posiłki.
- Przejdziemy się? - zaproponowałem.

Bez słowa zawahania zgodziła się.

Idziemy brzegiem morza trzymając się za ręce już jakiś czas. Pod stopami czujemy ciepły piasek i wodę. Żadne z nas się nie odzywa. Na niebie pojawiają się pierwsze gwiazdy. Nad nami świeci piękny pełny Księżyc, który rozjaśnia naszą drogę. Zatrzymaliśmy się na chwilę. Poprosiłem, żeby zamknęła oczy. Sam po chwili uklęknąłem przed nią, wyciągając pierścionek.

- Ewa, proszę otwórz oczy... - głos strasznie mi się łamał, ale muszę dać radę- Ja... Wiem, że znamy się krótko, bo tylko rok... Nie mieszkamy ze sobą... Gdy Cię nie ma blisko mnie, ja wariuje... Pragnę byś cały czas była ze mną... Pragnę budzić się codziennie przy tobie... Czuję, że jesteś kimś bardzo ważnym dla mnie... Chcę byś była najważniejsza... Chcę resztę mojego zwykłego życia spędzić z kimś tak wyjątkowym, jak ty... Może nie jestem idealnym mężczyzną i nie zasługuję na ciebie, ale... Ewa, kocham Cię nad życie.... Chcę jutro przedstawić Cię rodzicom jako moją przyszłą żonę... Ewa, kochanie, czy uczynisz mnie najszczęśliwszym mężczyznę na tej planecie i zostaniesz moją żoną? - powiedziałem, otwierając małe czerwone pudełeczko.

Cisza... Usłyszałem tylko przerażającą ciszę i szum morza... Uśmiech z jej twarzy też znikł. Usiadła obok mnie na piasku. Nie patrzyła w moje oczy... Patrzyła w głębie morza...

Mariusz, jak ja... Ja nie wiem co mam Ci odpowiedzieć... To jest trudne...
- Dla mnie proste... Albo mówisz TAK albo NIE. To chyba proste, jeśli mnie kochasz...
- To nie tak... Pamiętasz, jak na początku w ogóle nie chciałam się z tobą spotykać?
- Pamiętam... Ale jakie to ma znaczenie?
- Olbrzymie... Wtedy ja... Ja rozstała się z chłopakiem, którego bardzo kochałam... Planowaliśmy ślub, dom, dzieci... Zdradził mnie... Potem on... On wyjechał do Hiszpanii, zostawił mnie samą... Nie chciałam wiązać się z tobą, bo wciąż kochałam jego... lecz ty nie odpuściłeś... Cały czas byłeś blisko, starałeś się... Stałeś się kimś ważnym... Powoli zapominałam o Marku... a polubiłam ciebie... Ty się zaangażowałeś... Myślałam, że z czasem i ja Cię pokocham, tak jak ty kochasz mnie... Wszystko szło w tym kierunku... Pokochałam Cię, byłam naprawdę szczęśliwa... Ale... wczoraj na plaży... Mariusz, on tu jest... Spotkałam go... Rozmawialiśmy... On żałuje tego, że wyjechał, że nie próbował o mnie walczyć... On powiedział, że nadal mnie kocha... ja go chyba też...
- A ja? Pomyśl o mnie... Wiesz co teraz czuje...
- Mariusz... Ja ciebie też kocham, ale... jak brata... - po jej policzkach spłynęły łzy, moje oczy też się zaszkliły- Kocham Cię, ale jak najlepszego przyjaciela... Ja... nie mogę wyjść za ciebie... Nie chcę zmarnować i tobie i sobie życia... Proszę, zrozum mnie... Ja tak nie potrafię... Nie potrafię być z kimś, kogo tak naprawdę nie kocham... Mariusz, przepraszam, wybacz mi... Proszę, pozwól mi być szczęśliwą... Pozwól sobie na prawdziwe szczęście...
- Ewa, ale jak... - płakałem, tak jak ona.
- Mariusz, proszę... Jestem pewna, że jest taka osoba, która pokocha Cię całym sercem i duszą... Pokocha tak naprawdę... Przepraszam...

Chwyciła moją twarz w dłonie i delikatnie pocałowała w usta. Przytuliła się ostatni raz do mnie i odeszła... Wiedziałem, że pójdzie do niego... Tylko z nim będzie szczęśliwa... Że tylko jego kocha, a on tylko ją... Wiedziałem, że są dla siebie stworzeni... Wiedziałem, że nie mogę im tego zabrać... Całą noc spędziłem na plaży gapiąc się w gwiazdy... Rozmyślałem o wszystkim... o życiu, siatkówce, rodzinie... Najdziwniejsze jest to, że myślałem o niej... O Karolinie...

Koniec

********************************
Tak jak mówiłam, dziś się trochę wyjaśniło. Dołączam trechę nowych bohaterów. Jedni będą mieć też swój czas w tym opowiadaniu, ale to w odległej przyszłości. Jak widzicie Mariusz właśnie stracił narzeczoną w dość dramatycznej sytuacji, ale jak wiadomo, nad uczuciem nie da się zapanować. Można powiedzieć, że w związku Agi i Marcina wreszcie wyszło słońce. Niestety nie do końca będzie tak cudownie w ich relacjach, ale to w następnych notkach. Robimy skok w przyszłość, gdzie wreszcie rozwinie się wątek jeszcze jednej pary. Ktoś zgadnie jakiej? Dziękuje za zaproszenia na Wasze blogi, od razu biorę się za nadrabianie treści. Jeśli czytacie to zostawcie po sobie ślad. To naprawdę motywuje :D

Pozdrawiam bardzo gorąco w te mroźne dni,
Dzuzeppe :)

niedziela, 10 marca 2013

Rozdział 7



Marcin, dzień przed Świętami Wielkanocnymi

Obiadki mamusi służą. Czuje, ze jak wrócę do treningów to się ruszyć nie będę mógł. Ja rozumiem długo mnie w domu nie było, ale żeby robić takie wspaniałe śniadanka, obiadki, kolacyjki... Teraz jeszcze te wszystkie poprawy świąteczne... Pewnie jak mnie zważą w klubie, to z pięć kilo mi przybędzie. Ale co tam... Dawno nie spędziłem tyle czasu w domu. Nie pamiętam kiedy tak dużo rozmawiałem z tatą. Było tak jak dawniej.

Cały ten tydzień spędzony u Agi był bardzo dobrym pomysłem... Wszyscy wyluzowaliśmy się, odpoczęliśmy, nagadaliśmy się, wyjaśniliśmy pewne sprawy... Dziewczyny wychodziły do klubu, a my z Pawłem oglądaliśmy wtedy mecze. Robiliśmy sobie imprezy w wąskim gronie, urządzaliśmy seanse filmowe, czy po prostu siedzieliśmy wszyscy na kanapie w salonie z piwem w ręku, gadając o wszystkim...

Tylko Weronika była jakaś taka nieobecn, smutna, przygnębiona... Była z nami ciałem, a myślami krążyła jakby gdzieś daleko... Dziewczyny próbowały coś z niej wyciągnąć, porozmawiać, ale wymigiwała się albo mówiła, że się nam wydaje... Zamknęła się w sobie, cały czas przesiadywała w swoim pokoju. Dopiero po dwóch dniach „wróciła” do nas, zaczęła się uśmiechać,żartować, wychodzić na zakupy z dziewczynami...

Po śniadaniu we trójkę, ja, Karolina i Weronika zabraliśmy się za malowanie pisanek, które będą zdobić nasz świąteczny stół. Będą to bardzo rodzinne święta. Mają przyjechać do nas dziadkowie ze strony mamy jak i taty, rodzeństwo mamy z rodzinami oraz brat taty także z rodziną. Na zapewne uroczystym śniadaniu będzie około dwadzieścia osób. Znowu będzie tak jak w dzieciństwie.

Z moją nogą jest już coraz lepiej. Dwa dni temu pan Darek zmieniał mi opatrunek gipsowy, a przy okazji zrobił zdjęcie rentgenowskie i noga jest już prawie zrośnięta. Cieszę się, że lekarze klubowi zgodzili się na to by tu w Polsce opiekował się mną właśnie on, żebym nie musiał latać do Londynu co tydzień. Poczułem, że Karolina pomalowała mi twarz farbą od pisanek.

- Karolina, a mam ja cię tym maznąć?
- No dajesz, nie boję się. Nic mi nie zrobisz, bo jestem twoją mała siostrzyczką, którą kochasz nad życie – przesłała mi buziaka.
- Po części masz rację, kocham cię, ale nic ci nie zrobię tylko z tego powodu, ze mam nogę w gipsie i tak pewnie mi uciekniesz.
- Dobra, dobra tłumacz się nogą... Ja tam wiem, że mnie kochasz nad życie. Powiedz lepiej kiedy ci ten gips zdejmują?
- Jeszcze pewnie miesiąc... Pan Darek wysłał zdjęcie rentgenowskie klubowym lekarzom i oni zdecyduję kiedy... Potem jeszcze około trzech miesięcy rehabilitacji i wracam do normalnych treningów...
- Opuścisz mistrzostwa... - odezwała się milcząca do tej pory Weronika.
- Wiem... Pewnie i tak by mnie szanowny trenerek nie powołał... Same wiecie przecież jaki on jest... Przez to, że nienawidzi taty mści się na mnie... Uważa mnie za nikogo...

Jak tylko objął tę posadę, od razu wiedziałam, że mój czas w kadrze stanął w miejscu, że teraz mogę się pożegnać z koszulką w biało-czerwone barwy z orzełkiem na piersi i numerem 17… Facet w ogóle mnie nie zna, nie rozmawiał ze mną, nie widział jak gram, a już stwierdził, że nie nadaję się do reprezentacji. Nie obchodziło go to, ze gram, zdobywam bramki, asystuje... W wywiadach mówił, że są ode mnie lepsi...

Weronika

Pisanki wyszły nam naprawdę ładne. Nawet zapracowana do tej pory mama przyszła do nas i pochwaliła za dobrze wykonaną pracę. Obie z Karoliną ustroiłyśmy wielkanocny koszyczek i poszłyśmy do Kościoła, żeby został on poświęcony. W tym czasie mama zaciągnęła Marcina do kuchni, żeby jej pomagał przy robieniu ciast. Ciekawe czy cokolwiek mu się uda.

Idąc ulicą cieszyłam się, że nikt mnie nie rozpoznał, że nie prosi o autograf... Nie miałam siły, żeby podpisywać jakieś kartki, zdjęcia, żeby użerać się z fanami... Moje myśli krążyły wokół jednej osoby... Byłam gdzie indziej... Byłam przy Michale... Przynajmniej chciałam być... Chciałam by jego usta znów krążyły po moim nagim ciele... Chciałam żeby leżał na mnie wgniatając moje ciało w twardy materac... Chciałam żeby cały czas mnie całował, obejmował... Żeby był przy mnie...

Nic o nim nie wiedziałam, tak jak on o mnie. Spędziliśmy razem tylko jedna noc, a ja nie mogę o ni m zapomnieć. O jego dotyku, pocałunkach... Zawsze zapominałam od razu o facetach na jedną noc, ale z nim jest inaczej. Cały czas siedzi w mojej głowie... Cały czas, gdy tylko zamknę oczy widzę jego twarz...

- Weronika... Co się dzieje?
- Co? Przepraszam zamyśliłam się...
- No właśnie widzę... Co jest? Czy chodzi o Michała?
- Tak, o niego... Możemy pogadać o tym w domu, wieczorem?
- Możemy... Będzie dobrze...

Przytuliła mnie mocno do siebie... Wzięłyśmy koszyczek i udałyśmy się w drogę powrotną do domu. Cieszyło mnie to, ze wreszcie będę mogła z kimś o tym pogadać, wyżalić się komuś. Drogę spędziłyśmy w ciszy. Gdy dotarłyśmy na miejsce prawie zawału dostałyśmy... W domu panował istny koszmar. Mama krzątała się po kuchni, próbując przygotować coś do jedzenia na jutrzejsze uroczyste śniadanie i obiad. Taty oczywiście, jak zawsze w takich chwilach nie było, bo pewnie nagle mu się przypomniało, ze musi jeszcze zakupy w monopolowym zrobić. A Marcin? Siedzi sobie rozwalony na kanapie z miską chipsów i tabliczką czekolady i ogląda sobie jakiś mecz. Cały dom jest w dosłownie totalnej rozsypce...

Postanowiłyśmy razem z Karolina, że się za to obie weźmiemy: i za dom i za tatę i Marcina. Plan omówiłyśmy w minutę. Na pierwszy ogień poszedł Marcin.

- Cześć braciszku – zaczęła Karolina.
- No cześć.
- Marcin, a masz teraz coś do roboty? - spytałam.
- No w zasadzie to nie, mecz sobie oglądam. Powtórkę. Co tam chcecie?
- Powtórkę mówisz... To ruszaj swój tyłek i się za robotę bierz! Pomóż nam sprzątać!
- Ale ja... Ja kaleką jestem... Chodzić nie mogę...
- Ale to nas nie obchodzi. Do wycierania kurzu z regałów w salonie w gabinecie ci chodzenie nie jest potrzebne... Poradzisz sobie, w końcu od czegoś masz te kule...
- Ale...
- Żadne ale... My same tego wszystkiego nie ogarniemy. Już, do roboty.

To Marcina już mamy, został jeszcze kochany tatuś. Jemy właśnie obie kanapki i słyszymy, że właśnie wrócił. Wszedł do salonu, gdzie zobaczył pracującego Marcina i od razu powoli, ukradkiem zaczął zbierać się do ponownego wyjścia, lecz wtedy wkroczyłyśmy do akcji lekko go przestraszając.

Wzbierasz się gdzieś jeszcze tatku?
- O Weronisiu. No właśnie przypomniałem sobie, ze zapomniałem kupić czegoś...
- Czegoś...
- Karolinka, nie strasz mnie... No właśnie zapomniałem kupić...
- No czego tatku zapomniałeś... Czekamy...
- No... niczego nie zapomniałem.. Wszystko mam...
- No to tatusiu kochany dobrze się składa, pomożesz nam. Przebieraj się w dresik, bo w schowku czeka na ciebie już odkurzacz, którym odkurzysz wszystkie dywany – powiedziałam z wielkim uśmiechem na twarzy.
- Ale...
- Weronika, zapomniałaś o łazience na dole.
- No właśnie. Dziękuje. To tatku, Marcin ci pomoże.
- Ale ja kurze ścieram – odezwał się z salonu.
- To tata sobie sam poradzi, prawda tatku?
- Tak, tak... Poradzę sobie dziewczynki...
- Weronika, chodź, my weźmiemy się za piętro.

Z kuchni wyszła zdziwiona mama i szeroko się do nas uśmiechnęła.

- Dziewczynki, jak ja mam Wam podziękować?
- Nie musisz... Zajmij się tylko kuchnią i przyrządź przepyszne potrawy i będzie w porządku.


Michał

Cały czas myślę o tej dziewczynie, o tym co zrobiłem tego dnia. Ona wtedy wyszła przeze mnie... Wyrzuciłem ją z mieszkania. Poniosło mnie, byłem zdenerwowany. Dlaczego byłem wtedy taki głupi? Dlaczego pozwoliłem jej w ogóle wyjść? Dlaczego nie próbowałem jej nawet zatrzymać? Dlaczego było mi obojętne to czy wyjdzie, czy zostanie? Dlaczego powiedziałem te wszystkie słowa?

Mogła poczuć się jak dziwka... Pewnie się tak poczuła... Może gdybym się uspokoił, spokojnie z nią porozmawiał, zatrzymał jakoś zamiast pójścia pod prysznic, to teraz... Może teraz siedział bym z nią tu przed telewizorem i oglądał kiczowatą komedię. Może jutro pojechalibyśmy do Bydgoszczy do moich rodziców, żeby im ją przedstawić.

Ale nie... Musiałem wszystko spieprzyć... Jestem totalnym kretynem... Od dwóch tygodni mieszkam w Łodzi, właściwie to ukrywam się tu przed wszystkimi. Nawet nie mam z kim pogadać. Mariusz wyjechał z ta swoją Ewą do Hiszpanii na wakacje po sezonie, żeby naładować akumulatory. Tylko ja głupi zamiast korzystać z życia, codziennie chodzę z kapturem na głowie po łódzkich ulicach i wmawiam sobie, ze mogę ja gdzieś tu spotkać... Że będę mógł ją przytulić, pocałować. Że jeszcze kiedyś spędzimy razem wspólna noc...

Powtarzam sobie ”Michał weź się w garść, przecież to tylko zwykła dziewczyna, z która się przespałeś”, ale ona nie jest zwykła... Jest wyjątkowa... Zawładnęła całym mną. Codziennie próbuje o niej zapomnieć, ale nie potrafię. Z jednej strony jej nienawidzę, a z drugiej pragnę cały czas przy niej być...

Usłyszałem dzwonek do drzwi. Niespiesznie zebrałem się z kanapy sprzed telewizora i poszedłem otworzyć. Spojrzałem przez wizjer. Na klatce stała Lena. Zdziwiony szybko otworzyłem jej drzwi i przywitałem się.

- Lenka, cześć, wchodź. Nie spodziewałem się ciebie. Stało się coś?
- Czy zawsze musi się coś stać, żebym mogła do ciebie zajrzeć? Nic się nie stało. Trudno cie znaleźć. Byłam w Bełchatowie, ale zastałam tylko pakującego się Mariusza – pomogłem zdjąć jej kurtkę - Powiedział mi, że od zakończenia sezonu tu siedzisz. Właśnie gratuluję złota – uściskała mnie i oboje przeszliśmy do salonu na kanapę – Michał, coś się stało, prawda?
- Prawda... Lena, nie radzę sobie...
- Michał – przytuliła mnie mocno – Co jest?

Powiedziałem jej wszystko jak na spowiedzi przed Pierwszą Komunią. Opowiedziałem o tym, jak poznałem Weronikę, o spędzonej razem nocy, o sytuacji z ranka następnego dnia. Gdy mówiłem o naszej kłótni Lena lekko się wkurzyła. Powiedziałem jej o tym co czuje do tej dziewczyny, o tym co robię codziennie od tamtego dnia. Wysłuchała mnie spokojnie.

Od kiedy tylko pamiętam zawsze mogłem z nią porozmawiać o wszystkim. Słuchała o moich rozterkach miłosnych i radziła mi co mam robić. W każdym momencie mogłem zapukać do jej pokoju, wejść do środka i tak po prostu się jej zwierzyć. Nie wiem skąd bierze te wszystkie rady i swoje mądrości, ale wszystkie skutkują. Rozumiem studiuje tą psychologię, ale wcześniej skąd to wszystko wiedziała?

- Michał, mogę zadać ci jedno pytanie?- przytaknąłem – Czy czujesz cokolwiek do tej dziewczyny?
- Lena, ja... Ja nie wiem, nic już kurwa nie wiem... Ona... Cały czas siedzi mi w głowie... W ogóle jej nie znam, nic o niej nie wiem... ale... Lena, chyba tak...
- Jesteś tego w stu procentach pewien? 
- Ta... Tak, w stu procentach.
- Michał, kompletnie nie wiem co mam ci powiedzieć... Masz może jakieś piwo albo jakiekolwiek procenty?
- Chwila – poszedłem do kuchni i z lodówki wyciągnąłem dwa zmrożone Lechy – Trzymaj.
- Dzięki – upiła łyk – Michaś, jesteś w totalnej dupie...

To, to ja akurat wiem. Tylko jak się w tej sytuacji odnaleźć? Moja siostra przyniosła ze sobą jakąś komedie, niestety romantyczną, która podobno jest bardzo dobra. Oboje potrafiliśmy w swoim towarzystwie oglądać tylko takie filmy. Śmieliśmy się ze scen miłosnych jak najęci, czy wzruszaliśmy przy opowiadanej w filmie historii o nieszczęśliwej miłości. Ona panicznie bała się horrorów, a ja wprost nie cierpiałem wszelakich dramatów.

Szybko zrobiłem popcorn i zajęliśmy się oglądaniem filmu. Nagle na ekranie telewizora zobaczyłem Ją... Zobaczyłem Weronikę...

- Lenka, to ona... To ta dziewczyna...
- Co? Przecież to zwykła aktorka... Zdaje ci się. To nie jest możliwe. Zajmij się oglądaniem.
- Lena, to ona... Jak ona się nazywa?
- Michał, to nie możliwe, to twoje złudzenia. Ona jest po prostu do niej tylko podobna...
- Jak ona się nazywa!?!?
- Weronika Wojciechowska!

Koniec
****************************
Dziękuję, za ponad tysiąc wyświetleń!!! :*  Pod poprzednim postem jedna z Was poruszyła temat, że ma nadzieję, że niedługo wyjdzie słońce. Odpowiem tak, kiedyś przyjdzie napewno. Już w następnym rozdziale wyjaśni się sytuacja z jedną parą. Coś popsuje się między inną, ale to i tak wyjdzie wszystkim na dobre. Dzisiejszy taki różny emocjonalnie. Jeden narzeka. Druga tęskni. Trzeci czuje się winny. W tym i jeszcze następnym rozdziale akcja toczu się w okolicy świąt wielkanocnych. Potem robimy skok w przyszłość do sierpnia.
Pozdrawiam i całuję,
Dzuzeppe

środa, 6 marca 2013

Rozdział 6



Michał

Ta dziewczyna... Mimo że w ogóle jej nie znam, że nie wiem gdzie mieszka, ile ma lat czy jak ma na nazwisko, to mam olbrzymią ochotę, żeby została ze mną już na zawsze... Żeby czekała na mnie tu w tym mieszkaniu... Chcę już na zawsze czuć tu jej zapach... Chcę tu wracać i witać ją pocałunkiem... Chcę przeżywać z nią wiele takich nocy jak ta zeszła... Chcę całować jej nagie ciało... Pragnę by tu została...

Patrząc na jej drobne ciało w porównaniu z moim, czuję jeszcze większą chęć by ją chronić przed całym światem... Przed złymi ludźmi... Ogromnie cieszę się, że nie uciekła z samego rana, że została, że mogłem się przy niej obudzić... Jest taka niewinna... Taka delikatna... Moje usta pragną dotyku jej ust... Nie umiem wytłumaczyć sobie dlaczego mam ogromną ochotę, żeby ją pocałować... Nie ma na sobie makijażu, pewnie kiedy spałem go zmyła...Pragnę znowu czuć jej ciepło... To niedorzeczne...

Co z tego, że jest dziesiąta, a ja powinienem być już dawno w klinice z kolegami... Ja dalej jestem tu z nią... Delikatnie dłonią zaczesuje jej włosy za ucho, które zakryły jej piękną, naturalną twarz. Tak lekko i swobodnie leży w moim łóżku naga, przykryta tylko cienką kołdrą, która ledwo co zakrywa jej zgrabne ciało po spędzonej razem nocy... o jak się zachowywała kilka godzin temu całkowicie nie przypomina tej dziewczyny, która śpi...

Zaczęła się wiercić, ściągając z siebie pościel... Jej ciało zaczęło mnie kusić... Pragnąłem znowu ją mieć, znowu się z nią kochać, poczuć smak jej aksamitnej skóry... Przysunąłem się do niej i dotknąłem jej nagiego ramienia... Ustami odnalazłem jej kark i plecy...Drgnęła... Po chwili obudziła się, uświadamiając sobie co się dzieje...

- Michał co ty robisz? - zapytała ze strachem w głosie.
- Ja? Ja robię to, na co mam ochotę – zamknąłem jej usta pocałunkiem, gdy zbierała się by coś powiedzieć. Zacząłem całować jej szyję i stopniowo schodzić w dół. Czułem, że cała zaczęła drżeć – Zaufaj mi... Nic Ci nie zrobię... Ja nie wiem ci się ze mną dzieje... Pragnę cię... - powiedziałam patrząc prosto w jej ciemne oczy.
- Michał... My nie możemy... Ja powinnam już iść – odwróciła wzrok i zaczęła mnie z siebie spychać.
- Nic nie musisz... Zostajesz ze mną...

Nie pozwoliłem zepchnąć się z jej drobnego ciała. Byłam silny i stanowczy. Wiedziałam czego pragnę... Pragnę jej... Gdy próbowała się wyrwać, mocno przywarłem do jej ciała... Jej uderzenia w moje nagie plecy bardziej przypominały łaskotanie, niż sprawiały jakikolwiek ból. Jej ciche krzyki tłumiłem mocno całując jej usta... Po chwili całkowicie mi się poddała... Poddała się moim pocałunkom, mojemu dotykowi...

Kochaliśmy się podobnie jak w nocy, długo i namiętnie... Dla mnie nie liczyło się nic poza Nią... Swoje jęki tłumiła w zagłębieniu mojej szyi. To ja cały czas dominowałem... To ja do niej szeptałem jaka jest idealna, cudowna...Gdy byłem już na skraju możliwości, tak jak w nocy, chwyciłem jej twarz w swoje dłonie i zacząłem ją całować. Patrzyłem w jej piękne, czarne oczy... Wyrażały jakby jakieś uczucie, którego nie mogłem rozszyfrować... Znowu zasnęliśmy w swoich ramionach...

Marcin

Dziewczyny wróciły około drugiej w nocy. Trochę to wczesna pora jak na nie. Nawet się bardzo nie upiły. Ale koniec dobrych wiadomości. Weronika oczywiście nie wróciła z nimi, co ja mówię, ona do tej pory nie wróciła, a jest prawie dwunasta. Pewnie tak jak zawsze przygruchała sobie jakiegoś fagasa... Dobrze, że ja o jej wszystkich wybrykach nie wiem, bo chyba bym im wszystkim … Uszkodził bym ich. Dlaczego ona nie potrafi zrozumieć, że sypianie z kim popadnie nie daje nic więcej poza chwilowym zaspokojeniem? Dlaczego ona musi się pakować w takie gówno, w jaki ja się wpakowałem w Anglii? Miała nie popełniać moich błędów... Przecież ma tego swojego Tomka, to niech się go trzyma...

- Nad czym tak rozmyślasz braciszku? - Nagle do kuchnie weszła moja druga siostra
- Karolina, nawet nie słyszałem jak weszłaś... O czym myślę? Myślę o naszym popapranym życiu... Nieważne... Lepiej opowiadaj jak się wczoraj bawiłyście?
- Było super... Wreszcie się tak na maksa wyluzowałam... Przetańczyłyśmy cały wieczór... Nie pamiętam kiedy ostatnio tyle tańczyłam... Nawet... A nie ważne...
- Cieszę się, że dobrze się bawiłyście... Karolina, powiedz mi, tylko bez owijania w bawełne, kogo wyrwała Weronika?
- Tak bez owijania... Myślę, że jak już wróci to sama ci powie kogo, ale powiem ci jedno. Jest zabójczo przystojny. Idę jeszcze spać...

I poszła w kierunku sypialni Agi, która teraz robiła za wspólną sypialnie dziewczyn. W drzwiach zderzyła się z Agą, ale obie nie zwróciły na to uwagi i poszły w swoje strony, Karolina do łóżka, a Aga na korytarz. Ma na sobie tylko komplet bielizny, dodam bardzo kuszącej bielizny... Nawet nie otwierając oczu, równocześnie przeciągała się i szła w kierunku łazienki. Wygląda tak seksownie, ze mam ochotę się na nią rzucić. Ale to tylko ochota, przecież za ścianą przebywa moja siostra i jej brat...

Biorę się za robienie śniadania. Prawdziwe masło na kanapce to coś czego mi najbardziej w Anglii brakuje. Dobrze, że jestem tu, w Polsce. Tam brakuje mi czasu żeby zjeść cokolwiek. Przegryzam coś po treningach, potem idę do fastfood'a i jakoś czas leci. Tam nie dbam o to co jem. Dopiero teraz gdy mam kontuzję, jestem w Łodzi i żywię się jedzeniem mamy zrozumiałem, co tracę nie umiejąc gotować. Przecież samotny mężczyzna w tych czasach powinien umieć. Mógłbym przynajmniej imponować tym dziewczynom.

Do kuchni weszła zaspana Aga w tym samym stroju co wcześniej, miała jeszcze tylko związane włosy, ale oczy nadal były zamknięte... Podeszła do czajnika elektrycznego i włączyła go. Nie otwierając oczu usiadła przede mną na stole, przy którym siedziałem.

- Pięknie wyglądasz, jak tak nie wiesz, że cię obserwuję... A tak w ogóle to dzień dobry.

Od razu otworzyła oczy, momentalnie trzeźwiąc umysłowo i zeskakując ze stołu

- Cześć... Przepraszam za mój wygląd, ale zapomniałam, że teraz jesteście u mnie... Pójdę się ubrać.
- Przestań, przecież widziałem cię już nawet nago – lekko się zarumieniła – nie przeszkadza mi twój strój, wręcz przeciwnie...
- Już ja cię znam... Tak czy inaczej pójdę po coś, żeby mieć cokolwiek na ramionach.

Wyszła z kuchni i udała się do łazienki. Ja w tym czasie zrobiłem nam aromatyczne kawy. Po chwili wróciła już w szlafroku.

- Zrobiłem ci kawę... Spróbuj – podałem jej filiżankę, kuśtykając w jej kierunku.

Siedziała na parapecie, a ten jej szlafroczek, który założyła chyba jeszcze bardziej kusił niż jej nagie ciało. On więcej odkrywał niż zakrywał. Kusiła mnie nawet o tym nie wiedząc. Usiadłem przy stole i popijając swój parujący napój, obserwowałem ją. Rozpuściła włosy, a one opadły jej na prawie nagie ramiona. W jednej ręce trzymała filiżankę, a drugą masowała sobie szyję, mając przy tym zamknięte oczy. Tak bardzo kusiła... Wstałem od stołu i podszedłem do niej. Ze strachem spojrzała na mnie. Ręką delikatnie dotknąłem jej nagiego kolana, potem uda patrząc się w jej piwne oczy. Poczułem ochotę na to, by ja pocałować... Powoli zbliżyłem swoją twarz do jej ust..

- Marcin, my... My nie możemy... Ty... Ja... Ja tak nie potrafię – odwróciła wzrok i spuściła głowę.
- Aga... Ja tez nie potrafię tak po prostu patrzeć na twoje ciało.. Nie umiem już opierać się tobie... Nie potrafię tak... - oparłem czoło o jej czoło zmuszając ja do patrzenia mi w oczy – Zrozum... Ja... Ja chyba nadal coś czuje... Proszę porozmawiajmy o tym tak szczerze, ale nie teraz... Nie tu przy wszystkich... Porozmawiajmy za kilka dni... Proszę powiedz coś...
- Dobrze... Porozmawiamy za kilka dni...

Delikatnie pocałowałem czule jej usta... Nie uciekła... Wtuliła się w moje ramiona... Ona jest taka drobna... Taka moja... Ta chwila sprawiła, ze poczułem się tak, jak kilka lat temu, jak jeszcze byliśmy razem...

- Hej... Yyy... Sorry... Nie wiedziałem, że wy....? - do kuchni wszedł zaspany Paweł.
- Paweł to nie tak... - i uciekła.
- Stary, ja naprawdę nie wiedziałem, że wy...
- Między nami do niczego nie doszło...

Weronika

Oddałam mu się całkowicie... Znowu... Przecież to miał być tylko jeden przelotny seks, tylko jedna noc. Z samego rana miałam wyjść bez śladu, wrócić do domu i zapomnieć... Ale to nie był jeden raz... „Weronika nie przywiązuj się, bo dobrze wiesz że nie warto” powtarzałam sobie w myślach, ale on zajmował ich większość... To co, że jest taki przystojny i nieziemsko dobry w łóżku. To tylko jedno spotkanie...

Jest już po dwunastej, a ja nadal jestem u niego w mieszkaniu. Całe moje ciało jest okropnie obolałe. Czuję chyba wszystkie, nawet najmniejsze mięśni. Ledwo co stoję teraz pod prysznicem i próbuję dojść do normalności. Jeszcze nigdy nikt nie dał mi takiego „kopa” w łóżku co Michał. Nigdy jeszcze nie byłam tak wyczerpana po seksie, bo jeszcze nigdy nie przeżyłam takiego intensywnego... Od dawna uważałam, ze to Tomek jest nieziemski w tych sprawach, ale Michał... On jest jeszcze lepszy...

Moje mięśnie odpoczęły trochę pod wpływem gorącej wody. Zawinęłam się w biały ręcznik i wyszłam z łazienki. Na dworze nie ma już żadnych śladów nocnej ulewy... Aż dziwne, że to wszystko spłynęło łódzką kanalizacją, ale jest już dwunasta, mogłam nie widzieć wszystkiego... Ale za to na moim ciele przybyło trochę zadrapań i drobnych zaczerwień. Michał zostawił po sobie oczywiście jeszcze malinkę na mojej szyi.

Nasze ubrania walają się po całym salonie i korytarzu. Weszłam do kuchni, włączyłam wodę na kawę i zajrzałam do lodówki. Niestety była totalnie pusta. Dopiero w szafce znalazłam jakieś stare płatki owsiane, zaczęłam je więc jeść. Usiadłam sobie na stole i obserwowałam krajobraz za oknem. Nagle na swojej talii poczułam jego, oplatające mnie ręce, a oddech na karku.

- Dzień dobry, piękna – pocałował mnie w okolice ucha, mówiąc dalej bardzo zachrypniętym głosem – Jak się spało?
- Spało? Powiem, że dobrze.
- Myślałem, że już cię więcej nie zobaczę,że już cię tu nie będzie, że uciekniesz z samego rana...
- Jak widzisz, jeszcze tu jestem... Ale to jeszcze tylko przez chwilę... Dopijam kawę, ubieram się i już mnie nie ma...
- Co? - obrócił mnie w swoją stronę - Tak po prostu teraz wyjdziesz?
- A dlaczego nie?
- Przecież... A to co było w nocy? To nie ma dla ciebie znaczenia?
- A co było...? Pieprzyliśmy się? Dla mnie to tylko dobry seks...
- Tylko?! To dla ciebie było tylko zwykłe pieprzenie!? Do cholery jasnej, dziewczyno, ja nie wiem o tobie nic, a mam ochotę już nigdy cię z ramion nie wypuścić... Ja... A zresztą to rób co chcesz... Nie obchodzi mnie to... Idę teraz pod prysznic, ale jak tu wrócę, to mam nadzieją, ze cię już tu nie będzie...

Jego słowa bardzo mnie zabolały... Bolały bardziej niż ciało... Był taki oschły, obojętny... Poczułam się jak dziwka, która wykonała swoje zadanie i może już wracać do siebie... Spełniłam jego prośbę... Nie wypijając nawet kawy do końca, pozbierałam swoje ubrania, założyłam na siebie sukienkę, a w ręce kurtkę szpilki i torebkę i wyszłam nawet nie trzaskając drzwiami... Jego słowa, mimo że w ogóle go nie znam bolą bardziej niż wszystkie kłótnie z Tomkiem razem wzięte.

Wyszłam z kamienicy i kompletnie nie wiedząc gdzie dokładnie jestem, bo w nocy idąc tu nie zwracałam uwagi na szczegóły drogi, zaczęłam po prostu iść przed siebie, nie zakładając butów, w których i tak nie miałabym siły iść... Nie zwracam uwagi na mijających mnie przechodniów, tak jak i oni nie zwracają uwagi na młodą dziewczynę przeciętnej urody, bez grama makijażu na twarzy, w pogniecionej sukience, potarganych jeszcze mokrych włosach, idącej na dodatek boso... Ironia losu bo ta dziewczyna to słynna aktorka... Ta dziewczyna to Weronika Wojciechowska... Ta dziewczyna to ja...

Dotarłam do jakiegoś parku... Wszędzie zakochane pary, korzystające z wiosennego słońca, dzieciaki biegające za piłką czy staruszkowie trzymający się za ręce... Zobaczyłam mały staw, w którym pływały kaczki... Usiadłam nad jego brzegiem, zastanawiając się nad popapranym życiem... Nagle poczułam wielką chęć, żeby wejść do tego pieprzonego stawu i nigdy z niego już nie wyjść... Żeby tu zginąć, spocząć już na zawsze na dnie i się od niego nie odbić...

Po chwila zdałam sobie jednak sprawę, że nie warto zawracać sobie myśli jakimś chłoptasiem, którego już nigdy nie spotkam... Lecz to nie było takie łatwe... Dotarłam do postoju taksówek, zamówiłam jedną i pojechałam do mieszkania Agi... Tam nikt nie pytał co się stało, jak było...? Pozwolili mi w spokoju spać, przynajmniej myśleli, że śpię... Ja nie spałam... Cały czas płakałam... Przepłakałam cały dzień przez chłopaka, z którym spędziłam wspaniałe chwile, a wiedziałam o nim tylko to, jak ma na imię... Michał...
Koniec
**********************
No to się stało. Jedni na początku miło spędzają czas, inni się do czegoś przekonują. Potem kłutnia i  i czar pryska. Czy zagości na dłużej?
Dziękuję Wam za komnetarze i wyświetlenia. Nauki coraz więcej, ale jeszcze jakoś sobie radzę.
Pozdrawiam serdecznie,
Dzuzeppe

piątek, 1 marca 2013

Rozdział 5



Weronika

Mieszkanie mieści się chyba w jakiejś starej zabytkowej kamienicy. Są w nim bardzo wysoko sufity. Michał mimo swojego nieprzeciętnego wzrostu nie musi się martwić o swoją głowę. Jest urządzone raczej w stylu przedwojennym niż nowoczesnym. Urzekło mnie to...

Gdy tylko weszliśmy do środka poczułam się tu jak u mojej babci. Taki sam wystrój, podobne meble, ściany, podłoga... Ta skrzypiąca podłoga, która wydaje z siebie dźwięki nawet przy najdrobniejszym ruchu... W tym mieszkaniu czuje się, że są jeszcze miejsca łączące przeszłość, wspomnienia z teraźniejszością i problemami...

Od razu widać, że Michał nie mieszka tu na stałe... Jest tu po prostu za czysto, a on nie wygląda na pedanta, wręcz przeciwnie. Wygląda na takiego co nie dba o nic... No może poza strojem... Jest ubrany ciemną koszulę i zwykłe dżinsy, ale... Jest tak cholernie przystojny...

Zaproponował jakieś wino... Przystałam na jego propozycję...

- To twoje mieszkanie? - zapytałam gdy podał mi lampkę z trunkiem.
- Teraz już tak... Ale jak zapewne widzisz nie mieszkam tu... - podszedł do regału z płytami, wybrał jakąś i włączył ją. Była to wolna muzyka... - To mieszkanie należało kiedyś do mojej babci, ale kiedy zaczęła chorować, to przeniosła się do moich rodziców, do Bydgoszczy... A je przekazała mnie...
- Jest naprawdę piękne... Ma taki swój klimat... - podeszłam do regału z najróżniejszymi książkami – To dziwne, ale czuję się tu jak u mojej babci...
- Jak mam czas to spędzam go właśnie tu... Przyjeżdżam tu jak mi coś nie idzie... Będąc tu czuję jakbym żył jeszcze przed wojną... - podszedł bardzo blisko do mnie od tyłu – Posłuchaj... Te piosenki... One w tym mieszkaniu brzmią zupełnie inaczej... Nabierają klimatu... Łapią duszę... Po prostu stają się magiczne... - mówił mi prosto do ucha, przylegając do mojego ciała – Zatańczymy – kiwnęłam głową – Tutaj czuję jakby zatrzymał się czas – zaczął obejmować moje ciało – Jakby wszystko inne traciło swój sens... - lekko pocałował moje usta – Ja nawet nie wiem dlaczego cię tu przyprowadziłem – jego usta zeszły na moje policzki – To co powiem... zabrzmi... bardzo głupio... ale... ale jesteś pierwszą... pierwszą kobietą... którą... którą tu... tu przyprowadziłem – mówił pomiędzy pocałunkami na mojej szyi, zostawiając tam mokre ślady – Jesteś wyjątkowa...

Powoli jego ręce zaczęły buszować po moim ciele, sprawiając mi tym ogromną przyjemność... Ciągnął mnie za długie włosy, próbując wyplątać z nich swoje palce...Dalej tańczyliśmy, ale nie był to już od dawna zwykły, niewinny taniec... Kołysząc się w rytm muzyki tuczyliśmy wojnę między naszymi językami... Nasze ręce bardzo szybko błądziły po naszych spragnionych dotyku ciałach...

- Ała... - krzyknęłam nagle, gdy Michał łapczywie wbił swoje palce w moje pośladki... Ale nie zrobiło to na nim jakiegokolwiek wrażenia. Po prostu uśmiechnął się chytrze i gwałtownie wpił swoje usta w moje, mocno trzymając mnie w swoich silnych ramionach...

Pchnął mnie na biblioteczkę, z której pospadały niektóre z ustawionych tam książek. Nie zwracając na nie uwagi przywarł do mojego ciała, tak że półki zaczęły wbijać się we mnie. Powoli jedną ręką podniósł do góry moją prawą nogę i zaczął pieścić ją dłonią, wkradając się powoli pod sukienkę, dotykając jej na wysokości kończenia się mojej pończochy. Gdy tylko wyczuł, że mam je na sobie znowu uśmiechnął się, mając zamknięte oczy.

- Dlaczego jesteś taka idealna?... Dlaczego nie umiem Ci się oprzeć?... - mówił całując zagłębienie mojej szyi.
- Taka już jestem... Podobno wyjątkowa... - odpowiedziałam, palcami próbując rozpiąć guziki od jego koszuli.

Ten mężczyzna... Dlaczego mnie tak kurewsko pociąga? Dlaczego nie umiem mu odmówić, gdy całuje mnie namiętnie w usta? Dlaczego pozwalam mu na podniesienie do góry również mojej drugiej nogi? Dlaczego nie opieram się aby trzymał mnie pod pośladkami? Dlaczego pozwalam wziąć się mu na ręce? Dlaczego pozwalam aby kierował się w stronę sypialni? Dlaczego nie mogę zaprzestać zsuwania z jego umięśnionych ramion koszuli? Dlaczego...

Sypialnia jest utrzymana w takim stylu co reszta mieszkanie. Jedyną rzeczą, która się wyróżnia to wielkie, zajmujące prawie całe pomieszczenie łóżko. Całe pomieszczenie oświetla tylko jedna, mała lampka, która nadaje intymności.

Michał postawił mnie na środku pokoju tyłem do siebie. Jednocześnie jedną ręką próbuje znaleźć suwak od sukienki, drugą pieści przez materiał moje piersi, a oddechem i pocałunkami drażni mój kark i szyję. W końcu udało mu się znaleźć ten pieprzony suwak i rozsunąć sukienkę. Powoli obrócił mnie przodem w swoją stronę. Patrząc w moje oczy delikatnie położył swoje dłonie na moich ramionach i powoli zaczął opuszczać je w dół, powodując, że sukienka również swobodnie opadła. Zostałam w samej bieliźnie, pończochach i szpilkach nadal stojąc w bezruchu. W oczach Michała zobaczyłam uwielbienie nad moją cielesnością. Nad moim naturalnym pięknem...

- Jesteś taka idealna – powiedział, obejmując mnie w tali

Powoli zbliżył swoją twarz do mojej i pocałował namiętnie. Lekko popchnął mnie w stronę łóżka. Ja wreszcie mogłam zająć się paskiem od jego spodni. Jego ręce... One prawie parzyły przy każdym dotyku, którym pieścił moje ciało. Jeszcze nigdy nikt tak na mnie nie działał jak on. Jeszcze nigdy nie płonęłam pod dotykiem jakiegokolwiek mężczyzny...

Znowu popchnął mnie ale tym razem mocno tak, że upadłam na łóżko. Sam szybko pozbył się swoich spodni i dołączył do mnie. Mocno przygwoździł mnie do materacu, kładąc się na mnie. Wcale nie było mi niewygodnie z tego powodu, że waży sporo więcej. Wręcz przeciwnie... To uczucie jak przylega do mnie całym ciałem, jak leży na mnie i wgniata mnie w materac... To jest zajebiście przyjemne...

Powoli zaczął jednak się prostować na łokciach i z pewnej wysokości kąsać moje rozpalone ciało. Moje ręce natomiast zaczęły błądzić po jego nagich, umięśnionych i cholernie seksownych plecach. Schodził coraz niżej nie zdejmując za mnie bielizny, a zostawiając mokre ślady na moim ciele...

Dotarł do moich stóp, próbując ściągnąć z nich moje czarne ukochane szpilki

- Nigdy nie zrozumiem kobiet... Po co ci takie wysokie szpilki... przecież jesteś wysoka...
- Jak widzisz przy tobie nawet one nie pomagają... Po prostu chcę się wyróżniać... Dzięki nim czuję się bardziej zmysłowo, kobieco... Chyba nie powiesz mi, że gdybyś miał do wyboru dwie dziewczyny, jedną w szpilkach, a drugą w butach na płaskim obcasie to...
- Masz całkowitą racje kotku, wybrałbym tą w obcasach, ale zamknij się już...

Uciszył mnie tym, czym mógł najlepiej. Uciszył mnie pocałunkiem. Jednym gwałtownym ruchem pozbył się mojego obuwia, rzucając je daleko za siebie... To samo chwile później stało się z moją francuską czarną koronkowa bielizną... Jedyne czego za mnie nie zdjął to pończochy...

Ponownie przywarł swoimi ustami do moich, by już po chwili zacząć kierować się w dół... Mocno przyssał się do mojej wygiętej szyi... Całował, gniótł, podgryzał moje piersi... Zostawił mokre ślady na moim brzuchu i podbrzuszu... Całował wewnętrzną część ud... Wreszcie dotarł do najczulszego miejsca na moim ciele.

Tam zagościł najdłużej. Wiłam się i głośno jęczałam z dawanej mi przez niego przyjemności. Próbowałam mu się nawet jakoś wyrwać, ale chwycił mnie mocno za biodra, uniemożliwiając mi jakikolwiek ruch. Jeszcze nikt nigdy nie dał mi tyle przyjemności samą grą wstępną co Michał. W kulminacyjnym dla siebie momencie złapałam go mocno za włosy i pociągnęłam do góry. Zapragnęłam go po prostu pocałować.

Teraz to ja przejęłam inicjatywę. Będąc na górze siedziałam na nim okrakiem. Nadal zachłannie całowaliśmy się. Nie zaprzestając pocałunków, zaczęłam schodzić coraz to niżej. Pieściłam jego gładką klatkę piersiową, zeszłam na umięśniony brzuch, potem za podbrzusze...

Patrząc w jego niebieskie oczy, drażniłam się z nim, wodząc palcami po napisie na górnym pasku jego granatowych bokserek. Prowokująco oblizałam wargi i postanowiłam przestać go zwodzić i dać mu wreszcie przyjemność. Uważnie śledził każdy mój ruch, patrząc w moje oczy i bawiąc się moimi włosami...

Po chwili to znowu on przejął inicjatywę. Przywarł mnie ciężarem swojego ciała do łóżka, lekko całując w usta. Na zewnątrz rozpętała się burza. Usłyszeliśmy, że gdzieś w oddali uderzył piorun, na parkingu, w którymś z aut włączył się alarm, a Michał jednym stanowczym ruchem wszedł we mnie. Głośno jęknęłam... Bynajmniej nie z bólu... Przestało przeszkadzać nam to, że za oknami głośno pada deszcz, że jest trzecia w nocy. Dla nas liczymy się tylko my sami. Przestało istnieć wszystko inne...

Przez cały czas patrzy się prosto w moje oczy, mieszając mocne pchnięcia bioder z tymi wolniejszymi, bardziej czułymi i zmysłowymi... Wie co robić, aby sprawić mi nieziemską przyjemność... Zaczęłam jęczeć mu do ucha jak mi dobrze, on natomiast przygryzał skórę na mojej wygiętej z rozkoszy szyi...

Po chwili przekręcił się na plecy, wciągając mnie na siebie. Pozwolił mi go wykorzystać, aby sprawić sobie samej przyjemność, co jednocześnie sprawi ją również jemu... Więc zaczęłam szaleć... Coraz to głośniej jęczeć, prawie krzyczeć z rozkoszy...

Znowu to Michał był na górze, przygniatając mnie swoim ciałem. Kochaliśmy się patrząc sobie głęboko w po przymykane z rozkoszy oczy... W kulminacyjnym momencie mocno chwycił moją twarz w swoje dłonie i zaczął całować namiętnie. Mimo że cały czas czułam jego usta na swoich nie potrafiłam stłumić swoich jęków. Oboje zaczęliśmy drżeć. Michał po raz ostatni pchnął rytmicznie biodra do przodu i … doszedł, sprawiając mi tym niesamowita przyjemność. Ostatni raz pocałował mnie w usta i położył się obok, przyciągając mnie do siebie...

- Dziękuję... Jesteś wyjątkowa... - wyszeptał zachrypniętym i zmęczonym głosem.

Pocałował jeszcze raz moje nagie ramie i naciągnął na nas oboje pościel. Szybko udaliśmy się w ramiona Morfeusza...

'' Chyba mógłbym się w tobie zakochać – pomyślał on...
Chyba mogłabym się w tobie zakochać – pomyślała ona...
I w podświadomości byli już małżeństwem... ''

Koniec
****************************
Rozdział dedykowany J... :*
Dzisiaj trochę krócej. Nie wiem czy ten rozdział jest OK. Pisałam go, mając około 38 stopni goraczki, więc jak przesadziłam, to chcę poznać Waszą opinię. Znowu byłam na na zawodach. Zajęłam czwarte miejsce w mistrzostwach powiatu i dostałam nawet dyplom. Ogólnie nie jest źle. Postaram się nadrobić zaległości u Was. Dziękuję za 660 wyświetneń (na tę chwilę) :D
Pozdrawiam,
Dzuzeppe