sobota, 13 kwietnia 2013

Rozdział 12



Mariusz

Dziś zaczynam zgrupowanie w Spale. Sam nie wiem, co jeszcze trzyma mnie w tak dobrej formie, że dostałem takie wyróżnienie. Z Wielunia na miejsce zawozi mnie tata. Oboje jesteśmy cicho. To zdarza się rzadko, ale chyba każdy z nas nie ma ochoty na rozmowę. Coś czuję, że chyba się z mamą pokłócił. Nie powiedzieli mi o tym w prost, ale będąc w domu zauważyłem jakąś barierę w ich zachowaniu. Teraz tata skupia się na drodze, a ja odpoczywam, słuchając muzyki przez słuchawki.

Gdybym tylko mógł, to zaszyłbym się gdzieś daleko, gdzie nikt by mnie nie znalazł i nie wychodził stamtąd. Chcę od tego całego zgiełku odpocząć, chcę pobyć chwilę sam. Chcę poukładać swoje życie, uczucia. W moim sercu od dawna jest już tylko i wyłącznie pustka. Nie ma w nim miejsca na uczucie do jakiejkolwiek dziewczyny.

Jeszcze kilka miesięcy temu moje serce było szczęśliwe, było wypełnione tym, co czułem do Ewy. Ona już za miesiąc wychodzi za mąż, a nasze relacje są czysto przyjacielskie. Zrozumiałem, że ja również pomyliłem uczucia. Wiem, że teraz ona jest szczęśliwa, szczęśliwa z Markiem. W pewien sposób ja też jestem szczęśliwy. Cieszę się, że ułożyła sobie życie z kimś, kogo kocha naprawdę, że nie musi przy nim niczego udawać.

Ciekawe czy i ja kiedyś znajdę kogoś takie, przy kim niczego nie będę udawać. Kogoś, kto odmieni moje życie. Kogoś, kto będzie ze mną już na zawsze. Kogoś, kto pokocha mnie bezgranicznie. Kogoś, kto polubi moje wady i postara się je ukryć. Kogoś, kogo ja pokocham całym sercem.

Może kiedyś ktoś taki pojawi się w moim życiu, ale na pewno nie teraz. Teraz moim najważniejszym priorytetem jest wykorzystanie swojej szansy i zdobycie medalu. Tata zaparkował właśnie samochód. Wysiedliśmy, wyjęliśmy moje walizki i zaczęliśmy się żegnać.

- No to powodzenia synku. Przygotujcie się tam dobrze, żebyście ten wymarzony medal zdobyli. Jestem z ciebie ogromnie dumny. Postaraj się o ten medal. Wiesz, jak by mi przyszło mieć w domu medalistę MŚ, to byłby dla mnie wielki zaszczyt.
- Dzięki tato... Pogadaj z mamą. Wiem, że coś jest nie tak. Widzę przecież to, jak się zachowujecie. I uściskaj ją jeszcze ode mnie.
- Mariusz, ty to chyba wszystko zauważysz. Pogadam, nie martw się niczym. Powodzenie raz jeszcze i do zobaczenia.

Pokój, jaki mi i Michałowi przydzielili na to zgrupowanie jest nawet fajny. Przestronny, na parterze, z wygodnymi łóżkami. Będzie fajnie. Aż dziwne, że jeszcze go tu nie ma. Przeważnie to on był pierwszy i zajmował wszystkie szafki, bo tyle ubrań tu nazwoził. Teraz przynajmniej mogę spokojnie rozpakować wszystkie swoje rzeczy.

Podchodzę do okna i zerkam na widok na zewnątrz. Pod ośrodek podjechał bus POLSATU. Dobrze, że to jednak oni dostali pozwolenie na realizowanie materiałów na tych mistrzostwach. Mają najlepszych ludzi, którzy znają się na swojej pracy, a dodatkowo mają bzika na punkcie siatkówki. To aż miłe, że w naszym kraju są jeszcze takie osoby. Ciekawe kto w tym roku będzie tu z nami.

Marcin

Moje życie wreszcie wraca do normy. Od miesiąca znowu gram na normalnym poziomie w podstawowej „Jedenastce”.Moja Forma wreszcie wróciła do poziomu sprzed kontuzji, po której zresztą nie ma już śladu. Wczoraj strzeliłem Pierwszą bramkę od tego feralnego momentu. Jest wyjątkowa, bo dała zwycięstwo całej drużynie.

Wszyscy graliśmy na bardzo wysokim poziomie. Największe gratulacje należą się naszemu bramkarzowi, który wyczyniał cuda na linii bramkowej. Mimo że to właśnie je wbiłem piłkę do siatki, ten gol powinien być zaliczony każdemu zawodnikowi z osobna. Gdy piłka była już w bramce zacząłem cieszyć się jak małe dziecko. Pobiegłem do naszych kibiców, ukazując im napis na mojej podkoszulce specjalnie na tę okazję.
„Aguś, kocham Cię !!!”
Tym gestem uciąłem wszystkie spekulacje na temat moich domniemanych związków. Kilka dni temu dostałem powołanie na mecz reprezentacji, na które poniekąd właśnie lecę. Jeszcze tylko godzina i będę już w Warszawie. Mam jeszcze jeden dzień wolny na spotkanie się z Agą i rodzicami.

Wychodzę z lotniska i widzę biegnącą w moim kierunku moją dziewczynę. Puszczam walizkę i biorę ją na ręce, kręcąc się wokoło. Trzymam ją mocno pod pośladkami, a ona całuje mnie zachłannie.

- Tęskniłam – mówi, gdy stoi już na ziemi – Kocham Cię...
- Ja bardziej... Jedźmy już. Mamy mało czasu, a chcę się Tobą nacieszyć. - chwyciłem jej dłoń i udaliśmy się do samochodu. Aga prowadziła,a ja troszeczkę się zdrzemnąłem.
- Marcin... Wstawaj... Jesteśmy na miejscu...
- Tak? Już... U ciebie czy na osiedlu rodziców?
- U twoich rodziców. Twoja mama zaprosiła nas na obiad. Moi rodzice też mają być.
- To chodźmy... Muszę jeszcze prysznic wziąć i się przebrać.
- No ja też... Dlatego ty idziesz do swoich, a ja do swoich i spotykamy się za dwie godziny.
- A ja myślałem, że spędzimy ten czas razem...
- Obiecuję, że cały wieczór mam zarezerwowany tylko dla ciebie.

Wysiadłem z samochodu, pożegnałem się z Aga i spokojnie wszedłem do domu. Z kuchni od razu wyskoczyła mama i mocno mnie przytuliła.

- Marcinku, jak ja ciebie dawno nie widziałam. Schudnąłeś... Chodź, zrobię ci jakieś kanapki na szybko.
- Mamo... No dobrze zrób te kanapki, ale najpierw pójdę pod prysznic.

Tak jak powiedziałem, tak też zrobiłem. Nie ma chyba osoby, która robi lepsze kanapki niż mama. Dodatkowo w całym domu unosi się smakowity zapach tych wszystkich prze pyszności, których nie pozwala nawet dotknąć. Zaraz po mnie do domu wrócił tata z naprawdę dobrym jakościowo winem. Mama zaleciła nam przygotowanie stołu na obiad.

- Marcin, gratuluje powołania. Mam nadzieję, że wreszcie dostaniesz swoją szansę i pokażesz to, co umiesz naprawdę.
- Też mam taką nadzieję, tato.
- Powiedz mi lepiej, jak tam układa się między tobą, ą Agusią. Ty w Londynie, ona tu...
- Nie jest łatwo, ale dajemy radę. Codziennie po kilka razy dzwonimy do siebie, czy rozmawiamy przez Skype. Tato, nawet nie wiesz jak za nią tam tęsknie, jak ja kocham... Z drugiej jednak strony dopiero teraz czuję się naprawdę szczęśliwy... Wiem, że mam po co żyć... Jestem zakochany po uszy...
- Widzę synu, że teraz dopiero jesteś gotowy na ten związek...
- Tato, o czym ty mówisz?
- Wiedziałem o tym, że w przeszłości byliście już kiedyś razem. Wiem też o całej historii Waszego rozstania.
- Ale skąd? Przecież nikt nie wiedział.
- Synku, ojcowie wiedzą wszystko o swoich dzieciach – uśmiechnął się chytrze.
- Ale to pan Darek też o wszystkim wie?
- Obaj wiedzieliśmy od samego początku. Natrudziliście się, żebyśmy Was nie znaleźli, ale jakoś dawaliśmy rade i pilnowaliśmy... – urwał, bo do salonu weszła mama.
- O widzę, że już wszystko ładnie przygotowaliście – uśmiechnęła się uroczo.
- Widzisz jacy my zdolni jesteśmy... Pięknie wyglądasz kochanie.
- Dziękuje - odpowiedziała lekko zarumieniona.
- To ja idę się przebrać. Mamo, wyglądasz oszałamiająco.

Lena

Czemu to wszystko jest takie trudne? Dlaczego znowu kłócę się z rodzicami? Dlaczego zamiast siedzieć w domu i się uczyć, to bunkruję się w Łodzi u Michała w mieszkaniu. Dobrze, że pozwolił mi tu mieszkać na czas jego zgrupowania. Nawet nie mogliśmy ze sobą porozmawiać, bo dał mi tylko klucze powiedział „cześć” i już go nie było.

Ostatnio nie mam się nawet to kogo odezwać. Nie mam przyjaciół, chłopaka. Jedyną odskocznią od rzeczywistości jest muzyka. To dzięki niej i Michałowi jeszcze się nie stoczyłam. Nikt z mojego otoczenia nie wie, że śpiewam. Nikt nawet nie przypuszcza, że prawie przez dwa lata występowałam w zespole. Teraz pracuję solowo.

Nikt nie przypuszcza nawet, że piosenkarka, która solowo zadebiutowała rok temu, a jej debiutancka płyta odniosła ogromny sukces nie tylko w kraju, ale za pomocą Internetu, także na świecie, znana pod pseudonimem Lena, to ja, siostra znanego na całym świcie siatkarza – Michała Winiarskiego. Dlaczego postanowiłam ukrywać swoją prawdziwą osobowość przed całym światem, mediami i fanami? Może dlatego, że nie chciałam, żeby moje życie wyglądało, tak jak wygląda Michała?

Chciałam prywatnie pozostać Leną Winiarską. Nie chciałam by mówiono o mnie, że korzystam ze sławy brata. Chciałam pracować sama na swój sukces. Chciałam normalnie chodzić na uczelnie czy wychodzić z kimś do klubu bez sznurka dziennikarzy za sobą. To dla tego wszystkiego, dla mojej wolności, zdecydowałam się nawet na występy w blond peruce. Dzięki temu wszystkiemu pozostałam sobą, a nie stałam się samolubną i naburmuszoną gwiazdeczką, która zrobiła karierę dzięki komuś.

Ostatnie nawet z nikim już nie rozmawiam. Tak bardzo chciałabym mieć kogoś, kto by mnie kochał, chronił przed całym światem. Kogoś, kto nie kochałby mnie za coś, tylko za nic. Kogoś, dla kogo byłabym najpiękniejsza, najcudowniejsza, najzabawniejszą, najinteligentniejszą kobietę na ziemi. Kogoś, dla kogo byłabym jednocześnie przyjacielem, kumplem i spokrewnioną duszą. Kogoś takiego, jak mój tata jeszcze kilka lat temu.

Od tej sierpniowej nocy nigdzie nie wychodzę sama. Całe dnie poświęcam nauce i muzyce. Pracuje właśnie nad materiałem na drugą płytę. Cholernie tęsknie za Michałem, że nawet napisałam o tym piosenkę. Brakuje mi go.

Mam ochotę z kimś pogadać, wyżalić się mu. W Łodzi nie znam nikogo oprócz Pawła. To dzięki jemu ten facet nic mi nie zrobił. Potem jeszcze się mną zaopiekował. Może będzie miał ochotę na spotkanie. Dobrze, że dał mi swój numer, który właśnie teraz wybieram.

- Tak, słucham – zrobiło mi się głupio, że zadzwoniłam – Słucham...
- Hej, z tej strony Lena. Pamiętasz mnie jeszcze?
- Takich oczu nigdy nie zapomnę. Co tam słychać?
- A nic ciekawego. Jestem właśnie w Łodzi u Michał, ale nie ma go i trochę się nudzę. Nie chciałbyś się może spotkać w weekend?
- Jesteś w Łodzi? Jasne, że chcę. Już się piątku nie mogą doczekać.
- Strasznie się cieszę, że się spotkamy. To do zobaczenia.

Weronika

Sama nie wiem, czy ten cały wyjazd razem to dobry pomysł. Mogłam przecież teraz siedzieć sobie w Łodzi u rodziców. Przynajmniej nie stresowałabym się tak, jak teraz siedząc w jego samochodzie. Czuję się, jakby każda myśl wierciła mi w mózgu, powodując jeszcze większe niezdecydowanie.

Na dworze mimo że mamy dopiero połowę listopada pogoda prawie zimowa. Tylko czekać, aż spadnie śnieg. Drzewa wyglądają smutno tak bez liści i jeszcze bez śniegu. Tajnie, że chociaż słońce jeszcze świeci. Michał zamyka bagażnik i wsiada do pojazdu.

- Mam złe przeczucia. Ja nie mogę z tobą jechać. Najlepiej będzie jak odwieziesz mnie teraz do rodziców.
- Weronika, nie po to wczoraj po kryjomu cię tam zawoziłem, żeby teraz cię tam odwieść. A nawet gdybym to zrobił, to co byś im teraz powiedziała?
- Że... Oj wymyśliłabym coś
- Weronika, proszę... Jedź tam ze mną i pozwól mi się lepiej poznać. Jeśli już na miejscu nie będziesz mogła ze mną wytrzymać, to wtedy od razu Cię odwiozę, ale proszę, daj mi... Daj nam szansę.
- No... No dobrze, ale pamiętaj o tym, co przed chwilą powiedziałeś.
- Nic się nie martw, pamięć mam jeszcze dobrą – uśmiechnął się.

No i pojechaliśmy. Jadąc słuchaliśmy piosenek Metalicy, które obojgu nam bardzo przypadły do gustu. Nie sądziłam nawet, że możemy mieć podobne zainteresowania muzyczne.

„Tego co czułem,
Tego co znałem,
Nigdy nie ujawniałem w tym co okazywałem.
Nigdy naprawdę wolny,
Nigdy naprawdę sobą,
Więc uznaję to za niewybaczalne” - „The unforgiven”

Zastanawiałam się co przyniesie mi ten wyjazd. Co przyniesię mi i Michałowi. Czy dzięki tym dwóm tygodniom w Spale uda mi się podjąc wreszcie tą jedną z najważniejszych decyzję w moim życiu? Czy cokolwiek się zmieni?

************************

Wróciłam :)
Wszystko już z moim sprzętem dobrze. Nie wiem co napisać o rozdziale, bo jakoś nic mi nie przychodzi do głowy. Postaram się jeszcze dziś nadrobić wszystkie zaległości u Was. Dziękuję, że mimo tego, że nic się tu nie pojawiało przez dwa tygodnie nadal tu wchodziłyście :* Chciałabym zaprosić również na coś nowego pisanego z Maniek, gdzie pojawił się już drugi rozdział.
Pozdrawiam,
Dzuzeppe

sobota, 6 kwietnia 2013

WAŻNE!

Cześć wszystkim!
Z powodów technicznych (czyt. komputer odmówił posłuszeństwa) nie będzie rozdziałów na blogu, przez co najmniej 2 tygodnie! Naprawdę strasznie mi przykro :( Tylko co ja na to mogę poradzić...
Pozdrawiam was ciepło, trzymajcie się! :) Dzuzeppe :]

piątek, 29 marca 2013

Rozdział 11


Weronika

Moje życie wygląda teraz jak w brazylijskim tasiemcu. Oficjalnie nadal jestem z Tomkiem. Udaję, że jestem z nim szczęśliwa,ale chyba domyśla się, że coś ukrywam. A mianowicie to ukrywam to, że w wolnych chwilach spotykam się z Michałem, który wie, że na razie jest tylko na drugim miejscu. Czasami czuję, że gram w jakimś serialu i, ze niedługo wszystko się skończy.

Do Tomka czuje się przywiązana. Nie kocham go, ale dzięki byciu jego dziewczyną mam spokój ze strony dziennikarzy, nie piszą o nas codziennie w brukowcach, nie lądujemy na pierwszych stronach gazet. Ale Michał... On jest taki całkowicie inny od mojego chłopaka... Jest taki spontaniczny, romantyczny, zabawny... Nie potrafię się mu oprzeć. Nie potrafię tego zatrzymać.

W wrześniu w dniu swoich urodzin, wiedząc, że jestem w Łodzi sama w domu, przyjechał po mnie i zabrał na piknik. Wtedy jeszcze nie wiedziałam o jego urodzinach. Nie miałam dla niego prezentu, a on na to, że najlepszym prezentem jaki dostał, jest moja obecność w tym dniu z nim, że może spędzić ten dzień ze mną.

Było naprawdę wspaniale. Nie spodziewałam się, że jestem aż tak dla niego ważna, że zamiast świętować z rodziną, był ze mną. Dużo ze sobą rozmawialiśmy, żartowaliśmy. Wieczorem oglądaliśmy zachód Słońca nad zbiornikiem Sulejowskim, siedząc na kocu przytulenie do siebie. Ta chwila byłą taka magiczna. Czułam się taka bezpieczna, spokojna o wszystko, niczego się nie bałam, bo wiedziałam, że jest przy mnie, że mnie obroni. Przy Tomku nigdy tak nie było...

Właśnie on... Bierze teraz prysznic, a ja leżę już w łóżku. Po chwili był już przy mnie. Włączył laptopa i pogrążył się w otchłani Internetu. Zajęłam się czytaniem książki, którą niedawno dostałam od Agi. Podobno jest bardzo dobra. Sama już ją przeczytała i od razu mi ją poleciła. Niestety dziś to chyba ja już jej nie przeczytam. Tomek odłożył laptopa na stolik i zaczął całować moje nagie ramię. Nie reagowałam. Jego ręka wtargnęła pod moją koszulkę do spania. Pocałunki przeniósł na mój biust.

- Tomek przestań, nie mam ochoty.
- Ale ja postaram Ci tej ochoty dodać – wymruczał mi do ucha.
- Przestań...
- Przecież wiem, że masz na to taką samą ochotę co ja... Nie udawaj niewiniątka.
- Zrozum nie mam ochoty – próbowałam jakoś go z ciebie zepchnąć, ale nie dawałam rady – Tomek, przestań!!! – zebrałam się w sobie i jakoś dałam mu radę, wstałam z łóżka.
- Co się taką cnotką ostatnio zrobiłaś! Od miesięcy się nie kochaliśmy! Myślisz, że ja nie mam swoich potrzeb! Chodź tu w tej chwili! – złapał mnie za rękę i pociągnął w swoją stronę.
- Zostaw!!! – drugą ręką uderzyłam go w policzek – Nigdy więcej mnie nie dotykaj!!! – szybko usiekłam do łazienki, zabierając ze sobą telefon.
- Weronika, wracaj tu!!! – krzyczał z sypialni, by już po chwili szarpać za klamkę – Weronika, otwórz te cholerne drzwi!!! – nigdy jeszcze nie słyszałam, żeby tak głośno krzyczał. Po chwili jednak złagodniał – Weronika, nie przesadzaj no... Wyjdź... Proszę... Nie rób scen – nie odzywałam się – Wyłaź no... Do jasnej cholery, Weronika wychodź, albo wyważę te pieprzone drzwi!!! Liczę do trzech... raz... dwa... Weronika... trzy... Otwórz!!!
- Nie mam zamiaru! Zostaw mnie w spokoju!
- A żebyś wiedziała, ze cię zostawię! Nie będę tu stał całą noc! Jak ci się znudzi to wyjdziesz. Dla mnie możesz tam siedzieć nawet całą noc!

Usłyszałam, że już poszedł. Sama nawet nie miałam ochoty stąd wychodzić. Rozpłakałam się. Pierwszy raz do kwietnia. Pierwszy raz płakałam przez Tomka. Oparłam się o ścianę i osunęłam się po niej w dół. Płakałam rozmyślając nad moim życiem. Ca ja takiego złego zrobiłam, że tak dostaję po tyłku. Chcę być teraz przy Michale, chcę żeby mnie do siebie tulił, żeby całował mnie w czoło, żeby po prostu przy nim być...

Mimo, że była już prawie druga w nocy napisałam do niego.

„Michał, przyjedź po mnie. Potrzebuję Cię...”

Nie odpisywał. Jest noc, pewnie spał. Po co w ogóle do niego napisałam. Po piętnastu minutach doczekałam się jednak odpowiedzi.

„Już jadę. Podaj mi tylko dokładny adres...”

Jednak mu na mnie zależy. Kto normalny w środku nocy by się dla mnie poświęcił? Chyba tylko moja rodzina. Strasznie się ucieszyłam, odpisałam mu i poprosiłam, żeby od razu dał znać, jak będzie na osiedlu. Powinien odpoczywać, przecież mówił mi, że niedługo zaczynają zgrupowanie przed mistrzostwami.

Wyszłam z łazienki i wzięłam się za pakowanie najpotrzebniejszych rzeczy do torby. Ubrałam się i czekałam na wiadomość od niego w salonie. Po godzinie był już na miejscu. Wzięłam torbę i dokumenty, ubrałam się i wyszłam z mieszkania. Na dole na parkingu czekał już Michał. Podeszłam do niego. Rzuciłam wszystko na ziemię i mocno się w niego wtuliłam.

- Weronika, co się stało – popatrzył swoimi stalowymi tęczówkami w moje, a ja się rozpłakałam.


Aga

Lecimy właśnie z Marcinem z Polski do Londynu. Nie było łatwo przyzwyczaić się do tych częstych podróży, do mieszkanie w Anglii, ale z chłopakiem, który siedzi obok mnie wszystko jest łatwiejsze, prostsze. Wszystko powoli zaczyna się między nami układać. Mimo to nadal nie mogę się przełamać i pozwolić nam na coś więcej.

Powoli lądujemy. Tak jak zawsze chwytam jego wielką dłoń i mocno ją ściskam. Od zawsze bałam się latać. Unikałam tego jak ognia, ale przy nim nie boję się niczego. Samolot wylądował, a my razem ze wszystkimi pasażerami powoli wychodzimy z maszyny. Jeszcze tylko odprawa i odbiór bagaży i możemy jechać do mieszkania.

Po godzinie byliśmy już na miejscu i wchodziliśmy do środka. Od razu poszłam pod prysznic, a Marcin zajął się robieniem późnej kolacji. Odświeżyłam się, ubrałam czystą bieliznę, zarzuciłam na siebie szlafrok i wyszłam z balsamem do ciała w rękach. Usiadłam na kanapie i zaczęłam wcierać go w skórę.

Poczułam smakowite zapachy dochodzące z kuchni. Udałam się tam. Marcin poszedł się wykąpać, a ja zajęłam się posiłkiem. Doprawiłam go trochę lepiej niż on. Chwilę później usłyszałam skrzypnięcie paneli w salonie, a po chwili czułam już jego ręce na biodrach, a mokry jeszcze tors na plecach. Czułam, że jest bardzo podniecony. Delikatnie zsunął z mojego ramienia szlafrok, a ustami odnalazł mój kark.

- Marcin ja kolację właśnie robię...
- Dokończysz później... – odwrócił mnie przodem do siebie – Aguś...
- Ale... – zamknął mi usta pocałunkiem.

Nie zaprzestając ruchów swoimi ustami i językiem, wziął mnie na ręce. Powoli, potykając się o ściany dotarliśmy do sypialni. Delikatnie położył mnie na łóżku, jednocześnie kładąc się na mnie. Z niczym się nie spieszył. Dokładnie i z wielkim spokojem składał pocałunki na każdym milimetrze mojego ciała.

Delikatnie zdjął ze mnie bieliznę. Całował moje piersi, po chwili schodził coraz to niżej. Był spokojny, poświęcił mi wiele czasu, bym mogła się rozluźnić. Dał mi masę przyjemności, która jemu też sprawiała radość. Zaczął z powrotem kierować się w górę. Długo całowaliśmy się.

- Aga, na pewno tego chcesz?

Czy tego chcę? Kocham go nad życie, chcę spędzić z nim resztę mojego życia, mieć z nim dzieci... Jest dla mnie najważniejszy... Ja tego pragnę. Teraz już wiem, że chcę być z nim na zawsze. Kocham go.

- Chcę, bardzo chcę... Kocham Cię...
- Ja bardziej...

Pocałował mnie dość gwałtownie. Poczułam, że napiera na mnie swoją męskością, by po sekundzie być już w środku. Jęknęłam dość głośno. Nie uprawiałam seksu od prawie roku. Cały czas patrzył prosto w moje lekko przymknięte oczy. Widziałam, że się uśmiechał.

Co chwile to szeptał wprost do mojego ucha to, jak bardzo mnie kocha, jak mu ma mnie zależy, to jaka jestem piękna. Cały czas pomrukiwałam z rozkoszy. Nie robił nic nadzwyczajnego, po prostu spełniał swój męki obowiązek, a ja cała byłam przepełniona przyjemnością, jaką mi dawał. Na zmianę poruszał biodrami rytmicznie w przód i tył, raz szybciej, raz wolniej. Wiedział co robić by i mi i jemu było dobrze.

Wciągnął mnie na siebie, kładąc swoje dłonie na moich pośladkach.
Bardzo mi się taka sytuacja spodobała. Pieścił moje piersi, talię i brzuch. Cały czas patrzył na mnie z uwielbieniem w oczach. To było takie fajne uczucie. Wtedy wiesz, że drugiej osobie mocno na tobie zależy. Wiesz, że Cię kocha.

Znowu on prowadził tym co robimy. Stał się bardziej gwałtowny, co sprawiło mi jeszcze więcej rozkoszy. Moje oczy były prawie zamknięte, a nadal widziałam, że jest uśmiechnięty. Przybliżył swoją twarz do mojej i głośno oddychał, całując zagłębienie mojej szyi. Przybliżył się jeszcze bardziej do mnie i opadł wyczerpany na moje ciało.

Oboje się uśmiechaliśmy. Byliśmy wreszcie spełnieni i szczęśliwi. Czułam, że moje serce aż rośnie z miłości. Zrozumiałam, że było to tak samo potrzebne mi jak i jemu. Czekał na ten moment pół roku, ale wiem, że dla nas obojga był wyjątkowy. Jeszcze raz mocno mnie pocałował.

Ciężko oddychając zsunął się z mojego ciała i położył się obok. Przysunęłam się do niego, kładąc głowę na jego nagiej klatce piersiowej. Jeszcze mocniej mnie do siebie przyciągnął i objął, całując w czoło.

- Kotuś... Kocham Cię – usłyszałam z jego ust, a moje serce urosło do niebotycznych rozmiarów.
- Wiem... Je tez Cię kocham.


Michał

Weronika była w strasznym stanie. Przez ponad pół drogi powrotnej do Łodzi płakała. Od razu w samochodzie powiedziała mi o tym co się wydarzyło. Co za skurwiel! On przecież prawie chciał ją zgwałcić! On nie jest mężczyzna, skoro chciał zrobić coś takiego, on jest zwykłym padalcem. Gdybym go tylko gdziekolwiek teraz spotkał to bym gnoja chyba zabił.

Zdecydowałem się, że oboje pojedziemy do Łodzi, do mojego mieszkania. Wiedziałem, że nie będzie chciała jechać do domu rodziców. Dobrze, że zasnęła, może chociaż trochę od tego, co się wydarzyło, odpocząć. Jest taka niewinna. Nie rozumiem, jak facet może zgwałcić kobietę. Przecież to jest chore. Takich ludzi się powinno z urzędu leczyć.

Wjeżdżamy powoli na ulicę, na której znajduję się moje mieszkanie. Wszędzie jest tak spokojnie i cicho. Jedynymi żywymi duszami w pobliżu jesteśmy my. Zaparkowałem samochód. Powoli zaczynam ją budzić, zaczesując kosmyki jej włosów za ucho

- Kotek... Jesteśmy na miejscu... Weronika, budzimy się...
- Co...? Już – przetarła oczy ze zmęczenie – Gdzie my jesteśmy?
- W Łodzi pod moi mieszkaniem – wyszedłem z samochodu, obszedłem go i otworzyłem drzwi Weronice – Chodź, idziemy na górę. Jest już po czwartej. Pewnie jesteś zmęczona – złapałem ją za rękę.

Z bagażnika wyjąłem jeszcze jej torbę i weszliśmy na górę. Od razu poszła się przebrać, ja w tym czasie próbował ogarnąć trochę całe mieszkanie. Przebrałem się w coś do spania. Po chwili przebrana wchodziła ze mnę do sypialni. Położyła się w łóżku, a ja usiadłem obok w fotelu.

- Michał, proszę, chodź tu do mnie – położyłem się więc obok niej, a ona od razu przytuliła się do mnie.
- Weronika, czy on na pewno nic Ci nie zrobił?
- Naprawdę nic... W porę uciekłam do łazienki...
- Dzielna dziewczyna – ucałowałem czubek jej głowy – gdybym tylko gdzieś tego gnoja spotkał, to bym mu przypierdolił...
- Michał... spokojnie... Nic mi nie jest i to jest najważniejsze... Śpijmy już – podniosła się na łokciach, pocałowała mnie z własnej woli w usta i położyła głowę na moim torsie – Dobranoc.

Oboje szybko zasnęliśmy.

„ Jesteśmy nad polskim morzem w Gdańsku na plaży. Leżymy przytuleni na kocu i obserwujemy zachód słońca. W oddali biegają nasze dzieci: sześcioletnia Oliwka oraz trzyletni Kacper. Razem próbują zbudować zamek z piasku. Wszyscy jesteśmy prze szczęśliwi. Delikatnie gładzę moją żonę po płaskim jeszcze brzuchu, który już niedługo urośnie, gdyż jest trzeci raz w ciąży. Trwają właśnie Mistrzostwa Świata w siatkówce, organizowane właśnie w Polsce. Jutro gramy w finale z Brazylijczykami. Całej reprezentacji marzy się rewanż na przegrany finał w roku dwa tysiące... „

- Michał, wstawaj. Zrobiłam śniadanie – obudziła mnie Weronika ubrana w moją koszulę w mokrych włosach.
- Czuję właśnie... Chodź tu do mnie... – wciągnąłem ją do łóżka – Cieszę się, że zadzwoniłaś – pocałowałem ją lekko – wezmę tylko prysznic i jestem do twojej dyspozycji – wyskoczyłem z łóżka – Kotek, jeśli możesz to zrób mi kawę – skradłem jej jeszcze jednego całusa i po chwili już byłem w łazience.

Wziąłem bardzo szybki prysznic i po chwili, ubrany w czyste ciuchy, zajadałem się pysznymi kanapkami. Weronika siedzi naprzeciwko mnie, ale nic nie je, pije tylko kawę. Nie przeszkadza jej nagość jej nóg, które trzyma na stole, mi również nie.

Nie wiem jeszcze, jak powiedzieć jej, że już jutro jadę do Spały. Tak bardzo chciałbym teraz, kiedy się do mnie przekonuje, być z nią zostać, ale chcę również lecieć za dwa tygodnie do Japonii. Do głowy wpadł mi pewien pomysł, tylko jak ona na to zareaguje?

- Kotek, masz może coś ciekawego zaplanowane na najbliższy czas?
- Kotek? Nie zapędzasz się za daleko...? No powiedzmy, że akurat nie mam. A co, planujesz coś?
- A planuje – przełknąłem kęs kanapki – Co byś powiedziała na dwa tygodnie wśród spalskich lasów w towarzystwie mojej skromnej osoby?
- My razem w Spale?! Michał, przecież sezon trwa... Czegoś tu nie rozumiem... O co chodzi?
- Zapomniałem, że ty nic na temat siatkówki nie wiesz. Chodzi o to, że niedługo zaczynają się MŚ i kadra jedzie na przygotowania do Spały właśnie.
- I co w związku z tym?
- No to, że jeśli oczywiście chcesz, to możesz tam pojechać ze mną. Miałabyś spokój od tych wszystkich męczących pytań o ciebie i tego gnoja... Ja miałbym Cię na oku i nie martwił się o ciebie. Dodatkowo moglibyśmy spędzić tylko ze sobą trochę czasu, poznać się lepiej. Odpoczęłabyś od tego całego zgiełku, pooddychała czystym powietrzem... To jak, zgadzasz się ?– podszedłem do niej.
- Michał, chciałabym, ale to nie jest dobry pomysł. Ja będę Cię tam tylko rozpraszać, a przecież musisz się koncentrować, ćwiczyć...
- To jeden z najlepszych moich pomysłów. Przecież jedno nie wyklucza drugiego. Mogę i ćwiczyć i być z tobą. Znajdę na to czas... Chcę, żebyś tam była... Weronika, proszę, zgódź się...
- Michał... – wstała od stołu.
- Proszę – usiadłem na krześle i wciągnąłem ją na swoje kolana.
- No dobrze, ale musisz pojechać ze mną do domu rodziców, żebym się mogła jakoś spakować, bo nie mam tu zbyt wielu rzeczy – wreszcie się uśmiechnęła.
- Zrobię dla ciebie wszystko – pocałowałem ją i mocno przytuliłem.

Koniec
**********************
Witajcie :D
Miałam dodać w sobotę, ale z natłoku prac domowych, które mam już na ten dzień zaplanowane, dodaje dzisiaj. 

Na początku chciałabym złożyć Wam wszystkim najserdeczniejsze życzenie z okazji zbliżających się Świąt Wielkiej Nocy. Życzę Wam spełnienia wszystkich marzeń, pysznego jajka i bogatego Zajączka/Króliczka :P Oczywiście również tego, aby te Święta były wyjątkowe i bardzo radosne i najważniejszego, czyli miłości. Jeśli jesteście w związkach to niech się Wam wiedzie jak najlepiej, a jeśli nie jesteście, to żeby w Waszym życiu pojawił się ktoś godny uwagi. Jeszcze raz wszystkiego najlepszego :)

Teraz rozdział. W moim opowiadaniu Tomek nie jest grzecznym chłopcem, ale nie do końca taki pozostanie. Być może się zmieni. Weronika, gdy potrzebowała pomocy zadzwoniła do Michała. Czy to może znaczyć, że zaczynają się do siebie zbliżać?  Michał też coś do niej czuje. Ten tekst na kolorowo to sen Michała, który opowiada o przyszłości :) Jak myślicie, czy ten wspólny wyjazd do Spały coś im da? I jeszcze aga, która wreszcie się przełamała. Teraz mam nadzieję, że będzie już dobrze. 

Na koniec jeszcze taka mała prośba. Jak widzicie zapewne, pojawiły się zakładki, do których możecie się oczywiście wpisywać, szczególnie do informowanych, gdyż będzie mi łatwiej  Was informować. Oczywiście nie pogardzę, jeśli Wy będziecie mi podsyłać informacje o swoich blogach :D Zachęcam również do zadawania mi pytań ;)

Ps. Wiem, że zapewne większość już to widziała, ale muszę to jeszcze wstawić : http://www.youtube.com/watch?v=JmsVWOfap7k&feature=youtu.be 

Pozdrawiam,
Dzuzeppe

sobota, 23 marca 2013

Rozdział 10



Michał

Lena napisała do mnie ostatniego SMS-a dobre piętnaście minut temu. Była już wtedy w klubie. Gdzie ją wcięło? Jeśli już chce się z nami upić to niech przynajmniej będzie punktualna i się nie spóźnia. To miał być całkowicie męski wypad. Mieliśmy obaj z Szamponem wyrwać jakieś laski i się zabawić. Ale oczywiście Lena ma wyjątkowe poczucie czasu. Mario też gdzieś znikł. O moja siostrunia wyłania się z tłumu.

- Wreszcie jesteś – przywitaliśmy się buziakiem w policzek – Co tak długo? Stało się coś?
- Nie. Po prostu spotkałam tu kogoś i wypiliśmy po drinku. A Mariusz gdzie?
- Nie wiem, poszedł gdzieś pół godziny temu i go wcięło. Skoro już trochę piłaś to idziemy tańczyć.

Pociągnąłem ją na sam środek parkietu. Lena jest świetną tancerką, z nią każdy nauczy się tańczyć, nawet totalna pokraka jak ja kiedyś, bawi się w jej towarzystwie świetnie. To właśnie dzięki niej nie musiałem wstydzić się togo, ze nie umiem tańczyć, bo mnie tego nauczyła. Zrobiła ze mnie (totalnego łamagę) wybornego tancerza. Od tamtej pory uwielbiamy ze sobą tańczyć na wszystkich uroczystościach czy imprezach. Zdarzało się nawet tak, że Lena szła ze mną na jakieś wesele jako moja dziewczyna.

Teraz niestety nie mamy już tak częstych okazji do bawienia się razem. Czasami zdarza się jednak, że pójdzie ze mną na imprezy klubowe, sponsorskie czy te organizowane przez chłopaków z drużyny. Wiele osób, które nie wiedzą o tym, że jesteśmy rodzeństwem, myśleli, że jesteśmy razem i życzyli nam szczęścia. Na takich imprezach wszyscy mężczyźni mi jej zazdrościli. W gruncie rzeczy to bardzo fajne uczucie.

Tańczymy już ze sobą dobre pół godziny. Siostra poprosiła mnie o chwilę odpoczynku. Poszliśmy więc do naszego stolika, przy którym siedział Mariusz. Lena poszła do toalety, a ja zamówiłem sobie jakiegoś drinka przy barze. Usiadłem z powrotem na klubowej kanapie i obserwowałem bawiących się ludzi.

Moją uwagę przykuły trzy dziewczyny i dwóch chłopaków. Jeden z nich wygląda trochę, jak ten sławny piłkarz. Dziewczyna w zielonej sukience(link) jest bardzo podobna do Weroniki. Rusza się strasznie zmysłowo. To na pewno ona. Postanowiłem do niej podejść, żeby spróbować naprawić to co wtedy zniszczyłem.
Muzyka z szybkiej zmieniła na wolną. Dziewczyna zaczęła kierować się w kierunku wyjścia. Poszedłem za nią. Wyszliśmy z budynku na zewnątrz. Mimo że jest noc temperatura nas rozpieszcza. Oparła się o ceglany murek i oddychała głośno. Podszedłem do niej i stanąłem obok. Uśmiechnęła się.

- Znowu się spotykamy – powiedziała, kładąc dłoń na mojej klatce piersiowej.
- Na to wygląda – na parę minut zapanowała cisza. Nie była w ogóle krępująca. Ona patrzyła przed siebie, a ja podziwiałem jej ciało. Jeszcze kilkadziesiąt minut temu myślałem, że zrobi awanturę, że się rzuci na mnie z pięściami czy, że ucieknie. Ona tak po prostu sobie stała i nic nie mówiła.
- Dlaczego się tak na mnie patrzysz? – odezwała się po chwili.
- Niby jak?
- Lustrujesz mnie wzrokiem... Krępujesz mnie...
- Ja ciebie? – odpowiedziałem zdziwiony – Powinno być chyba odwrotnie. Ja jestem tylko zwykłym siatkarzem, a ty sławną na całym świecie aktorką. To ciebie znają wszyscy...
- Zaraz, zaraz... Jesteś siatkarzem?!
- No, tak... A myślałaś, że kim? Nie zdziwiło Cię to, że jestem wysoki, wysportowany...?
- Ja... Nie interesuje się tym... Nie z nam się na niczym oprócz piłki nożnej i to tylko ze względu, że mój brat gra... Siatkówką interesuje się moja siostra. Jest dziennikarką.
- Rozumiem – zaczesałem jej niesforne kosmyki włosów za ucho – Nie musisz znać się na siatkówce... Wszystkiego Cię nauczę... Mogę Ci coś powiedzieć?
- Oczywiście, śmiało...
- Jesteś piękna, strasznie piękna – dotknąłem jej policzka – Weronika czy... Czy moglibyśmy zacząć od początku? Zapomnieć o tym co si wtedy wydarzyło i zacząć od nowa?
- Naprawdę chcesz o tym wszystkim zapomnieć? – jej oczy posmutniały – Chcesz zapomnieć o tym, co się między nami tamtej nocy wydarzyło? O wspólnych chwilach...? – znowu ucichła, a ja nie chciałem jej przerywać – Ja nie chcę op tym wszystkim zapomnieć, bo to było coś wyjątkowego... Jedyne, co mogę wymazać z pamięci, to nasza kłótnia i to, jak mnie wyrzuciłeś z mieszkania – chciałem coś powiedzieć, przeprosić ją za to, ale nie pozwoliła mi – Nie przerywaj mi proszę... To i tak jest dla mnie trudne... Na pewno chcesz zacząć od początku?
- Oczywiście, że chcę, bo zrozumiałem, że nie jesteś dla mnie obojętna. Zrozumiałem, że Cię ko...
- Nie kończ... Nie jesteś jeszcze tego pewien... Myślę, że możemy spróbować, ale tak jakbyśmy się dopiero co poznali. Zgoda?
- Zgoda. No to... Jestem Michał, siatkarz. Miło mi – podałem jej rękę, którą z uśmiechem na ustach uścisnęła.
- Weronika, aktorka. Mi mi bardziej – stanęła na palcach i pocałowała mnie w policzek.
- Z tym, że się nie znamy, to tak na serio?
- Tak, nawet bardzo na serio... – pięknie się uśmiechnęła.
- To znaczy, że nie mogę Cię teraz pocałować w usta?
- No, nie możesz, przecież dopiero co się poznaliśmy – zaczęła się śmiać.
- A zaprosić na nocny spacer w blasku Księżyca i trzymać Cię za rękę, gdy będziemy szli?
- Niech się zastanowię... Pewnie, że możesz. Pozwalam Ci nawet na to, żebyś pod furtką mojego domu rodzinnego pocałował w policzek i przytulił na pożegnanie.
- To chodźmy – złapałem ją za rękę i ruszyliśmy w drogę.

Dobrze wiedziałem, gdzie mieszka, dlatego zamiast iść najkrótszą drogą, wybrałem najdłuższą. Idąc chodnikiem w blasku Księżyca, rozmawialiśmy o wszystkim. Opowiedziała mi wiele ciekawostek o sobie, o swojej rodzinie, o bujnej karierze, a ja zrewanżowałem się tym samym. Gdy opowiada mi w jakich filmach grała, od razu kojarzyły mi się wszystkie sceny, w których całowała się z mężczyznami ściskało mnie w środku.

Postanowiłem nawet spróbować wytłumaczyć jej na czym polega siatkówka. Najprościej, jak to tylko możliwe opowiedziałem jej o zasadach gry. Mam nadzieję, że cokolwiek zrozumiała. Powiedziałem również o miejscach, w których już grałem. Wymieniliśmy się numerami telefonów. Przed samym już domem dopiero się zatrzymaliśmy.

- To co, jesteśmy na miejscu...
- No jesteśmy... To co, teraz mogę spełnić twoją wolę i Cię pocałować?
- Na to wygląda – nachyliłem się delikatnie nad nią i pocałowałem w policzek długo się od niego nie odsuwając – To lecę... Dobranoc.
- Dobranoc - zniknęła za drzwiami, a ja długo jeszcze nie potrafiłem odejść. Dopiero gdy zobaczyłem, że w pokoju na górze zapala się światło, a ona wygląda i się do mnie uśmiech, udałem się w drogę do mieszkania.


Karolina

Wszystko było tak dobrze. Bawiliśmy się razem świetnie. Weronika wreszcie się wyluzowała, zapomniała o wszystkim co czeka na nią na zewnątrz. Zapomniała i o Michale i o Tomku. Prawie cały czas przetańczyła z Pawłem. Aga i Marcin też nie odstępują się na krok. Wszędzie chodzą razem i trzymają się za ręce. Mam nadzieję, że moja przyjaciółka wreszcie się przełamie. Czuję się tam trochę jak takie piąte koło u wozu.

Ale wracając do Weroniki to właśnie gdzieś zniknęła. Gdy wreszcie sobie wszystko poukładała w życiu, jak zdecydowała się dać drugą szanse Tomkowi to znowu pojawił się ten cholerny Winiarski i już jej namieszał. Czy on musi pojawiać się właśnie w takich momentach? Albo coś się w jej życiu psuje, albo pojawia się on i wszystko rozpierdziela.

Muszę teraz iść do tego Wlazłego i poprosić go o pomoc, bo maja „kochaniutka” siostrzyczka i ten padalec gdzieś mi znikli. Nie chcę tylko, żeby powtórzyła się sytuacja sprzed kilku miesięcy. Mam nadzieję, że teraz tak nie będzie, że nie wylądują w łóżku, a potem Weronika znowu będzie przez niego płakać.

Podeszłam do stolika, przy którym siedział Mariusz z jakąś dziewczyną.

- Przepraszam, jeśli przeszkadzam, ale Mariusz moglibyśmy chwilę pogadać?
- Mariusz, kto to jest?– spytała dziewczyna.
- Znajoma Lenuś. To jest dziennikarka. O co chodzi Karolina?
- O Winiarskiego i moją siostrę.
- Ale co z moim bratem? - zainteresowała się niejaka Lena.
- Winiarski to twój brat? - potwierdziła kiwnięciem głowy – Rzeczywiści oczy to macie prawie takie same.
- Znak rozpoznawczy Winiarskich. - iśmiechnęła się - Co się w końcu stało?
- Nie wiem, czy wiesz co się między nimi wydarzyło w kwietniu?
- Wiem, Michał mi o wszystkim powiedział.
- Skoro wiesz to mogę mówić. Otóż dziś Weronika była ze mną tu w klubie. Teraz gdzieś znikła, jak widzę Michała też nie ma. Sądzę, że oni wyszli razem. Nie chcę, żeby to wszystko się powtórzyło. Mariusz, pomożesz mi ich znaleźć?
- Karolina, a myślisz, że damy rade ich powstrzymać. Jeśli chcą się bzykać to nic na to nie poradzisz, nie upilnujesz ich. Jeśli się postaramy to damy...
- Dobra, to chodźmy... Lena, idziesz czy zostajesz?
- Zostaje, chcę się zabawić, a mój braciszek niech robi co chce.
- Jak tam sobie chcesz. To na razie – pocałował ją w policzek.

Wyszliśmy z klubu i czekaliśmy na zamówioną przez Mariusza taksówkę. Zrobiło mi się trochę zimno, że aż zadrżałam. Rękoma próbowała choć trochę rozgrzać zmarznięte ramiona. Mariusz widząc to podszedł blisko do mnie. Zdjął swoją bluzę i patrząc się prosto w moje oczy zarzucił mi ją na plecy. Miała taki przyjemny zapach męskich perfum.

- Nie trzeba było... Zmarzniesz...
- Trzeba, trzeba... Mi nic nie będzie. Nie martw się o mnie, ważne żebyś ty się nie rozchorowała... Taksówka, chodźmy...

Złapał mnie za rękę i razem wsiedliśmy do pojazdu. Ustaliliśmy, że najpierw pojedziemy do mieszkanie Michała. Kierowca ruszył, a ja zatopiłam się w zapachu bluzy. Całkowicie się w nim zatraciłam. Dojechaliśmy na miejsce. Mariusz zapłacił za kurs i wyszliśmy z samochodu. Weszliśmy na górę. Otworzył drzwi od mieszkanie i weszliśmy do środka. Panowała tam kompletna cisza i ciemność. Jednak tu ich nie ma. Chociaż tyle dobrego. Ulżyło mi i wreszcie mogłam po części chociaż odetchnąć. Oparłam się o komodę w salonie i zamknęłam oczy.

- Tu ich nie ma i raczej nie było. Co robimy? - podszedł do mnie.
- Mogę chyba spokojnie wrócić do domu i położyć się spać. Miło było znowu Cię widzieć, tylko szkoda, że w takich okolicznościach. Zbieram się. Mam nadzieję do zobaczenia – powiedziałam i zaczęłam zbierać się do wyjścia.
- Nie, czekaj... Odprowadzę Cię...
- Mariusz nie trzeba. Jest trzecia w nocy. Odpocznij. Mi się nic nie stanie przecież...
- Ze mną nie ma dyskusji. Albo wyjdziesz stąd ze mną, albo wcale Cię nie wypuszczę.
- A niby jak mnie zatrzymasz?
- A chociaż by Cię siłą do sypialni zaniosę i zamknę na klucz. To jak idziemy czy zostajesz na noc?
- No idziemy, idziemy skoro tak nalegasz...

Wyszliśmy z kamienicy. Całą drogę rozmawialiśmy o życiu, planach na przyszłość, o Weronice i Michałowi. Opowiedziałam mu to co sama o nich myślę. Mariusz uważa, że nie powinniśmy oboje wtrącać się w ich życie. Powinni sami wybrać czy chcę mieć ze sobą coś wspólnego, czy nie. Jego zdaniem powinni być razem, bo to wyjdzie im na dobre. Przekonał mnie do tego, aby im nie przeszkadzać tylko jakoś spróbować pomóc.

Rozmawiało nam się naprawdę wyśmienicie. Okazało się, że mamy podobne zdanie na wieli tematów, jak i interesują nas podobne rzeczy. Co chwile wybuchaliśmy głośnym śmiechem. Ma bardzo duże poczucie humoru. Przy nim nikt nie będzie smutny. Niestety wszystko co dobre strasznie szybko się kończy. Po upływie pół godziny byliśmy już pod domem, przyszedł czas na pożegnanie.

- Dzięki, że mnie odprowadziłeś... Było mi naprawdę miło w twoim towarzystwie... Dobranoc – pocałowałam go w policzek.
- Kolorowych snów - uśmiechnęłam się pięknie na jego słowa i szybciutko weszłam do domu.

Paweł

Ta dziewczyna... Lena... Jest taka piękna, naturalna i te jej obłędnie niebieskie oczy, które przypominają lazurowe morze. Rozmawiając z nią czułem, że mógłbym w nich utonąć i całkowicie zatracić. Dodatkowo, a w zasadzie to przede wszystkim jest inteligentna, co często nie idzie z tak wyjątkową urodą. Jest taka delikatna, subtelna, zmysłowa. Ma idealną figurę i z powodzeniem mogłaby być modelką z racji jak i urody i wzrostu. Chciałbym mieć jeszcze okazją do spotkania z nią.

Dzisiaj, tu w klubie gadałem z Marcinem. Mówił, że między nim, a moją siostrą układa się naprawdę dobrze. Wspominał coś, że Aga nie potrafi zaufać mu, by pozwolić sobie na coś więcej, Martwi mnie to, bo przecież jeśli naprawdę go kocha, to co stoi na przeszkodzie?

Idę do toalety, wchodzę do kabiny, a załatwiając sprawę, z jaką tu przyszedłem niechcący usłyszałem kawałek rozmowy.

"
- Stary, widziałeś jakie gwiazdki dziś klub odwiedziły i to jeszcze całkiem dobrze się bawią.
- Jakie gwiazdki? O czym ty mówisz?
- No nie mów, że nie widziałeś całego klanu Wojciechowskich. Jest ten piłkarzyna, Marcin. Aktoreczka wróciła z warszawy i się tu bawi, wiesz ta Weronika. No i jeszcze najmłodsza, Karolina, podobno nawet dobra dziennikarka z niej, ale robi w siatkówce to nie wiem za bardzo. No i jeszcze dziewczyna Marcina i jej brat... O zapomniałbym widziałem nawet Wlazłego i Winiarskiego z siostrunią, bodajże Leną...
- Patrz nawet ich wszystkich nie zauważyłem... Ta Lena to rzeczywiście niezła dupa... Z chęcią bym ją przeleciał...
"

Wreszcie wyszli i nie musiałem słuchać tej obrzydliwej gadki. Dobrze, że mnie nie zauważyli. Moją tupet, żeby gadać o naszym prywatnym życiu i jeszcze nas oceniać., w ogóle nas nie znając. Ale z drugiej strony to wcale im się nie dziwie, że o nas gadają. W końcu wszyscy niejako jesteśmy osobami publicznymi i musimy się z czymś takim liczyć.

Umyłem ręce i wyszedłem z toalety. Idąc korytarzem usłyszałem krzyk jakiejś dziewczyny. Docierał on z zamkniętego pomieszczenia. Przystanąłem na chwilę przy drzwiach i wsłuchałem się bardziej.

„Puść mnie!!! Ratunku!!! Niech mi ktoś pomoże!!! Błagam...”

Nie wahając się już ani sekundy, szybko otworzyłem drzwi. Był to chyba jakiś magazyn. Było ciemno. W głębi pomieszczenie dostrzegłem dwie postacie. Chłopak dobierał się do dziewczyny i nie potrafił uszanować jej sprzeciwu. Od razu ruszyłem jej na pomoc. Odciągnąłem chłopaka, uderzając go pięścią w twarz. Od razu wpadł w ręce innych, którzy znaleźli się tu z tego samego powodu co ja. Zajęli się nim solidnie wyprowadzając go kompletnie pijanego na zewnątrz.

Podszedłem do tej dziewczyny. Miała lekko rozmazany makijaż i potargane włosy, ale bez trudu poznałem, że to... Że to Lena. Cała się trzęsła.

- Lenka, wszystko w porządku? Zrobił Ci coś? – zapytałem, przytulając ją mocno do siebie.
- Nie... był za bardzo... pijany – łamał się jej głos – Ale gdyby... gdyby nie ty, to on... – rozpłakała się
- Lenuś ci... Spokojnie.
- Zabierz mnie stąd...
- Dobrze... Nikt Ci już nigdy nic nie zrobi... Chodź... – wziąłem ją na ręce.

Nie zaprotestowała, tylko mocno wtuliła się we mnie, chowając głowę. Wyszliśmy na zewnątrz i razem wsiedliśmy do taksówki. Dziewczyna cały czas nie przestawała się trząść, dlatego mocniej ją do siebie przyciągnąłem. Podałem mój adres kierowcy i ruszyliśmy w tamtym kierunku. Lena cicho płakała w mój podkoszulek.

Gdy dojechaliśmy, zapłaciłem za kurs. Wyszliśmy z samochodu. Chwyciłem ją za rękę i weszliśmy na podwórko. Otworzyłem drzwi i weszliśmy do środka. Dobrze, że rodzice pojechali właśnie na wakacji i nie muszę im tego tłumaczyć. Pokazałem jej gdzie jest łazienka, dałem czyste ręczniki i ubrania Agi, żeby się w nie przebrała.

Sam również udałem się pod prysznic do łazienki na górze. Następnie poszedłem do kuchni zrobić gorącą czekoladę. Po godzinie wyszła z łazienki i usiadła obok mnie na kanapie. Na jej przedramionach zauważyłem pojawiające się siniaki. Z apteczki dałem jej jakąś maść na obrzęki. Pomogłem jej wetrzeć preparat w skórę i zaczęliśmy pić ciepłe jeszcze napoje.

- Paweł, dziękuję – przytuliła się do mnie.
- Dobrze, że nic poważnego Ci nie jest – odwzajemniłem uścisk.

Siedzimy przytuleni do siebie od dobrych piętnastu minut i nie odzywamy się do siebie ani słowem. Poczułem, że jej głowa zaczyna swobodnie opadać na moje kolana. Zasnęła... Wziąłem ją na ręce i ruszyłem na górę do mojego pokoju. Ułożyłem ją w moim łóżku i otuliłem szczelnie pościelą. Gdy zbierałem się do wyjścia, delikatnie chwyciła mnie za rękę.

- Proszę, zostań... Śpij ze mną... – spełniłem jej prośbę, kładąc się obok niej – Przytul mnie proszę...
- Chodź... – od razu się do mnie przysunęła i mocno wtuliła w moje ramię – Na pewno ten skurwysyn nic Ci nie zrobił?
- Na pewno... – ziewnęła, by po chwili już słodko spać.
- Obiecuję, że już nikt nigdy Cię nie skrzywdzi. Nie pozwolę na to... To dziwne, ale chyba się w tobie zakochałem – wyszeptałem cicho w jej włosy, całując je.

Koniec
***************************************
To witajcie :*
Dzisiaj wiele się dzieje. Weronika i Michał znowu się spotkali. Wyjaśnili sobie wiele. Czy może im się udać? Jeśli będą walczyć o szczęście to może im się uda.
Korolinie nie widzi się znajomość jej siostry z Michałem. jest tenu przeciwna, bo ma przeczucia, że jej siostra będzie cierpieć. Na szczęście pojawił się taki Mariusz i przekonał ją do dania im szansy i nieangażowanie się w ich sprawy.
Lena wiele już przeżyła i pewnie wiele jeszcze złego przed nią. Nad jej bezpieczeństwem czuwa dobry duch, czyli Paweł. Jak myślicie, czy to możliwe, że już się w niej zakochał? 
No i jeszcze kilka ogłoszeń:
1. Może niektóre z Was wiedzą już, z bloga Just one word fuck it, że zaczęłam pisać z jedną z jego autorek, a mianowicie z Mańkiem. Oficjalnie informuję Was wszystkie, że to prawda. Blog będzie nosił tytuł „Przeszłość, która staje się teraźniejszością” . Jeszcze nigdzie nie można go znaleźć, ala jak tylko coś zacznie się tam dziać, to o tym poinformujemy.
2. Na kolejny zapraszam za tydzień.
3. Jeśli macie jakieś pytania, to śmiało piszcie (gg - 15696793). Nie gryzę :D

Pozdrawiam serdecznie,
Dzuzeppe